Hyundai zaprezentował w Niemczech swój pierwszy samochód przygotowany przez dział sportowy N. Inspirowany rajdami i wyścigami i30 N nie jest zbyt radykalny, dzięki temu idealnie wpisuje się w nurt prawdziwych hot hatchy, które ja wolę określać mianem GTI.
Technicznie samochód ma wszystko co powinien. Standardowa moc to 250 KM, natomiast z pakietem Performance 275 KM. Maksymalny moment obrotowy wynosi 353 Nm i wszystkie trafiają na przednią oś. Ta ma tzw. elektroniczną szperę, a pomiędzy silnikiem i osią zamontowano manualną, sześciostopniową skrzynię biegów, co uważam za ukłon w stronę purystów.
Jedyne osiągi jakie podano to prędkość maksymalna wynosząca 250 km/h oraz przyspieszenie do setki. To wynosi 6,4 s w wersji 250-konnej oraz 6,1 s z Performance Pack.
W sprawnej jeździe po torze pomaga adaptacyjne zawieszenie i ogumienie w rozmiarze 225/40 R18. Performance Pack zawiera opony 235/35 R19 oraz tarcze hamulcowe powiększone z 17 do 18 cali z przodu oraz z 16 do 17 cali z tyłu. Różnica jest także w masie - minimalna jest wyższa z pakietem o 29 kg. Standardowe auto waży minimum 1400 kg.
Wnętrze uległo kilku zmianom. Największą jest kierownica, na której znajdują się dodatkowe przyciski do zmiany ustawień samochodu. Producent przygotował cztery standardowe konfiguracje i program pozwalający dowolnie ustawić wszystkie regulowane opcje. Co ważne, kierowca ma możliwość całkowitego wyłączenia systemu ESC, skorzystania z systemu Launch Control oraz z elektronicznego dopasowania obrotów, co pozwala na płynniejsze redukcje.
Hyundai i30 N nie jest samochodem radykalnym, ale trafi w gusta tych, którzy szukają przyjaznego hot hatcha na co dzień. Na papierze - auto widziałem, ale nim nie jeździłem - prezentuje się jak Golf GTI, Peugeot 308 GTI czy Seat Leon Cupra. Jest klasycznym GTI i o to działowi N chodziło. Choć inżynierowie twierdzą, że model ten potrafi pokazać pazur na torze wyścigowym.