Ewolucja zamiast rewolucji, czyli jak nowy Volkswagen T-Roc i silnik 1.5 eTSI zmieniają zasady gry
Druga generacja Volkswagena T-Roca ma trudne zadanie, gdyż zastępuje dotychczasowy rynkowy bestseller i jednocześnie ma wprowadzić kierowców w erę nowoczesnych napędów, czyli jednostek zelektryfikowanych. Niemiecki producent, zamiast wywracać stolik, zdecydował się na dopracowanie sprawdzonych rozwiązań do perfekcji, czego najlepszym dowodem jest zaawansowany napęd 1.5 eTSI.
Współczesna motoryzacja znajduje się w niezwykle ciekawym punkcie zwrotnym. Z jednej strony słyszymy o nieuchronnym końcu ery spalania, a z drugiej klienci wciąż tłumnie odwiedzają salony w poszukiwaniu sprawdzonych i uniwersalnych samochodów na benzynę.
Nie wszyscy producenci potrafią odnaleźć się w tym dość zagmatwanym scenariuszu, ale wiele wskazuje na to, że Volkswagen ma spójną wizję i sukcesywnie ją realizuje. Jak?
Zaawansowana technika i szeroki wachlarz wyboru
W ramach strategii sięgającej 2030 roku koncern postanowił zostać technologicznym liderem, ale definicja tego liderowania jest szersza, niż mogłoby się wydawać. Nie chodzi tu wyłącznie o samochody elektryczne z rodziny ID, ale o dostarczenie najwyższej jakości techniki niezależnie od tego, co znajduje się pod maską. I przy zachowaniu bardzo szerokiego wachlarza wyboru dla klienta.
Wystarczy spojrzeć na większe modele, jak choćby nowy Passat, Tiguan czy debiutujący Tayron. W ich przypadku Volkswagen oferuje aż do ośmiu różnych układów napędowych. Mamy tam najnowsze diesle oparte na jednostce 2.0 TDI, które wciąż są niezastąpione w długich trasach, mamy mocne silniki benzynowe z napędem na cztery koła, a także nowoczesne hybrydy plug-in pozwalające przejechać ponad 100 km na samym prądzie.
Jednak prawdziwym nowym otwarciem dla Volkswagena ma być druga generacja T-Roca, który pełni rolę swoistego pomostu technologicznego do nowej ery motoryzacji. To jednocześnie jedna z najbardziej przystępnych propozycji w portfelu marki. Spora stawka i jeszcze większa presja, dlatego też inżynierowie nie mogli sobie pozwolić na żadne wpadki. Czy im się udało?
Nowy napęd, czyli jak działa eTSI
Sercem nowego T-Roca jest silnik 1.5 eTSI. Choć nazwa brzmi znajomo, to kryje się pod nią technologia, która znacząco różni się od prostych konstrukcji sprzed lat. Litera "e" przed TSI zmienia w tym przypadku naprawdę sporo.
Przede wszystkim pojawia się miękka hybryda oparta na instalacji 48-woltowej. Dla kierowcy to wyższa płynność i kultura pracy. Tradycyjny rozrusznik został zastąpiony przez prądorozrusznik połączony z silnikiem pasem. Uruchamianie jednostki spalinowej odbywa się niemal bezszelestnie i bez wibracji znanych ze starszych aut. Ba! System ten pozwala na wyłączanie silnika nie tylko na postoju, ale już podczas dojeżdżania do świateł przy prędkości ok. 20 km na godzinę.
Jednak najbardziej imponującą funkcją jest coś innego – żeglowanie. Oczywiście nie dosłowne żeglowanie, ale jednak coś w tej nazwie jest. Działa ona bardzo prosto. Podczas jazdy ze stałą prędkością – weźmy na przykład dość monotonną trasę na drodze krajowej lub autostradzie – przy lekkim odpuszczeniu gazu, elektronika potrafi całkowicie odłączyć napęd i wyłączyć silnik spalinowy. Samochód toczy się wtedy swobodnie, nie zużywa ani kropli paliwa, a kierowca często orientuje się o tym fakcie tylko dzięki wskazaniom obrotomierza, który opada do zera.
Wszystkie systemy pokładowe – wspomaganie kierownicy, hamulce czy klimatyzacja – działają wtedy nieprzerwanie dzięki energii zgromadzonej w dodatkowym akumulatorze litowo-jonowym. Oczywiście w momencie ponownego naciśnięcia pedału przyspieszenia silnik budzi się do życia w ułamku sekundy. Efekt? W realnym użytkowaniu miejskim i podmiejskim nowy T-Roc potrafi zużywać ilości paliwa, które do niedawna były zarezerwowane wyłącznie dla diesli.
Silnik 1.5 eTSI występuje w nowym T-Rocu w dwóch wariantach mocy. Podstawowy oferuje 116 koni mechanicznych i zastępuje trzycylindrową jednostkę 1.0 TSI. Mocniejszy (i zapewne znacznie popularniejszy wariant) generuje 150 koni mechanicznych. A inne napędy? Czy T-Roc samym eTSI stoi? Nie.
Wkrótce w gamie T-Roca zadebiutuje zupełnie nowy napęd HEV. Jest to klasyczna hybryda, która nie wymaga ładowania z gniazdka. Dla klientów oczekujących sportowych wrażeń i napędu na cztery koła koncern z siedzibą w Wolfsburgu przygotował nową mocną jednostkę 2.0 eTSI o mocy ponad 200 koni mechanicznych. Również ona została zelektryfikowana i wyposażona w układ miękkiej hybrydy.
Zmiany, zmiany
Można je dostrzec nie tylko pod maską. I nie są to zmiany kosmetyczne. Druga generacja T-Roca urosła i dojrzała. Samochód jest dłuższy, ma większy rozstaw osi i oferuje pojemniejszy bagażnik. Wszystko dzięki zmodernizowanej platformie MQB.
Nowy model ma 4373 mm długości. To wzrost aż o 122 mm względem poprzednika. Jest też minimalnie szerszy, osiągając 1828 mm, a jego rozstaw osi wydłużono do 2631 mm, czyli o blisko 4 cm. Pasażerowie tylnej kanapy zyskali odczuwalnie więcej miejsca na nogi, a bagażnik oferuje teraz około 475 litrów pojemności, czyli o 30 litrów więcej niż poprzednik.
Wsiadając do środka, od razu poczujemy różnicę w jakości wykonania, gdyż twarde plastiki znane z poprzednika ustąpiły miejsca miękkim i przyjemnym w dotyku materiałom. Jest minimalistycznie, lecz nie surowo. Oczywiście malkontenci się znajdą, ale obiektywnie jest dużo lepiej, niż było. Można zaryzykować stwierdzenie, że T-Roc stał się pełnoprawnym samochodem rodzinnym, który staje w szranki przestronnością z pierwszą generacją modelu Tiguana.
A jak prezentuje się wnętrze w nowym rozmiarze? To festiwal cyfryzacji i nowoczesnych materiałów. Centrum dowodzenia stanowi wolnostojący ekran systemu multimedialnego o przekątnej 13 cali, który swoimi parametrami i szybkością reakcji przypomina wysokiej klasy tablet. Tuż przed oczami kierowcy zagościł z kolei 10-calowy zestaw wskaźników Digital Cockpit Pro. Niekwestionowaną atrakcją jest natomiast opcjonalny wyświetlacz Head-up. To najnowsza generacja przeziernego wyświetlacza, która potrafi pokazywać już nie tylko wskazówki nawigacyjne z fabrycznego systemu nawigacji, ale również z Android Auto i Apple CarPlay.
Przy czym najważniejszych zmian nie widać gołym okiem. Nowa platforma MQB evo to ta sama, najnowsza platforma marki Volkswagen, która debiutowała w Passacie, Tiguanie i Tayronie. To ona pozwala na implementację systemów asystujących, które do tej pory były domeną samochodów z wyższych klas. Mowa tu między innymi o zaawansowanym asystencie podróży Travel Assist, który potrafi samodzielnie utrzymywać pas ruchu i odległość od poprzedzającego pojazdu, a w tej generacji pomaga również samochodowi samemu zmieniać pasy.
Strategia na przyszłość
T-Roc dla Volkswagena to więcej niż kolejne wcielenie udanego modelu. To ważny element rozpisanej na lata strategii. W oczach niemieckiej marki sukces modeli spalinowych jest bowiem paliwem dla rozwoju wszystkich napędów i wyznaczania technologicznego kierunku.
Widać to po debiucie wydajnego silnika APP 550 w modelu ID.7 oraz planowanej na 2026 rok premierze rodziny miejskich elektryków. Auta te, napędzane zupełnie nową jednostką APP 290 i wyposażone w tańsze, zunifikowane ogniwa, mają szansę wreszcie zrównać się cenowo z samochodami spalinowymi.
Rok 2026 będzie jednak wyjątkowy z innego powodu. Marka świętować będzie 50. urodziny Golfa GTI. Z tej okazji na rynek trafi model Edition 50 o mocy aż 325 koni mechanicznych. To przepaść względem 110-konnego pierwowzoru z 1976 roku i dowód na to, jak długą drogę przeszła inżynieria.