Chodzi konkretnie o wszelkie patenty Tesli. Firma nie zrzeka się praw do nich, ale ogłosiła, że oficjalnie zezwala innym na korzystanie ze swoich technologii. Musk liczy na to, że tym samym stworzy dżentelmeński układ z innymi producentami i tak samo jak on pozwala na używanie swoich pomysłów, tak i pozostali gracze rynku aut elektrycznych będą otwarci na stosowanie ich opatentowanych rozwiązań.
Nadzwyczajny krok Muska ma jeszcze drugie dno. Takie przyzwolenie może pomóc rozpędzić gałąź przemysłu obejmującą samochody elektryczne. W końcu lepiej być jednym z kilku liderów walczących na szczycie średnich rozmiarów dziedziny, niż niepodzielnie królować w skali mikro.