Ostatnio informowaliśmy o dążeniu przez Danię do zakazu sprzedaży aut spalinowych do 2030 roku. Teraz okazuje się, że razem ze Szwecją, Francją, Hiszpanią, Portugalią, Łotwą, Holandią i Luxemburgiem żądają zaostrzenia dotychczas ustanowionego celu. Zakładał on obniżenie emisji dwutlenku węgla o 40 proc., podczas gdy wymienione państwa optują za wynikiem 55 proc. Oczywiście wszystko w imię ochrony środowiska.
I choć kanclerz Niemiec Angela Merkel popierała ten pomysł, ostatecznie nie dołączyła do koalicji. Powodem są duże trudności Niemiec w zrealizowaniu do dotychczas ustalonych celów. Nasi zachodni sąsiedzi muszą bardziej niż inne kraje Unii, starać się o ograniczenie emisji gazów cieplarnianych. Podniesienie celu oznaczałoby dla Niemiec same kłopoty.
Organizacja Greenpeace oficjalnie potępiła decyzję Niemiec. Dodatkowo wypomniała, że 1,5 mln ludzi którzy w zeszłym tygodniu wyszli na ulice, by zamanifestować swoją troskę o ochronę środowiska, na pewno nie przejdzie obok tej decyzji obojętnie. Ekspert Greenpeace Sebastian Mang twierdzi, że polityka klimatyczna Angeli Merkel "jest jedynie policzkiem wymierzonym w przemysł ciężki i motoryzacyjny”.