WAŻNE
TERAZ

Wypadek autokaru w Turcji. 12 rannych Polaków

65 km/h na hulajnogach. Problem rośnie szybciej niż prędkość

Jeszcze kilka lat temu elektryczne hulajnogi były traktowane jak wygodny środek miejskiego transportu. Dziś coraz częściej stają się symbolem problemu, z którym mierzą się miasta, piesi, policjanci i lekarze.

Hulajnoga elektrycznaHulajnoga elektryczna
Źródło zdjęć: © Adobe Stock | Yusuke Maroke Madokoro
Aleksander Ruciński

Mogłoby się wydawać, że przepisy są jednoznaczne – oficjalnie w Polsce można sprzedawać tylko takie hulajnogi, które osiągają maksymalnie 20 km/h. To limit ustanowiony nieprzypadkowo – hulajnoga ma niewielkie koła, wysoki środek ciężkości i praktycznie nie chroni kierującego w razie upadku. Każde zwiększenie prędkości oznacza gwałtowny wzrost ryzyka poważnych obrażeń.

Nielegalne, ale popularne

Problem w tym, że rynek oferuje urządzenia o zupełnie innych możliwościach. Wystarczy zajrzeć do ofert popularnych producentów. Niektóre modele rozpędzają się nawet do 65 km/h. To ponad trzykrotnie więcej niż dopuszczają przepisy.

Sprzedawcy zaznaczają oczywiście, że sprzęt przeznaczony jest do jazdy poza drogami publicznymi, a jednocześnie sami opierają swój marketing na osiągach. Kolejną kwestią są hulajnogi sprzedawane z limiterem na 20 km/h, a następnie "odblokowywane" do osiągania wyższych prędkości zmianami w oprogramowaniu.

Takie maszyny coraz częściej pojawiają się na ulicach, ścieżkach rowerowych i chodnikach. Nierzadko z nastolatkami za kierownicą. W mediach społecznościowych nie brakuje nagrań pokazujących grupy młodych osób pędzących po ulicach, wykonujących niebezpieczne manewry, przewożących pasażerów czy slalomem omijających pieszych. Dla wielu jest to forma zabawy lub sposób na zdobycie popularności. Zresztą używanie przez nich samych słowa "terror" w nazwie jednej z takich grup nie jest przypadkowe. Dopóki nie dojdzie do tragedii.

Lekarze od dawna alarmują, że skutki takich wypadków są znacznie poważniejsze, niż mogłoby się wydawać. Do szpitali trafiają nie tylko osoby z otarciami czy złamaniami kończyn. Coraz częściej są to ciężkie urazy czaszkowo-mózgowe, złamania kości czaszki, uszkodzenia płuc, wątroby czy śledziony.

Kierujący tą hulajnogą miał 4 promile. Nie ujechał za daleko
Wypadki na hulajnogach są coraz częstsze © Materiały prasowe | Policja

Specjaliści z Uniwersyteckiego Dziecięcego Szpitala Klinicznego w Białymstoku zwracają uwagę, że część młodych pacjentów wymaga wielomiesięcznego leczenia i rehabilitacji, a niektórzy do końca życia będą mierzyć się z trwałymi zaburzeniami neurologicznymi. Tylko w pierwszej połowie 2026 r. do białostockiej placówki trafiło już więcej dzieci po wypadkach na hulajnogach niż przez cały poprzedni rok.

Warto zwrócić uwagę, że sytuacja uległa pogorszeniu mimo kampanii edukacyjnych informujących o zagrożeniach, a także zmian w przepisach – 3 marca 2026 r. z 10 do 13 lat podniesiony został minimalny wiek użytkownika elektrycznej hulajnogi, a od 3 czerwca każdy użytkownik elektrycznej hulajnogi do ukończenia 16. roku życia ma obowiązek jazdy w kasku. 

Kask to za mało

Niestety nawet kask nie daje gwarancji uniknięcia ciężkich obrażeń. Lekarze podkreślają, że znacząco zwiększa bezpieczeństwo i może uratować życie, ale przy uderzeniu z bardzo dużą prędkością nie jest w stanie całkowicie ochronić mózgu przed skutkami wypadku. Fizyka jest nieubłagana.

– Nasza najważniejsza centrala, którą posiadamy, to jest nasza głowa, nasz mózg, więc kask jest obowiązkowy w tej chwili, nawet w świetle przepisów. Ale kask nie zastąpi zdrowego rozsądku – mówi prof. Ewa Matuszczak z białostockiego szpitala.

Konsekwencje wypadków są bolesne nie tylko dla samych użytkowników hulajnóg, ale i pieszych. Amerykańskie badania przeprowadzone przez naukowców z NYU Langone Health wykazały, że w przypadku potrącenia pieszy odnosi urazy mózgu dwukrotnie częściej niż użytkownik jednośladu.

Poza bezpieczeństwem nie można też zapominać o odpowiedzialności prawnej. Przekroczenie dopuszczalnej prędkości, jazda w miejscach niedozwolonych czy stwarzanie zagrożenia dla innych uczestników ruchu mogą zakończyć się mandatem, a w poważniejszych przypadkach również sądem. Jeżeli w wyniku brawurowej jazdy dojdzie do potrącenia pieszego lub ciężkiego wypadku, konsekwencje mogą być znacznie poważniejsze niż utrata prawa do dalszej jazdy.

Sama hulajnoga nie jest problemem. To wygodny i ekologiczny środek transportu, który dobrze sprawdza się w mieście. Problem zaczyna się wtedy, gdy urządzenie zdolne rozpędzić się do 60 czy 65 km/h trafia w ręce osoby, która traktuje je jak zabawkę, a nie pojazd wymagający rozsądku i odpowiedzialności. W takich warunkach różnica między dopuszczalnymi 20 km/h a rzeczywistą prędkością nie jest już tylko liczbą, lecz granicą między niegroźnym upadkiem a potencjalną tragedią.

Ministerstwo Infrastruktury pracuje nad zmianą przepisów, która ma ukrócić możliwość korzystania ze zbyt szybkich hulajnóg. Zgodnie z założeniami producenci będą musieli konstruować pojazdy w taki sposób, aby nie dało się łatwo zwiększyć ich maksymalnej prędkości poprzez zmianę oprogramowania.


Resort rozważa również wprowadzenie takich wymagań technicznych – dotyczących m.in. konstrukcji lub mocy napędu – które sprawią, że nawet po nielegalnej ingerencji hulajnoga nie będzie mogła osiągać nielegalnych prędkości. Na razie nie wiadomo jednak czy i ewentualnie kiedy nowe przepisy wejdą w życie.

Wybrane dla Ciebie
ZANIM WYJDZIESZ... NIE PRZEGAP TEGO, CO CZYTAJĄ INNI!