Gdy ratownicy i policjanci przybyli na miejsce, zastali niepokojący widok. Z zamarzniętego stawu wystawał tylko fragment dachu i tyłu osobowego mercedesa. Po niełatwej akcji wydobywczej okazało się na szczęście, że w pojeździe nikogo nie ma.
Niebawem na policję zgłosił się 40-letni mężczyzna, będący właścicielem utopionego mercedesa. Przyznał, że to on kierował autem, ale nie był w stanie jednoznacznie stwierdzić, jak doszło do wypadku.
Raz mówił, że wjechał pojazdem na lód, by następnie przyznać, że stracił panowanie na łuku drogi i wypadł wprost do stawu. Tak czy inaczej, kierowca w panice porzucił auto i zgłosił się dopiero kolejnego dnia. Wiadomo, że został ukarany mandatem karnym, choć policja nie poinformowała o jego wysokości.