Wyobraźmy sobie sytuację, że wyjeżdżamy na ferie lub wakacje i decydujemy się, aby nasz samochód został pod domem na dłużej. Pod naszą nieobecność może się okazać, że zarządca drogi wprowadzi tymczasowe oznakowanie zakazujące postoju w miejscach, które na co dzień są w pełni legalne. Może to być spowodowane organizowaną w okolicy imprezą sportową (np. popularny maraton) lub koniecznością wykonania jakichś prac drogowych.
Nawet jeśli zadzwoni do nas sąsiad i powie, że służby odholowują po kolei wszystkie samochody, a my nie mamy możliwości poproszenia kogoś o przeparkowanie, nie musimy od razu wpadać w panikę, obawiając się mandatu i poniesienia kosztów holowania.
DLA CIEBIEJedna noc. Jedno auto. Jeden prowadzący. Miasto po godzinach. After HOURS by Cupra
Straż Miejska przed wprowadzeniem tymczasowego oznakowania dokumentuje, jakie pojazdy są pozostawione na obszarze, który zostanie objęty nowymi ograniczeniami. To nigdy nie następuje z dnia na dzień, dlatego jest czas, aby ustalić właścicieli samochodów, które przez kilka dni nie zmieniają miejsca postoju. To sygnał dla służb, że ktoś nie korzystał z auta i siłą rzeczy mógł nie zauważyć nowego oznakowania. Podejmowane są próby kontaktu z właścicielem.
Jeśli pod adresem widniejącym w systemie nie udaje się zastać osoby, która mogłaby przeparkować pojazd, Straż Miejska często prosi sąsiadów o pomoc w kontakcie z właścicielem samochodu. Jeśli nie przynosi to rezultatu, albo nie ma fizycznej możliwości zorganizowania kogoś z kluczykami od pozostawionego auta, pojazd ten może zostać odholowany.
Przedstawiciel Straży Miejskiej, zapytany o dalszy przebieg takiego scenariusza, odpowiada, że koszty takiej operacji ponosi wówczas podmiot odpowiedzialny za konieczność wprowadzenia tymczasowego oznakowania, a właścicielowi auta nie grożą żadne konsekwencje. Jeśli np. organizator maratonu stwierdzi, że dany pojazd nie stanowi jednak żadnej przeszkody dla przebiegu imprezy, nie są podejmowane dodatkowe działania i samochód pozostaje na swoim miejscu.
Jednak w przypadku usunięcia pojazdu jego właściciel będzie musiał osobiście odebrać swoją własność z parkingu depozytowego. Nie poniesie żadnych kosztów, ale jeśli pod jego nieobecność nie dotarły do niego żadne sygnały związane z usunięciem pojazdu, to w pierwszej chwili będzie narażony na sporą dawkę stresu.