Nowelizacja ustawy o transporcie drogowym – której projekt po raz kolejny pojawił się na stronie Rządowego Projektu Legislacji – może zatrząść rynkiem zarówno aplikacji mobilnych, jak i transportu. Wskazuje ona, że to minister odpowiedzialny za transport będzie prowadzić rejestr domen, aplikacji czy "innych środków przekazu" służących do pośredniczenia w kontakcie z kierowcami. Na celowniku znalazł się więc Uber, ale rykoszetem dostaje też np. BlaBlaCar.
Cała baza ma pozwalać na automatyczne przekazywanie informacji do dostawców internetu i blokowanie usługi przewoźnika. Na cenzurowanym będzie więc apka służąca do przekazywania zleceń czy pobierania opłat. Wypisz wymaluj Uber. Tyle tylko, że BlaBlaCar (gdzie szukamy kierowców na dłuższą podróż międzymiastową), jak i cała ekonomia współdzielenia, podpadają pod niedokładnie sprecyzowane przepisy nowelizacji. Taksówkarze są bezpieczni - mają przecież licencję.
Projekt nie ogranicza działalności podmiotów działających w ramach "sharing economy" – tak można przeczytać w ocenie skutków regulacji. Tymczasem ograniczenia zauważył zarówno Związek Pracodawców "Transport i Logistyka", jak i Polska Izba Informatyki. Zamiast innowacji będzie wydawanie kolejnych licencji i rejestrowanie wszystkich wykonanych przejazdów.
W nowelizacji czytamy również, że "obecnie na rynku przewozowym mamy do czynienia z nierówną konkurencją legalnych przewoźników z podmiotami budującymi swój biznes i przewagę konkurencyjną na działaniu niezgodnym z przepisami prawa, które często uchylają się także od płacenia podatków z tytułu osiągniętych przychodów finansowych". Za takich przewoźników – w tym Ubera – wzięła się już Irlandia, Hiszpania czy Francja. Polska nie wprowadziła jeszcze podobnych rozwiązań.