Malowanie trawy na zielono nie wyszło. Klienci nie kupują aut
Sprzedaż w 2025 r. to nie koniec złych wiadomości dla niedawno wykopanej z grobu marki Moskwicz. Jak się okazuje, samochody, które powstają poprzez przypudrowanie chińskich pierwowzorów, nie miały licznej grupy nabywców.
Miało być wstawanie z kolan rosyjskiego przemysłu samochodowego i sięgnięcie po niezależność. Tak Kreml przedstawiał dalszy rozwój wypadków po opuszczeniu Rosji przez zachodnie firmy motoryzacyjne, która nastąpiła w następstwie putinowskiej napaści na Ukrainę. Jednym z widocznych filarów tego sukcesu miało być przywrócenie do grana żywych upadłej przed laty marki Moskwicz. Ale wszystko poszło źle.
Moskwicz wrócił w odpowiedzi na porzucenie przez Renault fabryki w Petersburgu. Ten ruch miał zapewne uderzyć w sentyment Rosjan, ale od początku projekt podszyty był blagą. Oczywiście marka nie miała swoich autorskich modeli, więc postanowiono po prostu zmienić logo na wschodnich konstrukcjach. Pierwszy w ofercie Moskwicz 3 był w rzeczywistości chińskim JAC JS4. Moskwicz 6 jest łudząco podobny do samochodu JAC J7 Plus, a Moskwicz 8 to tak naprawdę JAC JS8 Pro. Z kolei Moskwicz M70, którego nie ma jeszcze w oficjalnej ofercie, ma być według mediów rosyjskim wcieleniem MG HS.
W obliczu takich faktów nawet najbardziej optymistycznie nastawionym Rosjanom trudno uwierzyć w rosyjskość Moskwicza. Nic nie wyszło też z zapowiadanego sukcesu. W 2022 r. przedstawiciele marki komunikowali, że produkcja aut spod znaku Moskwicza może sięgnąć 50 tys. sztuk rocznie. Tymczasem, jak informuje Autostat.ru, w 2025 r. zarejestrowano 15,6 tys. samochodów tej marki.
Oznacza to, że sprzedaż sięgnęła zaledwie 30 proc. mocy produkcyjnych. Z kolei względem założeń z 2024 r. nastąpił spadek sprzedaży o 33 proc. Czy 2026 r. okaże się lepszy? Niekoniecznie. Owszem, do oferty mają dołączyć dwa nowe modele, ale przynajmniej jeden z nich – wspomniany M70 – również będzie przebranym modelem z Chin, zatem sukces może być ograniczony. Ciekawe jakie będą losy Wołgi.