Salony są pełne aut. Kierowcy właśnie odzyskali przewagę?

Nowych samochodów przybywa, rejestracje rosną, a dealerzy mają coraz więcej aut gotowych do sprzedaży. Z pozoru wygląda to jak dobra passa rynku. Ale najnowsze dane OTOMOTO Insights pokazują coś ciekawszego: klient wrócił do salonu, lecz nie wrócił do bezwarunkowego kupowania. Dziś liczy nie tylko moc, wyposażenie i marka, ale też rata, koszt paliwa, przewidywalna utrata wartości i to, czy wybrany napęd rzeczywiście pasuje do codziennego użytkowania.

 Jakub Miracki, Head of Sales OTOMOTO Lease
Źródło zdjęć: © materiały partnera

Maj nie był miesiącem euforii. Był miesiącem kalkulacji

Maj 2026 r. przyniósł solidny wynik w segmencie nowych aut. Zarejestrowano 48 838 samochodów, czyli o 6,8 proc. więcej niż rok wcześniej. Od początku roku rynek nowych pojazdów utrzymuje 7,4-procentową przewagę nad analogicznym okresem 2025 r. To dane, które mogłyby sugerować prosty wniosek: Polacy znów chętniej kupują auta z salonu.

Tyle że pod powierzchnią wzrostów widać bardziej złożony obraz. W maju liczba rejestracji nowych samochodów była niższa niż w kwietniu, a wskaźnik liczby kupujących na OTOMOTO spadł do 92 pkt po bardzo dobrym kwietniowym wyniku 101 pkt. To oznacza, że klient nie zniknął, ale stał się bardziej selektywny. Rynek nie stoi, lecz przestał działać w trybie "kupuję, bo jest okazja". Dziś większe znaczenie ma to, czy samochód broni się całym rachunkiem użytkowania.

Większa podaż to broń kupującego

Najciekawszy sygnał płynie nie tylko z rejestracji, ale też z podaży. Liczba aktywnych ogłoszeń nowych aut wzrosła w maju do 25 470 sztuk. To o 14,3 proc. więcej niż rok wcześniej i o 4,1 proc. więcej niż miesiąc wcześniej. Dla kupującego oznacza to szerszy wybór wersji, silników, kolorów i konfiguracji dostępnych "od ręki".

W praktyce to także lepsza pozycja negocjacyjna. Jeszcze niedawno w wielu segmentach kupujący musiał godzić się na długie terminy odbioru, ograniczoną dostępność i mniejszą elastyczność sprzedawcy. Teraz coraz częściej może porównywać nie tylko auta, lecz także oferty finansowania, pakiety serwisowe, warunki ubezpieczenia czy przewidywaną wartość po kilku latach.

"Rynek nowych samochodów wszedł w moment, w którym kupujący ma więcej argumentów niż jeszcze kilka kwartałów temu. Większa dostępność aut u dealerów nie oznacza automatycznie przecen, ale daje przestrzeń do rozmowy o całym pakiecie: cenie, finansowaniu, serwisie, ubezpieczeniu i terminie odbioru. Dla świadomego kierowcy to bardzo dobry czas na porównywanie ofert, bo różnice w całkowitym koszcie użytkowania mogą być dziś ważniejsze niż sama cena katalogowa." - komentuje Jakub Miracki, Head of Sales OTOMOTO Lease.

100 - 150 tys. zł: nowa psychologiczna granica rynku

W strukturze aktywnych ogłoszeń nowych samochodów największy udział ma przedział 100 - 150 tys. zł. Odpowiada już za 30,7 proc. ofert i urósł o 2,3 p.p. rok do roku. To nieprzypadkowy zakres. W tej cenie mieszczą się dziś lepiej wyposażone auta miejskie, kompakty, część crossoverów i podstawowe wersje modeli rodzinnych.

Dla wielu kierowców to także granica między "jeszcze rozsądnie" a "już za drogo". Rosnące ceny nowych aut sprawiły, że segment popularny przesunął się w górę, ale portfele klientów nie stały się z dnia na dzień bezdenne. Stąd rosnące znaczenie finansowania i porównywania kosztów miesięcznych. Kierowca patrzy na auto coraz mniej jak na jednorazowy zakup, a coraz bardziej jak na kilkuletni projekt kosztowy.

Widać to szczególnie przy wyborze napędu. Benzyna, klasyczna hybryda, plug-in, diesel w określonych zastosowaniach, a może pełny elektryk? To już nie jest wyłącznie kwestia przekonań czy technologicznej ciekawości. To decyzja o tym, ile będzie kosztować codzienny dojazd, ile zapłacimy za serwis i ile auto może być warte po zakończeniu finansowania.

Elektryki po dopłatach: sprawdzian bez kroplówki

Największy test przechodzi dziś segment aut elektrycznych. Program NaszEauto zakończył nabór, a majowe dane PZPM pokazały wyraźne schłodzenie rejestracji osobowych elektryków. W maju zarejestrowano 2 015 takich samochodów, a ich udział obniżył się do 4,1 proc. rynku. To nie oznacza końca elektromobilności, ale dobrze pokazuje, że bez dopłat decyzja o zakupie elektryka wymaga twardszej kalkulacji.

Dla czytelnika motoryzacyjnego najważniejsze pytanie brzmi dziś nie "czy elektryk ma sens?", lecz "dla kogo ma sens?". Przy regularnym ładowaniu w domu lub firmie, przewidywalnych trasach i odpowiednim profilu użytkowania EV może być bardzo racjonalnym wyborem. Przy trasach autostradowych, braku własnego punktu ładowania albo dużej niepewności co do wartości odsprzedaży rachunek staje się mniej oczywisty.

"Elektryki nie znikną z rynku, ale po zakończeniu dopłat będą musiały bronić się bardziej konkretnymi argumentami. Dla części kierowców najważniejsza będzie dynamika i komfort jazdy, dla innych koszty energii i serwisu, a dla jeszcze innych przewidywalna wartość auta po kilku latach. To zdrowy etap rozwoju rynku, bo oddziela realne potrzeby użytkowników od zakupów napędzanych wyłącznie zachętą finansową" - dodaje Jakub Miracki.

Używane LPG pokazuje, czego naprawdę szukają kierowcy

Choć rynek wtórny nie jest głównym bohaterem tej układanki, trudno całkowicie go pominąć. W danych OTOMOTO Insights widać bowiem mocny sygnał dotyczący kosztów eksploatacji. Używane auta z instalacją LPG od prywatnych właścicieli znikały z platformy średnio w 32 dni. To wynik, który pokazuje, jak bardzo kierowcy reagują na ceny paliw i koszty codziennego użytkowania.

Ten sygnał jest ważny także dla rynku nowych samochodów. Klient, który szuka auta z salonu, również liczy koszty przy dystrybutorze lub przy ładowarce. Popularność oszczędnych rozwiązań na rynku wtórnym przypomina, że polski kierowca może lubić technologię, ale na końcu i tak zadaje proste pytanie: ile realnie będzie mnie kosztował każdy miesiąc jazdy?

Dlatego wzrost podaży nowych samochodów i schłodzenie popytu nie muszą oznaczać słabości rynku. Mogą oznaczać jego dojrzewanie. Po okresie niedoborów, kolejek i emocjonalnych decyzji wracamy do normalności, w której klient porównuje, negocjuje i liczy.

Dobre auto to dziś także dobra kalkulacja

Dla pasjonata motoryzacji to może być jeden z ciekawszych momentów ostatnich lat. Nowych aut jest więcej, wybór napędów jest szerszy, a rynek stopniowo wymusza większą konkurencję ofert. Jednocześnie nie ma już prostych odpowiedzi. Elektryk nie zawsze będzie najlepszy, diesel nie zawsze będzie przeżytkiem, a klasyczna hybryda nie zawsze będzie kompromisem idealnym.

W maju 2026 r. rynek pokazał, że samochód z salonu nadal ma mocną pozycję, ale kupujący nie chcą przepłacać za sam fakt nowości. Chcą auta, które pasuje do stylu jazdy, portfela i planu użytkowania. I właśnie dlatego najważniejszą zmianą nie jest dziś sama liczba rejestracji, lecz to, że kierowcy coraz częściej kupują nowe auto z kalkulatorem w ręku.

Materiał sponsorowany przez OTOMOTO
Wybrane dla Ciebie
Wyłączono komentarze
Jako redakcja Wirtualnej Polski doceniamy zaangażowanie naszych czytelników w komentarzach. Jednak niektóre tematy wywołują komentarze wykraczające poza granice kulturalnej dyskusji. Dbając o jej jakość, zdecydowaliśmy się wyłączyć sekcję komentarzy pod tym artykułem.
Redakcja serwisu Autokult
ZANIM WYJDZIESZ... NIE PRZEGAP TEGO, CO CZYTAJĄ INNI!