Range Rover Electric jest pierwszym modelem w 56-letniej historii marki. Model będzie powstawał w zakładzie w Solihull w Wielkiej Brytanii, na tej samej linii co wersje benzynowe i hybrydowe. Z zewnątrz wszystkie wersje trudno będzie od siebie odróżnić, choć elektryk obdarzony zostanie skromnymi elementami pozwalającymi zoptymalizować aerodynamikę.
DLA CIEBIE30 lat Škoda Octavia. Miliony kilometrów i jeszcze więcej historii
Najważniejszą nowością jest tu więc napęd. Składa się on z dwóch silników z magnesami trwałymi, po jednym przy każdej osi o łącznej mocy 550 KM i aż 850 Nm. Dzięki temu sprint do 100 km/h trwa zaledwie 4,5 s. Mówimy więc o osiągach na poziomie Range Rovera z V8. Będzie można wybrać też nieco słabszy, 450-konny wariant (5,6 s do 100 km/h).
Za zasilanie odpowiada akumulator litowo-jonowy o pojemności aż 118,5 kWh netto, na który składają się 344 ogniwa pryzmatyczne. Dzięki temu elektryczny Range Rover ma móc przejechać do 600 km wg cyklu WLTP, natomiast producent twierdzi, że w warunkach rzeczywistych pokonanie 535 km jest jak najbardziej możliwe.
Auto korzysta z architektury 800 V, dzięki czemu obsługuje szybkie ładowanie prądem DC o mocy do 325 kW. W takim wypadku uzupełnienie energii od 10 do 80 proc. ma zająć niezłe 22 min., a 10 minut ładowania ma przekładać się na ok. 220 km zasięgu. Sam napęd ma być z kolei objęty 8-letnią gwarancją do 160 tys. km.
Na pewno jesteście ciekawi, ile to wszystko waży - w końcu Range Rover PHEV waży aż 2,8 t. I tu jest niespodzianka. Brytyjczycy twierdzą, że elektryk jest tylko o 75 kg cięższy od hybrydy, co oznacza, że mieści się w 2900 kg.
Możliwości w terenie bez zmian
Mimo zmiany napędu marka mocno akcentuje terenowe możliwości samochodu, które mają być na takim samym poziomie, jak w spalinowym wariancie. System zarządzania trakcją ma korygować prędkość obrotową silników w 50 milisekund, co według producenta oznacza reakcję ok. 100 razy szybszą niż w układzie spalinowym przy utracie przyczepności kół. Z kolei Intelligent Driveline Dynamics potrafi kierować od 0 do 100 proc. dostępnego momentu na tylną oś.
Range Rover Electric dostał też tryb Single Pedal. W takiej konfiguracji kierowca może pokonywać podjazd o nachyleniu 33 stopni albo zjazd 45 stopni, korzystając wyłącznie z pedału przyspieszenia. Producent podkreśla również, że samochód zachował zdolność brodzenia w wodzie do głębokości 900 mm.
Brytyjczycy podkreślają, że żadnemu wcześniejszemu modelowi nie poświęcili tyle czasu podczas testów, co elektrykowi. Podczas prac pokonano nim ponad 1,5 mln km, a czas testów przekroczył 250 tys. godzin. Trudno się więc też dziwić, że podczas projektowania złożono ponad 300 zgłoszeń patentowych - to kolejny rekord dla tego producenta.
Range Rover Electric będzie dostępny zarówno z krótkim, jak i długim rozstawem osi, a przedsprzedaż właśnie ruszyła. Tanio jednak nie jest - samochód kosztuje od 753,1 tys. zł (840,3 tys. zł w wersji LWB). Limitowana wersja First Edition została z kolei wyceniona na 965,5 tys. zł, natomiast flagowa odmiana SV Ultra startuje od 1,44 mln zł za krótką wersję i aż 1,6 mln za wersję długą.