Pies w samochodzie to nie tylko wszechobecna sierść, ale i niebezpieczeństwo – dla niego samego oraz kierowcy. Polskie prawo nie przewiduje jednoznacznie, jak powinien być zabezpieczony czworonóg. Określa za to, że zabrania się użytkowania czterech kółek w sposób zagrażający bezpieczeństwu. Taką podstawę prawną – i fakt szalejącego po kabinie psa - można uznać za powód do wystawienia 200-złotowego mandatu.
Poza tym istnieje też ustawa o ochronie zwierząt, która wskazuje, że osobom celowo narażającym życie zwierząt na niebezpieczeństwo grozi kara pozbawienia wolności do dwóch lat.
Przesada? Ani trochę. W sieci swego czasu pojawiła się historia pani, która przewoziła swoje mopsy bez zabezpieczenia. Jeden z nich siedział z tyłu, drugi na miejscu pasażera. Wystarczyła kolizja w korku. Przy ok. 20 km/h pani wjechała w tył poprzedzającego auta, a Buster, pies siedzący z przodu, nie przetrwał zderzenia z napełniającymi się poduszkami powietrznymi. Czworonóg nie był niczym przypięty.
Tymczasem takie gadżety nie są drogie. Małe psy można przewozić w transporterze, który zabezpieczamy pasami. Idealnym rozwiązaniem są szelki, które dopasowujemy do psa i wpinamy w klamrę pasów bezpieczeństwa, mocowania isofix lub ewentualnie w zaczepy w bagażniku. Rozprzestrzenianie się sierści ograniczymy przez użycie mat przypominających hamak lub odgrodzenie bagażnika specjalną kratką.
Przypominamy też, że nie zostawiamy psa w rozgrzanym samochodzie. Auto staje się wówczas jak piekarnik, a o życiu czworonoga decydują minuty. W uzasadnionych przypadkach – czyli ratowania zwierzęcia – przechodnie mogą zbić szybę auta.