Choć na rynku coraz częściej wybierane są automaty, na polskich drogach nadal dominują samochody z manualną skrzynią biegów. Dla wielu kierowców zmiana przełożeń to nawyk wykonywany niemal bez zastanowienia, ale właśnie wtedy łatwo przeoczyć drobne błędy techniki jazdy.
Jednym z częstych pytań jest to, czy przeskakiwanie biegów można uznać za zły nawyk. Sama praktyka nie musi być problemem — pod warunkiem, że jest wykonywana świadomie. Istotne jest też, w którą stronę zmieniamy przełożenia, bo inne ryzyka pojawiają się przy "wrzucaniu" wyższego biegu z pominięciem pośredniego, a inne przy redukcji o kilka przełożeń naraz.
Pomijanie biegów przy wrzucaniu wyższych przełożeń
Przeskakiwanie biegów "w górę" to działanie, z którego korzysta wielu kierowców, a w ramach ecodrivingu bywa nawet polecane. Mechanizm jest prosty: wyższy bieg oznacza niższe obroty, a to zwykle pomaga ograniczyć zużycie paliwa. Warunek jest jeden — po zmianie nie można dopuścić do sytuacji, w której silnik zacznie pracować zbyt nisko w zakresie obrotów.
Typowy przykład wygląda tak: auto przyspiesza na 2. biegu, silnik wchodzi na wyższe obroty, po czym kierowca — zamiast przechodzić przez kolejne przełożenie — wybiera od razu 4. bieg, pomijając "trójkę". Taki zabieg potrafi skrócić sam proces zmiany biegów i sprawić, że przyspieszanie będzie bardziej płynne.
Dla napędu może to być w porządku, jeśli po wrzuceniu wyższego biegu obroty pozostaną na poziomie, który pozwala na normalną pracę silnika. Jeśli przy 60 km/h na 2. biegu obrotomierz pokazuje 4000 obr./min., a po przejściu na 4. bieg spada do 2000 obr./min., zwykle nadal jest to wartość wystarczająca zarówno do dalszego przyspieszania, jak i do spokojnej jazdy ze stałą prędkością.
Problem pojawia się, gdy skok jest zbyt duży. Gdyby w podobnej sytuacji przejść z 2. od razu na 5. bieg, obroty mogłyby spaść poniżej 1500 obr./min., co zwiększa obciążenie jednostki napędowej i układu przeniesienia napędu.
Pomijanie biegów podczas redukcji – tu łatwiej przesadzić
Pomijanie przełożeń stosuje się także przy redukcji, zwłaszcza gdy kierowca chce szybko uzyskać lepszą reakcję na gaz — np. przed wyprzedzaniem. Przykład: jazda 80 km/h na 5. biegu przy 2000 obr./min. i szybkie przejście na 3. bieg, które podbija obroty do ponad 3000 obr./min. W wielu starszych wolnossących silnikach benzynowych właśnie w takim zakresie auto zaczyna lepiej przyspieszać.
Trzeba jednak pamiętać, że nagły skok obrotów jest zazwyczaj groźniejszy niż ich spadek. Zbyt agresywna redukcja może mocno obciążyć elementy przeniesienia napędu, a dodatkowo niesie ryzyko zablokowania kół i utraty przyczepności na śliskiej nawierzchni.
Dlatego bardziej doświadczeni kierowcy często przygotowują redukcję, wcześniej podnosząc obroty krótkim, delikatnym dodaniem gazu. Taki zabieg pozwala ograniczyć negatywne skutki ostrego zrzucania biegów. Podobną i też przydatną w tej sytuacji, ale zarazem trudniejszą techniką jest międzygaz.
Wniosek: decydują obroty silnika i wyczucie
Pomijanie biegów w manualnej skrzyni jest możliwe i nie musi prowadzić do problemów, o ile kierowca kontroluje, w jakim zakresie pracuje silnik po zmianie przełożenia. To kwestia indywidualna dla każdego auta i jednostki napędowej, a jej opanowanie wymaga praktyki.
W codziennej jeździe łatwiejsze i zwykle mniej ryzykowne jest przeskakiwanie biegów podczas zmiany na wyższe. Redukowanie o kilka przełożeń naraz to z kolei manewr trudniejszy, a ze względu na możliwą utratę przyczepności i duże siły działające na układ napędowy trudno uznać go za technikę, którą warto stosować rutynowo przy spokojnym przemieszczaniu się.