Mimo mniejszego ruchu, smog w mieście nie zniknął. Puste ulice nie gwarantują czystego powietrza

Powiedzenie "ruch jak na Marszałkowskiej" nabiera przez koronawirusa nowego znaczenia
Powiedzenie "ruch jak na Marszałkowskiej" nabiera przez koronawirusa nowego znaczenia
Źródło zdjęć: © fot. Filip Buliński
Filip Buliński

24.03.2020 14:18, aktual.: 22.03.2023 12:09

Zalogowani mogą więcej

Możesz zapisać ten artykuł na później. Znajdziesz go potem na swoim koncie użytkownika

Mogłoby się wydawać, że znaczne ograniczenie ruchu samochodów spowodowane epidemią koronawirusa w Polsce, zwłaszcza w obrębie miast i aglomeracji, przyczyni się do drastycznej poprawy jakości powietrza. Smog jednak wciąż nam towarzyszy.

Ruch zniknął, problem pozostał

Groźba zapadnięcia na chorobę COVID-19 spowodowała, że wiele osób za wszelką cenę stara się unikać wychodzenia. Skutkuje to zmniejszeniem natężenia ruchu. Godziny szczytu istnieją praktycznie tylko z nazwy, bowiem nawet przejazd z podwarszawskich miejscowości do centrum, który jeszcze kilka tygodni temu zajmował nawet godzinę, dziś jest kwestią 20-30 minut. Gdy sytuacja już się unormuje, kierowców może czekać nie lada zaskoczenie w związku z korkami, które z pewnością znów się pojawią.

Zgodnie z tym, co miejscy aktywiści i ekolodzy powtarzają od lat, znacznie mniejsza liczba samochodów powinna skutkować wyraźną i przede wszystkim stałą poprawą jakości powietrza. O ile w teorii brzmi to sensownie, tak w praktyce już niekoniecznie. Jednym z przykładów może być fakt, że wprowadzenie stref wolnych od samochodów, np. w Niemczech, nie przyniosło oczekiwanych efektów.

Choć początek zeszłego tygodnia wydawał się potwierdzać wymienione opinie, tak kolejne dni temu przeczyły. Bowiem kilka polskich miast znalazło się w pierwszej dziesiątce zestawienia IQAir najbardziej zanieczyszczonych miast na świecie.

Wtorkowy poranek 24 marca również nie napawał optymizmem. Warszawa zajmowała we wspomnianym rankingu 20. miejsce, ale wyżej uplasowały się m.in. Kraków czy Wrocław. W kilku punktach stolicy normy stężenia poszczególnych substancji według mapy Airly były przekroczone ponad dwukrotnie. Zaopatrzony w odpowiednią maskę pojechałem więc sprawdzić, czy w okolicy stacji pomiarowej wskazującej na zanieczyszczone powietrze można zaobserwować większe natężenie ruchu.

Obraz
Obraz;

Zarówno w pierwszej, jak i w drugiej lokalizacji ruch samochodowy był znikomy. Nawet lokalizacja w centrum miasta, al. Niepodległości przy skrzyżowaniu z ul. Koszykową, która na co dzień "cieszy się" dużym zainteresowaniem kierowców, we wtorkowy poranek wręcz świeciła pustkami.

Kto ponosi główną winę za smog?

Skoro samochodów jest znacznie mniej, dlaczego na dobre nie pożegnaliśmy smogu? Główną winę za jego obecność ponoszą przede wszystkim piece grzewcze oraz to, czym się w nich pali. Nierzadko są to bowiem śmieci, a produkty spalania nie są w żaden sposób filtrowane. Gdy temperatura spada, a wiatr ustaje, szkodliwe związki zostają z nami na dłużej. W dni, kiedy wiatr przybiera na sile, jakość powietrza również się poprawia.

W najbardziej zanieczyszczonym miejscu w Warszawie, we wtorkowy poranek stężenie PM 2.5 przekroczone było blisko 2,5-krotnie
W najbardziej zanieczyszczonym miejscu w Warszawie, we wtorkowy poranek stężenie PM 2.5 przekroczone było blisko 2,5-krotnie© fot. Airly/Mapa smogowa

Oczywiście dyskusji nie podlega fakt, że transport samochodowy emituje szkodliwe substancje: od dwutlenku węgla (który wpływa na środowisko), przez tlenki azotu, tlenki siarki, aż po pył zawieszony. Problem polega jednak na udziale tego sektora w emisji zanieczyszczeń. Mam nadzieję, że zjawisko ograniczonego ruchu samochodów i wciąż pojawiającego się smogu uświadomi włodarzom miast, że należy położyć większy nacisk na zwalczanie źródeł niebezpiecznych związków chemicznych, których udział w emisji szkodliwych substancji jest znacznie większy.

Źródło artykułu:WP Autokult
Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (41)