Lexus informuje, że rozwiązanie opracowano dla gamy aut elektrycznych i hybrydowych następnej generacji. Jak wyjaśnia producent, system DIRECT4 "wykorzystuje układ e-Axle i odpowiada za intuicyjny oraz płynny rozdział momentu obrotowego pomiędzy przednim a tylnym silnikiem elektrycznym oraz przekazuje go na koła”.
Pomijając marketingowy bełkot, można się też dowiedzieć, że układ ten ma po prostu sprawniej działać. W hybrydach za sprawą różnych silników – z przodu spalinowy, z tyłu elektryczny – jest zazwyczaj problem ze zgraniem napędu obu osi. Jednak o tym, że Toyota potrafi mogłem przekonać się w teście terenowym.
Jak twierdzi Lexus, działanie nowego systemu w hybrydach "jest precyzyjniejsze niż w przypadku jakiegokolwiek układu mechanicznego”. Jeszcze lepiej ma działać w modelach elektrycznych.
Na podstawie szeregu danych obliczany jest potrzebny w danej chwili moment obrotowy przekazywany na każdą z osi. Rozdział momentu obrotowego pomiędzy osiami może być realizowany w zakresie od 0 do 100, niezależnie od osi.
To w praktyce ma oznaczać, że będzie równie skuteczny jak zblokowany napęd na cztery koła, ale bez udziału osi, która nie ma w danej chwili przyczepności. W każdej chwili jeden z silników (przedni lub tylny) może przejąć rolę drugiego, kiedy ten się całkowicie wyłączy. Czas reakcji - choć wydaje się to fizycznie niemożliwe - ma być krótszy niż w układach mechanicznych. Być może inżynierowie mieli co innego do przekazania, ale przeszło to przez ręce działu PR.
Pierwszym w pełni elektrycznym autem japońskiego producenta z systemem DIRECT4 będzie Lexus RZ 450e.