Sygnały zmiany widać już w danych z rynku: jeszcze niedawno ok. 40 proc. sprzedaży Volkswagena przypadało na Chiny, jednak ten udział szybko się kurczy. Dla wielu niemieckich przedsiębiorstw to dowód, że uzależnienie od chińskiego popytu przestaje być pewnym atutem i coraz częściej jest traktowane jako słaby punkt.
W niemieckiej debacie gospodarczej coraz mocniej wybrzmiewa teza, że Europa stoi przed wyborem dotyczącym globalizacji w obecnym kształcie. Jak ujął to rozmówca z Berlina: "Albo odejdziemy od globalizacji w obecnym kształcie, albo zniknie cały europejski przemysł, przede wszystkim niemiecki".
DLA CIEBIEJedna noc. Jedno auto. Jeden prowadzący. Miasto po godzinach. After HOURS by Cupra
Nie chodzi więc o problemy pojedynczych marek, lecz o szerszy zwrot w podejściu do relacji z Chinami. Coraz częściej globalna wymiana – w dotychczasowej formule – jest przedstawiana jako czynnik podnoszący ryzyko dla przemysłu w Europie, zamiast gwarancji stabilnego wzrostu.
Amerykański ekonomista Brad Setser mówił w rozmowie z "Der Spiegel", że świat wchodzi w okres, który określił jako "China-Schock 2.0". Podkreślał przy tym, że skala rozwoju chińskiej produkcji sprawia, iż konkurencja z Państwa Środka zaczyna bezpośrednio uderzać w fundamenty niemieckiej gospodarki.
Wątek gospodarczy zyskuje też wyraźny wymiar polityczny. Po wygranej AfD w Saksonii-Anhalt rosną obawy, że pogarszająca się kondycja przemysłu może wzmacniać poparcie dla skrajnej prawicy. W tym kontekście kanclerz Friedrich Merz uruchomił fundusz o wartości 500 mld euro, który ma wesprzeć odrodzenie produkcji.
Presję na zmianę podejścia potęgują dane handlowe. Po raz pierwszy w tym roku nadwyżka handlowa Chin z Unią Europejską okazała się większa niż nadwyżka w relacjach ze Stanami Zjednoczonymi. Deficyt UE w handlu towarowym z Chinami w 2025 r. wyniósł ok. 360 mld euro, podczas gdy rok wcześniej było to 312 mld euro. Kraje Unii kupiły w Chinach towary za 560 mld euro, a na chińskim rynku sprzedały produkty warte niespełna 200 mld euro.
Co więcej, nierównowaga rośnie szybciej niż wcześniej. Z danych chińskiej administracji celnej wynika, że do maja eksport Chin do UE przewyższył import o niemal 144 mld euro. To wzrost o ponad 23 proc. wobec analogicznego okresu 2025 r., kiedy to nadwyżka zwiększyła się o 22 proc. w porównaniu z pierwszymi pięcioma miesiącami 2024 r.
Przedstawiciel niemieckiego przemysłu cytowany przez "The Economist" oceniał, że zaostrzenie kursu wobec Chin będzie drogie, ale odkładanie decyzji tylko podbije rachunek w przyszłości. W jego opinii zwłoka oznacza narastanie kosztów konfrontacji.
Bruksela daje Pekinowi czas do października
Unia Europejska wyznaczyła Chinom termin do października na spełnienie kluczowych oczekiwań w obszarach takich jak ochrona praw własności intelektualnej oraz zasady uczciwej konkurencji. Warunki te przekazał komisarz ds. handlu UE Maroš Šefčovič chińskiemu odpowiednikowi Wang Wentao. Równolegle Xi Jinping domaga się zniesienia obowiązujących już ceł na import do UE chińskich samochodów elektrycznych.
Komisja Europejska zaproponowała też w środę nowe rozporządzenie dotyczące zasad zamówień publicznych w Unii. Rozwiązanie ma wzmacniać ochronę przed konkurencją z Chin, a jednym z jego narzędzi ma być możliwość wykluczenia chińskich oferentów z przetargów.
W Berlinie coraz częściej pojawia się również opinia, że dopuszczenie Chin do WTO w 2001 r. było pomyłką. Była to inicjatywa prezydenta USA Billa Clintona, a ówczesny kanclerz Niemiec Gerhard Schröder popierał ten krok.