Niektórzy sprzedawcy jeszcze nie chcą dzielić się informacjami na temat ProCeeda, ale miałem okazję przyjrzeć mu się podczas premiery w Barcelonie. Choć może się wydawać, że to tylko ładniejszy Ceed, według producenta ProCeed współdzieli z nim jedynie maskę i błotniki. Rozstaw osi pozostał ten sam, ale auto jest dłuższe od kombi o 5 mm i o tyle samo obniżone. Można powiedzieć – kosmetyka.
Tyle tylko, że więcej zadzieje się w cenniku. Wcześniej importer twierdził, że dostępne będą 2 wersje wyposażenia – GT Line i GT. U warszawskiego dilera pojawiły się już katalogi, z których można dowiedzieć się, że cennik zacznie się od kwoty 94 990 zł. Na pokładzie znajdzie się system autonomicznego hamowania, asystent utrzymania pasa ruchu, światła w technologii LED, system dostępu bezkluczykowego, aluminiowe obręcze kół, kolorowy ekran systemu multimedialnego z interfejsem Apple Car Play/Android Auto oraz automatyczna klimatyzacja. W salonie usłyszałem, że najdroższe egzemplarze to poziom 130 tys. zł.
Warto przypomnieć, że ceny Ceeda w nadwoziu kombi rozpoczynają się od 65 990 zł, ale wersja GT-line (czyli ta, od której startuje Proceeda) to 94 490 zł. Auto jest bogato wyposażone – ma światła w technologii LED, 8 głośników czy indukcyjną ładowarkę telefonu.
Proceed będzie oferowany wyłącznie z jednostkami turbodoładowanymi, a gamę otworzy trzycylindrowy silnik 1,0 o mocy 120 KM. Na drogach pojawią się też jednostki 1,4 (140 KM) oraz diesel 1,6 (136 KM).
Kia Proceed pojawi się na drogach w pierwszym kwartale 2019 roku.