Ferrari mogło dać swoim kibicom niepowtarzalny spektakl z dwójką mistrzów świata na znakomitych pozycjach startowych. Skończyło się właściwie jak zawsze.
Pech chciał tym razem byśmy nie liczyli na wiele odnośnie Kimiego Räikkönena, więc popsuł mu już sam start. Kimi został na polu, ruszył dopiero, gdy połowa stawki go minęła i do pierwszego zakrętu wjeżdżał jako ostatni. Tak pierwsze Ferrari przegrało walkę o podium. Drugie z Sebastianem Vettelem za kierownicą miało okazję zbliżyć się do Lewisa Hamiltona, ale nie udało mu się go wyprzedzić. Szczęście w nieszczęściu polegało na tym, że fatalny start Räikkönena popsuł również start Rosbergowi, który był ustawiony za Finem. Tym samym, pomiędzy Ferrari Vettela a Mercedesem Rosberga pojawiły się dwa Williamsy i Sergio Perez.
Już na pierwszym okrążeniu odpadły dwa Lotusy, a w dziesiątce pojawił się Jenson Button. Świetnie ruszył Daniel Ricciardo, a straty w atomowym tempie odrabiał Räikkönen. Generalnie jednak przez cały wyścig nie działo się wiele. Potrzeba było solidnej kawy, by nie zasnąć. To był wyścig dedykowany głównie fanom Ferrari i im emocji nie zabrakło, bo choć Vettel jechał w zasadzie po swoje, to Kimi przebijał się w górę stawki aż do 5. miejsca na mecie. Emocji dostarczył im też Nico Rosberg, który jadąc w końcówce wyścigu jako trzeci – Williamsy po raz kolejny przegrały wyścig w boksach – miał awarię jego niezbyt świeżego silnika, która ucieszyła Tifosi. Dzięki niej, Kimi wskoczył o oczko wyżej, a na podium stanął Felipe Massa, który przecież we Włoszech jest bardzo lubianym kierowcą z przeszłością w Scuderii.
Grand Prix Włoch to kolejny wyścig, który pogrążył zespół McLaren-Honda. Jenson Button po starcie był 9., a na mecie zameldował się na 14. miejscu. W walce o utrzymanie swojej pozycji nie miał żadnych szans ze wszystkimi bolidami, jakie się do niego zbliżały. Tylko Stevens i Merhi w swoich Manorach byli wolniejsi. Fernando Alonso nawet nie ukończył wyścigu.
Żadną nowością nie było oczywiście tempo Lewisa Hamiltona. Zaznaczam Lewisa, nie Mercedesów, bo Nico Rosberg po raz kolejny pokazał jaka jest różnica pomiędzy szybkością samego Mercedesa, a kombinacją Lewis+Mercedes. Ciekawe było natomiast zachowanie zespołu w końcówce wyścigu, kiedy to Hamilton mający ponad 20 sekund przewagi nad Vettelem nagle i niespodziewanie został poproszony o maksymalne podkręcenie tempa. Wyrazy twarzy Nikiego Laudy i Toto Wolffa mówiły, że jest jakiś problem. Czy chodziło o kończące się opony, silnik, a może był to zwykły blef mający dać nadzieję Vettelowi i być może zmusić go do popełnienia błędu, z którego miał skorzystać Rosberg? Nico nie potrafił dogonić Sebastiana, a gdy wybuchł mu silnik, natychmiast strategia „podkręcania tempa Lewisa” została zarzucona.
Na koniec jeszcze jedna atrakcja, bo sędziowie ogłosili konieczność sprawdzenia bolidów Mercedesa pod kątem ciśnienia w ogumieniu na starcie, które musiało mieć określone minimum, poniżej którego rzekomo było ustawione w srebrnych strzałach. Zespół wytłumaczył to wcześniejszym wyłączeniem koców grzewczych, co spowodowało spadek temperatury i tym samym ciśnienia poniżej dopuszczanego minimum. Sędziowie uznali to wytłumaczenie za wiarygodne.
Od 2010 roku dziennikarz Autokultu budował ten serwis od samego początku. Zajmuje się SEO i pisaniem poradników, zagadnieniami z branży warsztatowej, opisami aut używanych i silników, a także testami samochodów nowych. Najlepiej czuje się w tematyce off-road. Brał udział w testach nowych rozwiązań i produktów przed wprowadzeniem ich na rynek. Trzykrotnie nagrodzony w Trade Press Award za materiały poradnikowe – tekstowe i wideo – w latach 2021-2023. W swoich treściach stawia na konkrety, rzetelność i tłumaczenie motoryzacyjnych zawiłości w sposób przystępny dla przeciętnego odbiorcy. Prywatnie tworzy materiały wideo na swój kanał YouTube i doradza osobom chcącym kupić auto używane jaki model wybrać.