Gdyby kobiety były kobietami, jeździłyby za darmo? Odważna teza. Począwszy od tego, dlaczego kobiety miałaby w ogóle jeździć za darmo. Nie stać ich?
Marcin przytoczył historię swojego spotkania z dwiema dziewczynami, które opowiedziały mu, jak skutecznie łapie się stopa. Strategię mają taką, że brzydszą koleżankę ukrywają, ładniejsza ubiera się jak "kobieta", to znaczy w spódniczkę lub legginsy i wabi. Kiedy bohaterki naszej opowieści próbowały postępować uczciwie (to również ich określenie) i ubierać się w zwyczajne w turystyczne ciuchy, efekt był ponoć marny.
Ja mam nieco inne doświadczenia. To prawda, nie jestem etatową autostopowiczką. Tak zwaną "okazję" zdarzało mi się łapać tylko na wakacjach, kiedy podczas źle zaplanowanej wyprawy traciłam siły w nogach. Przebrać się w spódniczkę nie miałam szans, legginsy może się zdarzyły, ale na pewno nie w takim wydaniu, o jakim marzą mężczyźni. Czy udało mi się złapać stopa? A jakże.
Pomógł uśmiech i determinacja. Ubrać się "jak kobieta" nie miała szansy również moja siostra, która zbyt późno wyszła z dziećmi do kościoła. Był adwent, jej córka martwiła się, że nie zdąży, a miała śpiewać na mszy. Zgodnie z wytycznymi pasażerek Marcina brzmi jak przepis na katastrofę. Matka z dwójką małych dzieci, zima, wszyscy zamotani po szyję. A jednak na pomoc nie musiała długo czekać. Ja bałabym się wabić kierowców sukienką i kusić ich legginsami. Łapiąc stopa, liczę na pomoc, chwilę miłej rozmowy. Tylko tyle. Czego mogę oczekiwać od faceta, który zatrzymał się, bo w lusterku zamigotała mu powiewająca spódniczka?