Luce to pierwsze elektryczne Ferrari, co samo w sobie budzi kontrowersje. Dodatkowym punktem zapalnym jest stylistyka, która - mówiąc delikatnie - odbiega od tradycyjnych kanonów piękna oraz kierunku, w jakim dotychczas podążała włoska marka.
Nic dziwnego, że wielu komentatorów wieszczyło porażkę, twierdząc, że Luce będzie sprzedażową klapą. Pierwsze sygnały z rynku są jednak dość pozytywne. Przynajmniej jeśli chodzi o Chiny.
Według doniesień dziennika "Beijing Business Times" wszystkie 88 egzemplarzy przeznaczonych na rynek chiński miało zostać sprzedanych jeszcze przed oficjalnym debiutem modelu. Jednocześnie lokalny dealer Ferrari nadal przyjmuje zamówienia, co może oznaczać, że producent rozważa zwiększenie puli aut przeznaczonych dla Chin.
Krótko po prezentacji modelu prezes Ferrari, Benedetto Vigna, potwierdził, że marka odnotowała "bardzo duże zainteresowanie" nowym samochodem, a klienci już wpłacają zaliczki.
Na ostateczną ocenę rynkowego sukcesu Luce będzie jednak trzeba jeszcze poczekać. W najbliższym czasie Ferrari ma ujawnić globalną liczbę złożonych rezerwacji i wpłaconych depozytów, co pokaże, czy kontrowersyjny elektryk faktycznie sprzedaje się nieźle.