Dlaczego "elektryki" zaliczyły taki wzrost? Odpowiada Agnieszka Czajka z OTOMOTO
Wzrost zainteresowania Polaków samochodami elektrycznymi to nie zwykła moda, ale czysty pragmatyzm i nałożenie się na siebie kilku globalnych czynników. O tym, jak i o ekspansji chińskich marek, opowiada Agnieszka Czajka, Vice President Motors Professionals Europe w OLX Group/OTOMOTO.
Mateusz Lubczański, dziennikarz Autokult.pl: Nie jest tajemnicą, że ruch na platformie OTOMOTO rośnie gwałtownie w okolicach świąt i dni wolnych. Przeciętny użytkownik wchodzi na stronę i… co robi? Marzy?
Agnieszka Czajka, Vice President Motors Professionals Europe w OLX Group/OTOMOTO: To jest bardzo dobre pytanie. Odwiedza nas miesięcznie 13 milionów użytkowników i nie wszyscy od razu decydują się na zakup, tylko te motoryzacyjne marzenia oglądają. Widzimy ruch na supercarach, samochodach premium. Samochody elektryczne wiodą prym – kwiecień był ich najmocniejszym miesiącem.
Polacy w końcu przekonują się do wtyczkowozów?
W ostatnich dwóch latach zainteresowanie rosło i jeśli porównamy sobie kwiecień 2024 do kwietnia 2026, to mamy wzrost na poziomie 465 proc. Ktoś może pomyśleć, że baza jest mała, ale tu chodzi o skalę. To, co się wydarzyło w pierwszym kwartale, to jest kilka nakładających się czynników. Koniec dopłat, formalnie do końca kwietnia. Do tego konflikt w Iranie.
Wideo: Tak działa funkcja driftu w nowym Audi RS 5. Zapomnij o quattro jakie znasz
Kupno samochodu, nawet używanego, to istotny moment w życiu Polaków. I naprawdę są oni w stanie zmienić swoje preferencje zakupowe tak szybko?
Tak, i widzimy to nie tylko w Polsce, ale i np. we Francji czy Portugalii. Ten ostatni kraj w ogóle jest bardzo dojrzały, jeśli chodzi o elektromobilność. Gdy zamknęliśmy marzec, zauważyliśmy, że o 68 proc. wzrósł nam ruch na ogłoszeniach samochodów elektrycznych. Podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego padło takie zdanie, że nikt nie zrobił tyle dla elektromobilności co Donald Trump. Jeśli ktoś myślał o elektryku, to konflikt na Bliskim Wschodzie tylko przyspieszył podjęcie tej decyzji.
Ale nie tylko ten elektryczny segment jest mocny w Polsce w pierwszym kwartale, w ogóle cały rynek "idzie na rekord" w tym roku. Z czego to wynika?
Nastroje konsumenckie dalej są bardzo pozytywne. Badamy wskaźniki i okazuje się, że apetyt na zakup auta jest wysoki. Wciąż mamy depozyty i oszczędności, których nie wydajemy. Więc kiedy spełniać marzenia, jak nie teraz?
A jest to łatwiejsze, bo desant chińskich aut w Polsce trwa.
Wielu z nas mieszka poza aglomeracjami, które są dobrze skomunikowane, i wciąż większość z nas potrzebuje środka transportu. Dopóki nie pójdziemy w stronę rozwoju powiatów, mniejszych miasteczek, transportu publicznego, to ten pociąg do samochodów wciąż będzie bardzo duży. Myślę, że też nie bez przyczyny pozostaje mediana cen, która spadła nam o 14 proc.
Jesteśmy na targach w Poznaniu, gdzie mamy dziesiątki chińskich marek nieznanych przeciętnemu Kowalskiemu. Nie ma już odwrotu?
Takie wydarzenia będą przybliżać marki konsumentom, ale i firmom. Dziś rynek samochodów jest napędzany przez floty – to jest około 70 proc. zakupów nowych aut. Gdy całe otoczenie, włącznie z finansowaniem, zostanie zbudowane, wprowadzi to znaczne zmiany.
Więc ile z tych marek zostanie ostatecznie w Polsce?
To jest trochę wróżenie z kryształowej kuli. Myślę, że nie chodzi już o Polskę – oni chcą zostać w Europie. Przychodzą z olbrzymimi budżetami i ofensywą cenową dla swoich klientów, chcą zbudować rozpoznawalność modeli. Jak te samochody sprawdzą się po użytkowaniu trzyletnim, pięcioletnim, siedmioletnim, to się okaże. Myślę, że zostaną te, które będą dobrze działać w obsłudze posprzedażowej, czyli w serwisie, dostępności części i tak dalej.
Klienci, którzy interesują się chińskimi autami, często przychodzą z rynku wtórnego. Łatwo jeszcze kupić "minę"?
Bardzo dużo zrobiliśmy, żeby wyrównać asymetrię informacji. Kiedyś sprzedający wiedział więcej, wiedział, co sprzedaje. Kupujący wiedział to, co był w stanie sprawdzić. Dzisiaj sytuacja jest zupełnie inna. Jesteśmy w stanie zweryfikować stan pojazdu, mamy weryfikację numeru VIN, jesteśmy połączeni z Centralną Ewidencją Pojazdów i Kierowców. Raporty historii pojazdów to dziś standard na rynku. Mamy też rozwiązania opierające się na AI.
I o co AutoGPT pyta przeciętny polski kierowca?
Chociażby, czy to jest dobra cena za ten samochód? Agregujemy miliony danych. Kilka lat temu te funkcjonalności były na podstawowym poziomie. Dziś działamy w czasie rzeczywistym. To są pytania typu: szukam samochodu typu SUV, mam 44 lata, trzy razy w roku jeżdżę na narty. Mam dwójkę dzieci. Wtedy asystent będzie pokazywał auta, które mają np. hak czy dodatkowy bagażnik. Średni czas wizyty na otomoto.pl to 15-17 minut. Auto GPT skraca ten okres i daje kaloryczne informacje.
I w tym kierunku będzie rozwijana platforma?
Bezpieczeństwo użytkowników jest priorytetem, więc zrobimy wszystko, by próby wyłudzeń były wyłapywane wcześniej – i pracujemy nad taką technologią, która pozwoli nam je wychwycić wcześniej. Będziemy stawiać na rozwój tych narzędzi, które optymalizują czas, poprawiają efektywność biznesu, ułatwiają podejmowanie transparentnych decyzji – żeby można było więcej czasu spędzić na jeździe samochodem, a nie jego szukaniu.