Pierwsza jazda: BMW Serii 4 Gran Coupe – kompromisy nie są łatwe, ale Bawarczykom (prawie) się udało

BMW Serii 4 Gran Coupe w założeniu ma być przestronne i praktyczne, ma dalej łączyć dwa światy, a przede wszystkim – ma być koniem pociągowym sprzedaży "czwórki". Choć nie wszystko jest idealne (i nie mówię tu o grillu), to i tak mnie przekonuje.

BMW Serii 4 Gran Coupe

BMW Serii 4 Gran Coupe (fot. Filip Buliński)

Aż ciężko mi uwierzyć, że od premiery nowej Serii 4 minął już ponad rok. W międzyczasie wszelkie żale na temat grilla zostały już wylane (i powiem szczerze, że gdy go widzę na ulicy, nie "szokuje" już tak, jak dawniej), do coupe dołączyło cabrio, a teraz czas na zamknięcie gamy modelem, który według prognoz ma odpowiadać aż za 50 proc. sprzedaży w rodzinie "czwórki" – Gran Coupe.

Nie wyobrażam sobie, żeby BMW zrezygnowało z tak dochodowego i — krótko mówiąc — fajnego modelu. A przecież konkurencja nie śpi. Rok po tym, jak miałem okazję jeździć Serią 4 Coupe, wróciłem w te same rejony, czyli na monachijskie przedmieścia, by tym razem wziąć na warsztat Gran Coupe.

BMW Serii 4 Gran Coupe

Większy? Z zewnątrz na pewno

W teorii mix nadwoziowy, jaki reprezentuje sobą Gran Coupe, wydaje się świetnym przepisem na zaspokojenie stylistyczno-sportowych pragnień, jednocześnie nadając wszystkiemu praktycznego wymiaru. Przynajmniej do pewnego momentu. Nowe BMW Serii 4 Gran Coupe jest od poprzednika o 143 mm dłuższe, 27 mm szersze, a rozstaw osi zwiększył się o 46 mm. Większe rozmiary sprawiły, że model stracił nieco ze swojej niewinnej smukłości, choć nie brakuje mu atletyzmu. Teraz wygląda na potężniejszego i zmierza swoją posturą w kierunku Serii 8 Gran Coupe.

Do tego bezramkowe szyby i kasetowe klamki, które nieco ponad 20 lat temu gościły jeszcze w każdym modelu bawarskiej marki. Ale zaraz, przecież ani w obecnej "czwórce" coupe, ani w kabriolecie ich nie uświadczymy. To fakt, a zapytany o to przeze mnie designer wytłumaczył, że Gran Coupe projektowane było później i — z racji nieco innych proporcji — zrównane z linią drzwi klamki miały mu dodać czystszej linii i lekkości.

Ekologicznym pierwiastkiem w M440i GC jest 48-woltowy układ miękkiej hybrydy

Problem pojawia się jednak w środku. O ile większy rozstaw osi sprawił, że na kolana nie zabraknie nam miejsca, to spodziewałem się lepszego efektu, jeśli chodzi o przestrzeń nad głową. W końcu nowe 4 Gran Coupe jest o 53 mm wyższe, co mogłoby sugerować, że linia dachu opada nieco wolniej. Osoby powyżej 180 cm, niestety, wciąż będą zahaczały o sufit. Audi poradziło sobie w tej kwestii lepiej. Z kolei bagażnik, o ile jest pakowany, to jego objętość wynosi 470 litrów, czyli o 10 litrów mniej niż w poprzedniku.

Z jednej strony mamy więc połączenie sportowej stylistyki z funkcjonalnością sedana (a właściwie to liftbacka), a z drugiej – miejscami (wciąż) ciasne wnętrze i mniejszy niż do tej pory kufer. Na pocieszenie dla pasażerów z tyłu, znajdziemy tam dwa gniazda USB-C oraz wyprowadzone kratki nawiewu z własnym panelem ustawienia temperatury. Oczywiście nie jest rolą Serii 4 Gran Coupe grać książkowego rodzinnego krążownika szos, jednak spodziewałem się więcej. Na szczęście za kierownicą jest znacznie lepiej. Kokpit jest praktycznie identyczny, jak w coupe, a jego ergonomii nie można praktycznie nic zarzucić. Jednocześnie pozycja za kierownicą jest nieco niższa niż w Serii 3.

BMW Serii 4 Gran Coupe

Frywolne coupe czy rozsądny liftback?

Chociaż sprzedaż nowych BMW jest zdominowana przez napęd xDrive, Bawarczycy nie zapominają, że natura ich aut leży w tylnym napędzie. Podobnie jest też w Serii 4 GC, która może występować zarówno z napędem na tył, jak i na 4 koła. Samym prowadzeniem jest jej bliżej do siostrzanego coupe niż Serii 3. Bardziej sportowe nastawy pozwalają z większą pewnością łykać serpentyny, a zwiększone względem poprzednika rozstawy kół z przodu (o 50 mm) i z tyłu (o 29 mm) sprawiają, że BMW zdaje się mocniej stąpać po asfalcie.

Zobacz również: Pierwszy polski test BMW iX. Są też dobre wiadomości

Do dyspozycji miałem topowy wariant – M440i. Podobnie jak w coupe czy cabrio, tu również oznacza to 3-litrowy, rzędowy silnik o mocy 374 KM i momencie równym 500 Nm, który rozpędza Gran Coupe do setki w 4,7 s, czyli o 0,2 s wolniej niż w przypadku coupe. Jedną z przyczyn jest nieco wyższa masa, sięgająca tu aż, uwaga, 1900 kg. I pomyśleć, że jeszcze nie tak dawno takimi wartościami mogły pochwalić się duże, luksusowe limuzyny.

Mimo wszystko inżynierom udało się zachować idealny rozkład masy 50:50, co sprawia, że nawet przy ambitniejszym wejściu w zakręt "czwórka" jest bardzo przewidywalna. Jeśli do tego odrobinę spuścimy ze smyczy kontrolę trakcji, samochód uraczy nas łatwymi w kontrolowaniu i satysfakcjonującymi uślizgami na wyjściu, na które pozwoli nam sportowy dyferencjał M na tylnej osi.

Kompromis próbowano osiągnąć nie tylko w nadwoziu, ale i podwoziu, choć w tym drugim przypadku poszło lepiej. Adaptacyjne zawieszenie zostało zestrojone tak, by dawać niezłą dawkę komfortu w normalnym ustawieniu, ale wystarczającą dozę sztywności i nieprzesadzoną twardość na sportowych nastawach. Na większych nierównościach można jednak odczuć sygnały, że po więcej komfortu powinniśmy udać się do Serii 3, która z większą gracją i łagodnością przyjmuje na siebie niedoskonałości asfaltu.

Swoje trzy grosze do masy dokłada także wyposażenie – zaczynając od wentylowanych i grzanych foteli, przez szereg asystentów jazdy (m.in. aktywny asystent podróży z tempomatem, utrzymaniem odległości i pasa ruchu) wspieranych licznymi czujnikami i radarami, elektrycznie sterowaną klapę bagażnika, na doskonałej jakości systemie kamer 360 stopni kończąc. Wymagają one rzecz jasna dopłaty, ale jeśli tylko ich zapragniemy – można je zamówić.

A skoro o zamówieniu mowa – cena BMW Serii 4 Gran Coupe zaczyna się od 199 600 zł, podczas gdy jego główny rywal – Audi A5 Sportback z silnikiem o podobnej mocy – jest tylko o 800 zł tańsze. Trzeba przy tym zaznaczyć, że zarówno świeżość konstrukcji, jak i materiały wykończeniowe przemawiają na korzyść bawarskiego produktu. Podobnie jak nieco bogatsze standardowe wyposażenie. Jak to się przełoży na sprzedaż? O tym przekonamy się w najbliższych miesiącach.

BMW Serii 4 Gran Coupe
Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Testy samochodów:

Test: Audi Q5 40 TDI po liftingu - pogoń za segmentowym liderem może wcale nie być łatwiejsza Škoda Kodiaq 2.0 TDI w trasie - ile tak naprawdę spali? Opel Insignia 2,0 BiTurbo 4x4 Cosmo - w drodze na szczyt [test autokult.pl] Test: Renault Megane GrandCoupe - szczęściarze z nas! Test: VW T-Cross Style 1.5 TSI 150 KM - nowy silnik eliminuje większość bolączek, ale generuje inny problem Opel Movano 2,3 CDTI L3H2 (2016) - gotów do pracy Toyota Prius I: samochód, który wyznaczył kierunek w XXI wieku Test: Volvo XC40 P8 Recharge – mały SUV za 290 tysięcy. Czy technika jest tego warta? Škoda Kodiaq Scout 2.0 TDI 4x4 - czeski sposób na bezdroża Test: Volkswagen Caddy California - to nie kamper, lecz specjalistyczne narzędzie Toyota Yaris GR Sport: mogła udowodnić, że hybrydy potrafią być ekscytujące, ale woli być oszczędna Test: Ssangyong Tivoli Grand - walczy ze stereotypami i idzie mu całkiem nieźle

Popularne w tym tygodniu:

Test: Rolls-Royce Phantom VIII series II - gdy 2,5 mln zł to uczciwa cena Test: Peugeot 408 – tego nikt się nie spodziewał BMW M3 xDrive vs BMW X3 M: ile dziś zostało z legendy M? Test: Volkswagen ID.4 GTX - może i błyszczy, ale nie z tym oprogramowaniem Test: Volkswagen Taigo – puchowa kurtka w Afryce? Pierwsza jazda: Citroën C5 Aircross po liftingu. Po pierwsze wygoda Test: Citroën C5 X – bardzo ciekawe auto z wieloma "ale" Pierwsza jazda: Škoda Fabia 1.5 TSI Monte Carlo - szkoda, że zabrakło "manuala", ale problem leży gdzie indziej Test: Volkswagen California T6.1, czyli zima w kampervanie i dziesięć porsche na lodzie Test: Dacia Jogger z LPG — trudno o rozsądniejszą propozycję dla rodziny. I to mimo skromnej mocy Pierwsza jazda: Nissan Juke Hybrid – no i mamy silnikowy pomost Test: SsangYong Korando z LPG - złoty środek? Z pozoru tak, gdyby nie jedno duże "ale"