Na tzw. "minę" wpaść może każdy, kto przy kupnie wymarzonego auta nie zachowa należytej ostrożności. Transakcji bardzo często towarzyszą silne emocje. Wiele osób widzi się już za kierownicą pachnącego i wyczyszczonego na błysk pojazdu, który, gdy początkowa euforia minie, nierzadko okazuje się być odpicowanym złomem.
Boleśnie przekonał się o tym jeden z użytkowników popularnego portalu wykop.pl, o pseudonimie krakowiak.Jakiś czas temu nabył on Volkswagena Passata CC od jednego z handlarzy, których pełno w naszym pięknym kraju. Na zdjęciach w Internecie auto prezentowało się pięknie, a sprzedawca telefonicznie zapewniał o świetnym stanie technicznym oraz bezwypadkowej przeszłości. Z uwagi na relatywnie niewielki wiek pojazdu i wysoką cenę, kupujący zaufał handlarzowi i zakupił wymarzonego Volkswagena. Niestety już za kilka dni dostrzegł swój błąd.
Okazało się, że zapewnienia sprzedawcy nijak mają się do rzeczywistości. Nowy właściciel Passata szybko dostrzegł wady w postaci niedziałających składników wyposażenia, czy źle spasowanych elementów wnętrza czy nadwozia, zdecydowanie wskazujących na poważniejsze naprawy. Zażądał więc możliwości oddania auta i zwrotu pieniędzy. Jak nietrudno się domyślić, handlarz odmówił, a klient zmuszony był dalej użytkować wadliwe auto.
W międzyczasie lista wykrytych wad i usterek sukcesywnie rosła obejmując takie pozycje jak chociażby:
- Uszkodzony tempomat
- Ślady spawania na obudowie skrzyni biegów
- Uszkodzona turbosprężarka
- Błędy w pracy skrzynie biegów, przechodzenie w tryb awaryjny
- Powtórnie lakierowana komora silnika i poszycia nadwozia
- Duży wyciek w komorze silnika
- Ślady manipulacji przy numerach nadwozia
- Źle ustawiona zbieżność kół
Właściciel postanowił więc dokładniej zgłębić historię swojego Volkswagena. Okazało się, że auto uczestniczyło w poważnym wypadku na terenie Czech, po którym powinno było trafić na złom. Niestety jak wiele podobnych wraków, zamiast na złomie, wylądowało w garażu zdolnego blacharza, który przywrócił je do stanu pozornej używalności. Dalszą część historii już znacie.
Wypadkowa przeszłość auta zakupionego przez naszego bohatera wpłynęła na decyzję o skierowaniu sprawy do sądu. Materiały dowodowe przedstawiające wrak po wypadku oraz orzeczenia rzeczoznawców okazały się wystarczająco silną bronią w walce z nieuczciwym handlarzem. Sąd nakazał mu wypłatę kwoty 22 000 złotych, na rzecz poszkodowanego klienta oraz obciążył kosztami sądowymi.
Choć zasądzona suma z pewnością nie stanowi pełnej rekompensaty poniesionych strat, pokazuje, że możliwa jest walka z nieuczciwością, stanowiącą chleb powszedni polskiego rynku aut używanych. Choć cała batalia trwała kilka lat, poszkodowany klient twierdzi, że warto walczyć o swoje. Szkoda tylko, że handlarze rzadko wyciągają wnioski z takich historii.
Jeśli wierzyć poszkodowanemu właścicielowi Passata, sprzedawca, który nabił go w butelkę, nadal postępuje nieuczciwie oferując powypadkowe i wadliwe auta. Czy wobec tego jest jakakolwiek szansa na poprawę sytuacji na polskim rynku aut używanych? Nawet jeśli, to z pewnością będzie to długotrwały proces, wymagający tysięcy podobnych pozwów i wygranych spraw.