Trudno bowiem wystawić mandat górce śniegu, która tylko przypomina samochód. Jedynym prawdziwym elementem była wycieraczka i to ona prawdopodobnie zmyliła tego, kto zauważył "auto". Policjanci wezwali kolegów, by pokazać im dzieło, zamiast mandatu zostawili notkę doceniającą pracę i odjechali. Tylko skąd się wziął śnieżny wóz?
Rzeźba czekała, by zmylić osoby odśnieżające drogi. Jej autor – 33-letni kanadyjski artysta Laprise Simon – wykonał ją z nudów. Spekuluje się, że pracę zainspirowała leżącą na ulicy wycieraczka i góry śniegu na jego osiedlu. Na swoim profilu na Facebooku pochwalił się zdjęciami projektu i stamtąd też wiemy o historii z mandatem.
Jak łatwo się domyślić, internauci pokochali śnieżne dzieło. Niektórzy dopatrują się w projekcie Toyoty Supry, ale sam autor mówi, że to po prostu bliżej nieokreślone coupé z lat 80. Trzeba przyznać, wygląda świetnie i nie dziwię się, że policjanci chcieli wypisywać mandat. Dobrze, że z rozpędu nie zadzwonili po lawetę.
Mnie zaskoczyło, że mimo wszystko Laprise Simon nie dostał mandatu. W końcu nieważne, czy stawiasz samochód, czy jego rzeźbę ze śniegu, tak samo blokujesz ruch. Na dobrą sprawę, prawdziwe auto łatwiej jest usunąć, bo jeździ. Widocznie Kanadyjczycy tak tego nie widzą.