29 sierpnia Toyota ogłosiła, że zmaga się z nieznaną awarią, która całkowicie sparaliżowała system odpowiedzialny za zamawianie kluczowych części do fabryk marki w Japonii. W wyniku zawieszenia się feralnego oprogramowania, z samego rana wstrzymano działanie 12 z 14 fabryk producenta w Kraju Kwitnącej Wiśni, zaś po południu linie produkcyjne zatrzymały się w dwóch pozostałych zakładach.
Usunięcie awarii zajęło Toyocie 24 godziny - na następny dzień wszystkie placówki znów wróciły do normalnego działania. Nawet tak krótki przestój był w stanie według wstępnych szacunków wygenerować straty rzędu kilkuset milionów dolarów, lecz najważniejsze było zlokalizowanie źródła problemu i dowiedzenie się, co tak właściwie spowodowało awarię systemu.
Dalsza część artykułu pod materiałem wideo
Toyota Yaris GRMN - Fiesta ST niech jeździ po zapałki
Od razu odrzucono hipotezę o ataku hakerskim, który w 2022 r. wywołał bardzo podobne w skutkach problemy. Tym razem jednak chodziło o coś zupełnie innego. Jak podaje serwis "Motor1" dzień wcześniej przeprowadzano rutynowe prace konserwacyjne, związane z aktualizacją wspomnianego oprogramowania i to właśnie one przyczyniły się do awarii.
Mimo usunięcia starych danych i uporządkowania tych, które miały pozostać na serwerowych dyskach, system podczas aktualizacji najzwyczajniej w świecie poinformował, że na dyskach brakuje wolnego miejsca. Nie zadziałała również funkcja przywrócenia kopii zapasowej, bowiem ta została już nadpisana.
System więc nie był w stanie poprawnie działać, a Toyota musiała wstrzymać całą produkcję. Z problemem poradzono sobie sprawnie, bowiem wystarczyło tylko przenieść dane na serwer z większą przestrzenią dyskową. Wstrzymanie produkcji samochodów w całym kraju miało więc bardzo nieoczywistą przyczynę, lecz z perspektywy Toyoty najważniejsze jest to, że problem rozwiązano naprawdę szybko.