Po pierwsze: dajemy przyzwolenie na to, by nawet kilkuletnie dzieci jeździły na czymś, co ma kółka o średnicy grejpfruta, rozpędza się do kilkudziesięciu kilometrów na godzinę i nie zapewnia przy tym praktycznie żadnej ochrony.
Po drugie: wpuściliśmy na chodniki pojazdy, których kierowcy zmieniają się w pociski krążące między przechodniami. Dorosły człowiek jadący na hulajnodze z prędkością 25 km/h ma około 2,4 kJ energii kinetycznej. To mniej więcej tyle energii, ile potrzeba, żeby podnieść 100 kg na wysokość około 2,5 m. Tymczasem wielu użytkowników tych hulajnóg jeździ szybciej. Wyobraźcie sobie teraz zderzenie tak rozpędzonego człowieka z dzieckiem.
DLA CIEBIEJedna noc. Jedno auto. Jeden prowadzący. Miasto po godzinach. After HOURS by Cupra
Po trzecie: odpowiednie regulacje – jak to zwykle u nas – projektowane są z opóźnieniem, a tymczasem mamy już przykłady, gdzie policja ugania się za dziećmi na hulajnogach elektrycznych. Mało tego, w mojej dzielnicy (Grochów) doszło już do szeregu incydentów polegających na tym, że grupy wyrostków na hulajnogach elektrycznych po prostu terroryzowały ludzi, np. opluwając ich i odjeżdżając lub jeżdżąc z ogromną prędkością np. między dziećmi w parkach. Tolerując takie zachowania, hodujemy sobie przyszłych przestępców drogowych.
Powtórzę: to są oczywiście moje opinie. Możecie się z nimi nie zgadzać, nie roszczę sobie prawa do nieomylności. Natomiast uważam, że hulajnogi elektryczne – wszystkie – powinny mieć blokady prędkości, zakaz jazdy po chodniku, obowiązkową rejestrację, a uchybienie tym obowiązkom oznaczałoby konfiskatę sprzętu.
Sama technologia nie jest zła. Złe może być to, co z nią robimy.