22 sierpnia o godz. 17:45 na ul. Solnej w Krakowie doszło do tragicznego wypadku. Kierujący granatowym Volkswagenem Golfem R Hubert B., poruszając się ze znaczną prędkością, stracił panowanie nad autem i uderzył we wracającą ze spaceru trzyosobową rodzinę. Wypadek przeżyło jedynie jadące w wózku ośmiomiesięczne dziecko. Jego 32-letni rodzice zginęli na miejscu.
Bardzo szybko wyszło na jaw, że mieszkańcy okolic od lat domagali się od władz miasta poprawy bezpieczeństwa na tym odcinku drogi. Ich prośby jednak nie spotykały się z reakcją ze strony miasta.
Dopiero po wypadku na miejscu pojawili się przedstawiciele miasta, którzy nagle uznali, że jednak tym fragmentem drogi trzeba się zająć. Tutaj trzeba przyznać, że na wizycie się nie skończyło, wszak w ciągu kilku dni na drodze pojawiły się progi zwalniające, których wcześniej brakowało.
DLA CIEBIEJedna noc. Jedno auto. Jeden prowadzący. Miasto po godzinach. After HOURS by Cupra
Coś jednak poszło nie tak
Owszem, na ulicy pojawiły się progi zwalniające. Czy jednak można uznać, że tym samym sprawa została załatwiona i poziom bezpieczeństwa pieszych został podniesiony, a temperamenty kierowców aut utemperowane? Najnowsze nagranie opublikowane przez portal lovekrakow.pl wskazuje, że działania miasta nie są wystarczające.
Progi zwalniające, które zostały zainstalowane na drodze daleko od siebie, pozwalają przejechać między nimi. Można zatem powiedzieć, że nie tylko kierowcy mogą je zignorować, ale przy okazji przejeżdżają przez podwójną linię ciągłą rozdzielającą dwa pasy ruchu.
Warto tutaj tylko zaznaczyć, że nie jest to sytuacja wyjątkowa dla tego miejsca. Takie rozdzielone progi zwalniające prowokują do ich omijania środkiem w całym kraju. Inaczej sytuacja by wyglądała, gdyby próg rozciągał się na całą szerokość drogi.