Odpowiedzią na to był Phantom siódmej generacji. Istny zamek na kołach, który swoją koronę złożył dopiero w 2017 roku na rzecz następcy noszącego to samo imię. Patrząc na obecny status brytyjskiej marki trudno się nie zgodzić, że spełnił swoje zadanie. Rolls-Royce dzisiaj kojarzy się z luksusem, elegancją i arystokracją. Jego 6,75-litrowy silnik V12 gwarantuje płynną i bezszelestną jazdę. Początkowo jednak pod maskę miała trafić inna jednostka.
Chociaż oficjalnie producent tego nie przyznaje, Phantom był projektowany pod potężny, 9-litrowy motor w układzie V16. Szybka kalkulacja pokazuje, że to ten sam, który finalnie trafił do wozu, ale z dodatkowymi czterema cylindrami. O tej tajemnicy wiemy dzięki niejakiemu Rowanowi Atkinsonowi. Znany głównie z roli Jasia Fasoli aktor jest zapalonym fanem motoryzacji. Gdy rozpoczynał prace nad swoim drugim filmem o Johnnym Englishu – parodii Jamesa Bonda – wiedział, że nie chce wybierać "oklepanego" Astona, stąd wybór padł na Rolls-Royce'a.
WIDEORowan Atkinson on his experience with the Johnny English Rolls-Royce Phantom
Skontaktował się z przedstawicielami marki i powiedział im, że wie o kilku prototypowych silnikach V16. Jednocześnie zasugerował, by agent MI7 w filmie "Johnny English Reborn" jeździł Phantomem wyposażonym w tę potężną jednostkę. Ku zaskoczeniu wszystkich, Rolls-Royce się zgodził. Prace nad modyfikacją auta rozpoczęły się w sierpniu 2010 roku, zaś już w październiku samochód brał udział w zdjęciach.
Ostatecznie kolosalna, 9-litrowa jednostka nie trafiła do produkcji, prawdopodobnie ze względu na paliwożerność. Mimo, że mówimy tu o monumentalnym samochodzie Rolls-Royce'a, BMW ciągle zależało na ochronie środowiska. Niemniej, gdyby producent zdecydował się na zastosowanie tak nietypowego silnika, Phantom wyróżniałby się jeszcze bardziej.