W trakcie czynności inspektorzy wyczuli wyraźną woń alkoholu. Wyjęli więc kluczyki ze stacyjki pojazdu i postanowili zmierzyć trzeźwość kierowcy. Przypuszczenia okazały się słuszne - mężczyzna wydmuchał aż 2,7 promila.
Jakby tego było mało, oświadczył, że nie posiada uprawnień, gdyż te zostały zatrzymane właśnie za jazdę pod wpływem. Dane w elektronicznych systemach potwierdziły istnienie zakazu obowiązującego do lipca 2024 roku.
Wisienkami na torcie były brak badań technicznych i brak wymaganej opłaty za przejazd. Za taką kumulację przewinień grożą surowe kary pieniężne oraz kara pozbawienia wolności. Konsekwencje mogły być jednak znacznie poważniejsze. Dobrze, że pijany kierowca nie doprowadził do tragedii.