Ładowanie samochodu elektrycznego może być w pewnych przypadkach problematyczne. Niektórzy właściciele znajdują jednak sposoby, by sprytnie poradzić sobie z kłopotami. Warto jednak odróżnić to od zwykłego skąpstwa i, mówiąc kolokwialnie, "cebulactwa". W opisywanym tu przypadku bez wątpienia mamy do czynienia z tym drugim.
Opinie Google to dobry sposób, by wyrazić swoje zdanie o danej firmie czy placówce, a z tej możliwości postanowiła skorzystać pani Katarzyna, która w bardzo niepochlebnych słowach napisała o polu kempingowym Camp Na Wydmie w Łebie. Nie pozostawiła na nim suchej nitki i poza jedną gwiazdką, opisała rzekome problemy dotyczące jej pobytu.
Dalsza część artykułu pod materiałem wideo
WIDEORytm miejsca. Mazda CX-60
"W toaletach brudno, brak papieru, personel chodzi po namiotach sprawdzając kto co ma podłączone do prądu pod Twoją nieobecność. Pani z recepcji bardzo przyjemna jednak Pan, który tam chodzi porażka. Jeżeli chcecie sobie zepsuć pobyt to zapraszam" - brzmi to dość niepokojąco, a przecież mówimy o miejscu, które może pochwalić się średnią ocen na poziomie 4,9/5. O co więc tutaj chodzi?
Z pomocą przychodzi nam odpowiedź właściciela, która kompletnie zmienia obraz na całą sytuację i stawia Panią Katarzynę w bardzo niekorzystnym świetle. Nie dość, że opinia miała być oszczerstwem, to w dodatku pominięto w niej dość niewygodne fakty.
"Opinia jest konsekwencją usunięcia Państwa z pola w wyniku jawnego złamania regulaminu. Pan Matura postanowił ładować swój samochód elektryczny przyłączem energii przeznaczonym dla namiotu. [...] Na domiar tego tak bardzo chciał to zamaskować, że zbudował z namiotu garaż dla swojej tesli" - czytamy w odpowiedzi.
W teorii mamy tutaj słowo przeciwko słowu i trudno dowieźć, kto ma rację, ale wtedy pojawiły się zdjęcia, które rozwiały wszelkie wątpliwości. Nic lepszego chyba dzisiaj nie zobaczycie. Próba zamaskowania ładowania wygląda komicznie, szczególnie w obliczu tego, że na kempingu znajdowała się przecież stacja ładowania dla samochodów elektrycznych.
Chęć zaoszczędzenia kilkudziesięciu złotych skończyła się usunięciem kempingowiczów z pola. Skontaktowaliśmy się z Campem Na Wydmie, który potwierdził, że cała sytuacja rzeczywiście miała miejsce. Cóż, wystarczyło tylko stosować się do regulaminu, a o całej sprawie nigdy byśmy nie usłyszeli. Tymczasem właściciele auta wyszli nie tylko na sknery, które chcą zaoszczędzić kosztem innych, ale również na kłamców z uwagi na wystawioną opinię.