Dlaczego tak późno? Cóż, zbudowanie nowego bolidu, który będzie w stanie rywalizować na odpowiednim poziomie to czasochłonny proces. Co więcej, nowe przepisy nakładają na producentów konieczność startów w typowo wyścigowym bolidzie, dedykowanym wyłącznie na tor lub pojeździe, który posiada swój fabryczny odpowiednik. Biorąc pod uwagę, że właśnie ta druga klasa pozwala korzystać z niemalże dowolnej konfiguracji silnika, podejrzewamy, że Francuzi postawią właśnie na nią.
Jeśli tak się stanie, Peugeot będzie musiał zbudować co najmniej 20 produkcyjnych egzemplarzy swojego bolidu. Mowa tu o aucie pokroju Astona Martina Valkyrie, czy Mercedesa AMG Project One. Budowa takiego pojazdu pochłonie z pewnością sporo pieniędzy, lecz powinna przynieść duże korzyści marketingowe. Poza tym koncern PSA jest obecnie w naprawdę dobrej kondycji, dzięki czemu może pozwolić sobie na odrobinę szaleństwa.
Szkoda, że póki co nie znamy żadnych szczegółów technicznych. Ma się to zmienić z początkiem 2020 roku, kiedy Peugeot na dobre rozpocznie prace nad swoim bolidem. Francuski producent trzykrotnie zwyciężał w 24-godzinnym wyścigu LeMans - poza wspomnianym 2009 rokiem, lew stanął na podium także w 1992 oraz 1993. Francuzi mają chrapkę na kolejne sukcesy.
Nie pozostaje nic innego jak się z tego cieszyć. Nowe przepisy oraz powrót tak ważnego gracza powinny sprawić, że rywalizacja w najsłynniejszym wyścigu świata stanie się jeszcze bardziej ekscytująca.