Oszustwo na VIN. Auto miało być bezwypadkowe. Było po "całce"
Niektórzy twierdzą, że kontrola jest najwyższą formą zaufania. W przypadku zakupu samochodu z drugiej ręki to dobra zasada. Przekonał się o tym mężczyzna, który chciał kupić używane Audi. Auto miało być bezwypadkowe. W rzeczywistości było złomem, a sprzedający postanowił oszukać potencjalnego klienta już na etapie przeglądania ogłoszenia.
Emocje nie są dobrym doradcą podczas kupowania używanego samochodu. Niestety, najlepiej sprawdzić każdy fakt podawany przez sprzedającego przed transakcją. Także numer VIN. Przekonał się o tym mieszkaniec Sandomierza, który postanowił kupić używane Audi.
Mężczyzna znalazł interesujący go samochód w serwisie ogłoszeniowym i zadzwonił do sprzedającego. By zabezpieczyć się przed kupnem pojazdu o wypadkowej przeszłości, poprosił o numer VIN konieczny do sprawdzenia historii auta.
Sprzedający podał mu VIN, a sprawdzenie pojazdu dało pomyślne rezultaty – auto miało być bezwypadkowe. Sandomierzanin umówił się więc na oględziny samochodu i zdecydował się na wymianę. Do swojego Seata o wartości 105 tys. zł dołożył 25 tys. zł.
Niestety, szczęście z Audi, które łącznie kosztowało go 130 tys. zł, nie trwało długo. Już następnego dnia na jaw wyszły wady auta. Co więcej, okazało się, że numer VIN podany przez sprzedawcę przez telefon nie jest numerem VIN samochodu, który został sprzedany.
Sandomierzanin skontaktował się ze sprzedającym i zażądał cofnięcia umowy wymiany samochodów. Ten jednak się nie zgodził. Nabywca poszedł na policję. Funkcjonariusze szybko odkryli szereg nieprawidłowości.
Okazało się, że choć podany przez telefon VIN należał do samochodu bezwypadkowego, to samochód, który został wystawiony na sprzedaż, w rzeczywistości brał udział w siedmiu kolizjach. Ostatnia z nich została wręcz zakwalifikowana jako szkoda całkowita. Kolokwialne stwierdzenie, że był to złom, nie jest więc dalekie od rzeczywistości.
Dzięki zaangażowaniu wiśnickiej policji nabywca feralnego Audi odzyskał zarówno pieniądze, jak i swój samochód. Przypadek mężczyzny jest jednak dobrą nauczką. Nawet jeśli wystawiony na sprzedaż samochód na pozór nie budzi zastrzeżeń, jego oglądanie warto zacząć od sprawdzenia numeru VIN. W przeciwnym razie możemy sprawdzić historię nie tego egzemplarza, który potem kupimy.