Latem trzeba uzbroić się w cierpliwość. O 21:00 miasto nadal zatrzymuje na fasadach resztki dnia, a nam potrzebna jest prawdziwa noc. Taka, w której latarnie nie tylko oświetlają drogę, ale rysują też linie na karoserii. Czekamy więc jeszcze chwilę, a kiedy granatowe niebo wreszcie przechodzi w czerń, ruszamy.
WIDEO
Terramar Tribe Edition stoi pod światłem ulicznej lampy i już na początku pokazuje, dlaczego nie chcieliśmy realizować klasycznego testu samochodu. W tym aucie najciekawsze nie są tabelki. Najpierw działa sylwetka, czyli długa maska, mocno zarysowany przód, szeroki tył i świetlna sygnatura złożona z charakterystycznych już trójkątów. Później dostrzega się szczegóły edycji Tribe – ciemny chrom, 20-calowe felgi z akcentami Sulphur Green oraz ten sam siarkowozielony motyw we wnętrzu. W zestawieniu z matową zielenią Manganese Matt samochód wygląda trochę jak przedmiot przemycony do Warszawy z niedalekiej przyszłości.
Nie ustawiamy go jednak na pustym placu i nie polerujemy każdego kadru. Ta noc ma mieć trochę tarcia. Kamera pracuje z ręki, czasem gubi ostrość albo łapie refleks na szybie. Terramar nie stoi obok miasta jak eksponat, tylko jest w samym środku jego ruchu.
Nie szukaj miejsca – szukaj światła…
Pierwszy etap trasy jest poświęcony obrazowi. Nocna fotografia samochodu wydaje się trudna, dopóki nie przestaniesz walczyć z ciemnością. Nie potrzeba najbardziej rozpoznawalnego adresu w Warszawie, tylko źródła światła, ciekawej powierzchni i odrobiny ruchu. Szklane fasady Woli zwielokrotniają nadwozie. W jednej szybie widać profil auta, w drugiej neon, a w trzeciej sylwetkę operatora. Samochody w tle pozostawiają w kadrze smugi, a zamiast panoramy miasta wybieramy refleks na feldze, podświetlone logo i światło przesuwające się po bocznym przetłoczeniu.
Terramar dobrze znosi takie traktowanie, bo projektanci dali mu sporo graficznych znaków. Trójkątne moduły przednich lamp są czytelne nawet wtedy, gdy reszta samochodu znika. Z tyłu linię świetlną przecina podświetlony emblemat CUPRA. Nie trzeba wyciągać auta z mroku w całości – kilka fragmentów wystarczy, żeby widz dopowiedział sobie resztę.
Ruchome centrum dowodzenia
Między kolejnymi punktami nocnej trasy wnętrze zamienia się w osobną przestrzeń. Drzwi odcinają hałas ulicy, na desce zostają światła ekranów i ambientowe akcenty, a Warszawa przesuwa się za szybami. Centralny ekran ma 12,9 cala, ale podczas tej wyprawy ważniejsza od jego przekątnej okazuje się prosta rzecz – to, że kokpit jest zwrócony w stronę kierowcy. Wszystko, czego potrzebuję, znajduje się blisko, więc mogę skupić się na drodze i szukać kolejnego kadru.
Terramar mierzy nieco ponad 4,5 metra. Czuć, że to pełnoprawny SUV, ale w śródmieściu nie sprawia wrażenia przerośniętego. Daje wyższą pozycję i dużo przestrzeni, a jednocześnie reaguje w sposób, którego oczekuje się od CUPRY. Sportowe zawieszenie i progresywny układ kierowniczy dają naturalne wyczucie auta na ciaśniejszych ulicach. Gama modelu obejmuje napędy benzynowe, miękką hybrydę oraz e-HYBRID o mocy od 150 do 272 KM, ale charakter kabiny pozostaje ten sam – tutaj to kierowca ma być w centrum wydarzeń.
Noc ma też swój smak
Po kilku godzinach zdjęć estetyczne rozważania przegrywają z głodem. Zatrzymujemy się przy niewielkim okienku z jedzeniem. Bez rezerwacji, białych obrusów i celebrowania każdego składnika. Zamówienie, kilka minut oczekiwania, papierowe pudełko i pierwszy kęs zjedzony na stojąco obok samochodu.
Takie momenty najlepiej tłumaczą ideę "after hours". Chodzi o swobodę, którą daje miasto, gdy dzienny plan przestaje obowiązywać. Można pojechać bez celu, skręcić w poszukiwaniu dobrego światła i przez chwilę nie sprawdzać godziny. CUPRA pełni rolę przepustki. Nie jest celem wyprawy, ale bez niej trasa nie miałaby własnego rytmu. Łączy oddalone obrazy i daje miejsce na pauzę – tę między zamknięciem drzwi a ponownym ruszeniem, kiedy miasto zostaje na zewnątrz.
Coś więcej niż kolor
Ostatni etap należy do koloru. Neony, tunele, sztuczne światło i surowe miejskie faktury wydobywają z wersji Tribe jej najbardziej nieoczywiste detale. Sulphur Green pojawia się na felgach, ramkach nawiewów i elementach konsoli, zastępując bardziej oczywiste miedziane akcenty marki. Za tym zabiegiem stoi jednak coś więcej niż efektowna paleta.
20-calowe obręcze zawierają 20 proc. aluminium pochodzącego z recyklingu. Centralne części tapicerki foteli powstają z materiału z recyklingu w technologii dziania 3D, która pozwala wytwarzać element na wymiar, bez wycinania i związanych z nim odpadów. W tworzywach wykończeniowych wnętrza wykorzystano 30 proc. materiałów z recyklingu, a farba Sulphur Green zawiera 15 proc. składników pochodzenia biologicznego. To rozwiązania opracowane specjalnie dla gamy Tribe Edition i dobry przykład projektowania, w którym odpowiedzialność nie musi oznaczać estetycznej pokuty.
Czwarta rano
Pod koniec nocy ruch prawie zanika. To najlepszy moment na ostatnie przejazdy. Terramar mija kamerę, znika pod wiaduktem i po chwili wraca z przeciwnej strony. W kałużach zostają odbicia lamp, a lakier co kilka sekund wyłania się z ciemności. Materiał, który miał wyglądać na spontaniczny, powstaje z kolejnych precyzyjnych powtórek.
Przed czwartą niebo zaczyna tracić czerń. Pakujemy sprzęt, a Warszawa wraca do swojej dziennej roli. Po tej nocy wiem, że CUPRĘ najlepiej zrozumieć można w mieście – gdy światło prześlizguje się po nadwoziu, a auto łączy kolejne doświadczenia.
Bo styl życia, który reprezentuje CUPRA, nie polega na nieustannym pośpiechu. Chodzi raczej o ciekawość – o to, by skręcić w ulicę, którą zwykle się omija, i zostać w mieście nieco dłużej niuż zwykle. Czasem aż do pierwszego światła dnia.