Audi uważam za prawdziwego profesora marketingu. To, co zwykle robią aby zachęcić resztę świata do kupowania ich produktów robi na mnie wrażenie. Mają najlepsze reklamy, a przynajmniej jedne z najlepszych, mają świetny produkt i mają... pecha! Bowiem, podczas ostatniej imprezy w Belgii wynajęty kaskader zabił wszystko, na co tak zawzięcie pracowało Audi przez miesiące budując wizerunek nowego modelu A1.
Bardzo ciekawy event w Belgii, gdzie Audi próbowało przekonać ludzi do tego, że A1 jest sportowe i sprawia przyjemność z jazdy. Częścią całego tego spektaklu była ściana grozy (sam ją tak nazwałem, to nie jest nazwa Audi), czyli coś jak połowa half-pipe'u, na który kolejno wjeżdżało A1 prowadzone przez kaskadera-instruktora z pasażerem na prawym fotelu. Niestety, to co wychodzi 99 razy, za setnym razem nie wychodzi. I tak stało się tutaj.
Nawiązując do świadków wydarzenia, gdy A1-ka z wkładką zleciała z tej dość wysokiej ściany od razu podbiegło kilku pracowników Audi i samochód postawiono na koła. Pasażerowi i kierowcy nic się nie stało. Potłuczone auto szybko przykryto płachtą i zabrano z pola widzenia publiczności.
Rzecznik prasowy Audi Belgium, Thomas De Meuter powiedział, że pasażerom nic się nie stało, a jedynie mają kilka zadrapań od potłuczonego szkła. Po czym dodał: "Wjeżdżanie na quarter pipe jest ekstremalną sytuacją nie zdarzającą się w codziennym użytkowaniu samochodu". To fakt, ale co nieco w głowie zostaje i w Belgii swoje zdanie o A1 będą już mieli. Dość przewrotne zdanie...