Poseł chce, by policja wzięła się za rowery. Niektóre powinny mieć OC i tablice rejestracyjne
Franciszek Sterczewski, poseł KO, skierował do ministra infrastruktury interpelację dotyczącą elektrycznie wspomaganych "rowerów". Dlaczego użyłem cudzysłowu? Ponieważ chodzi o te jednoślady, które w rzeczywistości powinny podlegać obowiązkowi rejestracji i mieć wykupione OC.
Łatwo wyobrazić sobie, jak ogromnym zagrożeniem byłaby obecność motocykli na ścieżkach rowerowych, a tym bardziej na chodnikach. Absurd, prawda? Niestety, dziś mamy do czynienia z taką właśnie sytuacją. Tylko nieoficjalnie. Poseł Franciszek Sterczewski w swojej interpelacji do ministra infrastruktury zwraca uwagę na zagrożenie dla bezpieczeństwa ze strony użytkowników jednośladów, które tylko przypominają elektrycznie wspomagane rowery.
Rowery elektryczne, które są skonstruowane w sposób zgodny z polskimi przepisami, wspomagają kręcącego pedałami użytkownika do prędkości 25 km/h. Potem napęd się wyłącza, więc choć co prawda można osiągnąć wyższą prędkość, to jest to możliwe tylko przy udziale mięśni lub ze względu na ukształtowanie terenu (zjazd ze wzniesienia). W tzw. rowerach, o które chodzi posłowi, jest inaczej.
Dalsza część artykułu pod materiałem wideo
Škoda Elroq to pierwszy kompaktowy elektryk marki. Cena zapowiada się atrakcyjnie
"Niepokój budzi pojawienie się rowerów posiadających dodatkową manetkę uruchamiającą silnik. W takim wypadku silnik elektryczny może być jedynym źródłem zasilania, a nie tylko wspomaganiem. Zazwyczaj jest to połączone ze zdjęciem, o ile kiedykolwiek był, ogranicznika odcinającego wspomaganie przy 25 km/h. Taki sprzęt powinien być formalnie zakwalifikowany jako motorower, posiadać rejestrację i nie może poruszać się po drogach dla rowerów" – pisze w swoim wystąpieniu Franciszek Sterczewski.
Jak zauważa poseł, policja póki co nie przejmuje się tym zjawiskiem, a przecież jednoślady tego typu rozpędzają się do 50 km/h, a nawet więcej. Sam system napędu działa zaś niezależnie od ruchów nóg użytkownika. W efekcie zjawisko jest bardzo niebezpieczne. Piesi i rowerzyści potrąceni na ścieżce rowerowej czy chodniku z taką prędkością mogą przypłacić to życiem. Wyjeżdżający z ulicy podporządkowanej kierowca może zaś nie przewidywać, że "rowerzysta" jedzie 50 czy 60 km/h.
Poseł w interpelacji zapytał ministra infrastruktury o to, jakie są planowane działania policji w celu wyeliminowania elektrycznych "rowerów", które w rzeczywistości są motorowerami czy nawet motocyklami. My również chętnie poznamy odpowiedź. Pozostaje więc czekać.