Nowy Lexus ES wchodzi do wyższej ligi. Czy to idealna limuzyna flotowa?

Firmowa limuzyna musi dziś pogodzić kilka sprzeczności. Powinna być reprezentacyjna, ale nie ostentacyjna – komfortowa dla pasażera, ale jednocześnie przyjemna w prowadzeniu. Do tego nowoczesna, a jednocześnie przewidywalna pod względem kosztów. Ósma generacja Lexusa ES została zbudowana właśnie wokół takiego kompromisu – choć słowo "kompromis" nie do końca oddaje skalę zmian.

Źródło zdjęć: © materiały partnera

Lexus ES od lat zajmuje osobne miejsce w świecie limuzyn premium. Nie próbuje udawać sportowego sedana ani epatować technologią dla samego efektu. Zamiast tego stawia na ciszę, komfort i hybrydową oszczędność – cechy szczególnie cenione przez osoby, które traktują samochód jako codzienne narzędzie pracy. Nowa generacja rozwija tę koncepcję, ale robi to w znacznie większym formacie.

Z segmentu E w stronę ligi największych limuzyn

Najlepiej pokazują to liczby. Ósma generacja ES-a mierzy 5140 mm długości, czyli o 165 mm więcej od poprzednika. Nadwozie poszerzono o 55 mm, do 1920 mm, a rozstaw osi wzrósł o 80 mm i wynosi teraz 2950 mm. Samochód jest również wyraźnie wyższy – hybryda ma 1555 mm, a odmiany elektryczne 1560 mm.

To już gabaryty kojarzące się bardziej z reprezentacyjnymi limuzynami segmentu F niż z klasycznym sedanem klasy średniej wyższej. Jednocześnie ES nie wygląda ciężko. Nowa sylwetka, inspirowana koncepcyjnym Lexusem LF-ZC, ma smukłą kabinę, płynnie opadającą linię dachu i dynamicznie poprowadzony tył. Charakterystyczny grill ustąpił miejsca bardziej uporządkowanemu frontowi, a częściowo zlicowane klamki, nisko osadzona maska i dopracowane osłony podwozia pomagają zmniejszyć opór powietrza.

W rezultacie nowy ES wyraźniej niż kiedykolwiek odcina się od masowych sedanów. To już nie samochód, który można zbyć określeniem "bardziej luksusowej Camry", tylko osobna i znacznie bardziej reprezentacyjna konstrukcja

© materiały partnera

Najważniejsze miejsce może znajdować się z tyłu

W limuzynie flotowej dodatkowe centymetry mają sens tylko wtedy, gdy można je odczuć w kabinie. W nowym ES-ie pasażerowie drugiego rzędu otrzymują o 77 mm więcej przestrzeni. Odległość pomiędzy przednimi i tylnymi fotelami wzrosła do 1102 mm, a smuklejsze oparcia przednich siedzeń pozwoliły jeszcze lepiej wykorzystać wnętrze.

Projektanci zwrócili uwagę nawet na wysokość siedzisk, kształt progów i przestrzeń pomiędzy kanapą a środkowym słupkiem, by ułatwić wsiadanie i wysiadanie. To detale, które mogą wydawać się drugorzędne podczas oglądania samochodu w salonie, jednak szybko nabierają znaczenia, gdy z auta korzysta członek zarządu, klient firmy albo pasażer regularnie odbywający wielogodzinne podróże.

Katalog rozwiązań opracowanych dla ES-a obejmuje m.in. rozkładane oparcia tylnej kanapy, podnóżek typu ottoman i możliwość złożenia przedniego fotela pasażera. Są to elementy znane z dużo droższych limuzyn. Urósł również bagażnik – teraz mieści 493 litry w hybrydzie i do 517 litrów w odmianach elektrycznych. Bez problemu powinien więc pomieścić walizki kilku osób jadących na lotnisko czy zestaw bagaży potrzebnych podczas kilkudniowego wyjazdu służbowego.

© materiały partnera

Komfort nie oznacza odizolowania kierowcy od drogi

Firmowy samochód tej klasy nie zawsze wozi pasażera na tylnej kanapie. Bardzo często dyrektor, menedżer czy przedstawiciel handlowy sam pokonuje nim dziesiątki tysięcy kilometrów rocznie. Dlatego komfort musi iść w parze z przewidywalnym zachowaniem i prowadzeniem, które nie męczy podczas długiej trasy.

Nowy ES korzysta z gruntownie zmodyfikowanej platformy GA-K. Zwiększono udział stali o wysokiej wytrzymałości, elementów formowanych na gorąco i klejów strukturalnych, poprawiając sztywność nadwozia. Z przodu pracują przeprojektowane kolumny MacPhersona, a z tyłu zastosowano układ wielowahaczowy. Dopracowano też geometrię zawieszenia, tuleje i charakterystykę amortyzatorów.

Nie chodzi o zmianę ES-a w sportową limuzynę. Celem jest spokojniejsze tłumienie nierówności, ograniczenie przechyłów i bardziej naturalna reakcja na ruch kierownicą. Zmienna przekładnia układu kierowniczego ułatwia manewrowanie przy małych prędkościach, a na autostradzie ma zapewniać stabilność. Z kolei elektroniczny układ hamulcowy potrafi ograniczać nurkowanie nadwozia i kołysanie odczuwane przez pasażerów.

Cisza, która ma znaczenie biznesowe

W samochodzie służbowym wyciszenie nie jest jedynie elementem luksusu – ułatwia przecież prowadzenie rozmów telefonicznych, pozwala odpocząć między spotkaniami i zmniejsza zmęczenie po kilku godzinach za kierownicą. Dlatego w nowym ES-ie uszczelniono okolice szyb i tylną część kabiny, ograniczono drgania przednich słupków i zastosowano boczne szyby o wysokich właściwościach izolacyjnych.

© materiały partnera

Wnętrze może pełnić funkcję mobilnego gabinetu również dzięki nowemu kokpitowi. Cyfrowy zestaw wskaźników o przekątnej 12,3 cala współpracuje z 14-calowym ekranem Lexus Link Pro. Mapa nawigacji może być prezentowana bezpośrednio przed kierowcą, a nowa platforma multimedialna działa czterokrotnie szybciej od poprzedniej. Dopełnieniem kabiny może być opracowany dla ES-a system audio Mark Levinson z 17 głośnikami!

Hybryda na długie trasy, elektryk do floty gotowej na zmianę

Najbardziej uniwersalną propozycją dla firm ma być ES 300h, który pojawi się na drogach już niedługo. To pierwszy Lexus wykorzystujący szóstą generację pełnej hybrydy. Układ łączy silnik benzynowy o pojemności 2,5 litra, kompaktową jednostkę eAxle i nowy akumulator litowo-jonowy. Oferuje 201 KM, a deklarowane zużycie paliwa zaczyna się od 4,8 l/100 km w cyklu mieszanym WLTP.

Po raz pierwszy hybrydowy ES będzie dostępny nie tylko z napędem na przód, ale również z układem E-FOUR. Dodatkowy silnik elektryczny przy tylnej osi poprawia trakcję podczas ruszania i na śliskiej nawierzchni, nie wymagając klasycznego wału napędowego.

Firmy dysponujące własną infrastrukturą ładowania mogą wybrać jedną z dwóch odmian elektrycznych. Przednionapędowy ES 350 e rozwija 224 KM i oferuje do 581 km zasięgu. ES 500 e ma natomiast 343 KM, napęd DIRECT4 i osiąga 100 km/h w 5,5 s, będąc najmocniejszym ES-em w historii. Jego zasięg wynosi do 529 km. Oba warianty obsługują ładowanie DC z mocą do 150 kW. Uzupełnienie energii od 10 do 80 proc. ma zajmować mniej niż 30 minut nawet przy temperaturze -10°C.

© materiały partnera

Flota patrzy dalej niż do dnia odbioru

W przypadku samochodu firmowego główne znaczenie mają całkowite koszty użytkowania, przewidywalność serwisu i wartość auta po zakończeniu kontraktu. Nowa generacja dopiero będzie budować swoją historię, ale poprzedni ES zostawił jej mocny punkt wyjścia.

Według danych z polskiej sieci serwisowej blisko 86 proc. obsługiwanych Lexusów ES przejechało ponad 100 tys. km bez wymiany fabrycznych klocków hamulcowych, a prawie co piąty egzemplarz pokonał na nich 150 tys. km. To w dużej mierze zasługa rekuperacji, która odciąża konwencjonalny układ hamulcowy. Użytkownicy ES-ów pokonują przy tym średnio około 30 tys. km rocznie – najwięcej spośród właścicieli wszystkich modeli marki. Dane te pochodzą z polskich ASO Lexusa.

ES ma też w Polsce wyjątkowo mocną pozycję. Od europejskiego debiutu sprzedano u nas ponad 7 tys. egzemplarzy, a w samym 2025 roku zarejestrowano ich blisko 1900. Model zdobył wtedy niemal 14 proc. swojego segmentu. Duża liczba samochodów na rynku sprzyja rozwiniętej obsłudze serwisowej, dostępności części i późniejszej odsprzedaży.

Czy zatem nowy Lexus ES jest idealną limuzyną flotową? Jedna odpowiedź dla każdej firmy oczywiście nie istnieje. ES przedstawia jednak wyjątkowo spójny zestaw argumentów – oferuje przestrzeń bliską największym limuzynom, komfort dla pasażerów, spokojne i przewidywalne prowadzenie i trzy warianty napędu odpowiadające na różne sposoby eksploatacji. Właśnie taka umiejętność pogodzenia prestiżu z codzienną użytecznością bywa w biznesie najcenniejsza.

Płatna współpraca z Lexus
Wybrane dla Ciebie
Wyłączono komentarze
Jako redakcja Wirtualnej Polski doceniamy zaangażowanie naszych czytelników w komentarzach. Jednak niektóre tematy wywołują komentarze wykraczające poza granice kulturalnej dyskusji. Dbając o jej jakość, zdecydowaliśmy się wyłączyć sekcję komentarzy pod tym artykułem.
Redakcja serwisu Autokult
ZANIM WYJDZIESZ... NIE PRZEGAP TEGO, CO CZYTAJĄ INNI!