Import bez hazardu. Jak naprawdę policzyć koszt auta zza oceanu
Jest piątkowy wieczór, na ekranie laptopa migają zdjęcia auta z amerykańskiej aukcji. Ten sam model, ten sam rocznik, co w polskim ogłoszeniu, tyle że o jedną trzecią taniej. Pierwsza myśl: okazja życia. Druga: na pewno jest jakiś haczyk, którego nie widzę. I właśnie ten niepokój, a nie cena, powstrzymuje większość kierowców przed importem. Niesłusznie, bo akurat tu nie ma miejsca na niespodzianki. Import to nie hazard, tylko chłodna kalkulacja, w której ostateczną cenę "pod dom" da się poznać co do złotówki, zanim w ogóle podniesie się rękę na aukcji.