W Polsce mamy około sześć tys. punktów szybkiego ładowania prądem stałym. Jak szacuje firma Powerdot, około 10 proc. z nich zostało dotkniętych problemem kradzieży kabli. Cena nowego kabla CCS zaczyna się od około 15 tys. zł, podczas gdy sprawca może uzyskać za niego w skupie zaledwie kilkaset złotych.
Niedawno Sąd Rejonowy w Głogowie skazał sprawcę kradzieży dwóch kabli ładujących ze stacji ładowania należącej do sieci Powerdot na karę ośmiu miesięcy ograniczenia wolności z obowiązkiem wykonywania nieodpłatnej pracy na cele społeczne, łącznie przez 240 godzin. Dodatkowo orzeczono obowiązek naprawienia szkody poprzez zwrot pełnej wartości skradzionego mienia na rzecz operatora.
DLA CIEBIEJedna noc. Jedno auto. Jeden prowadzący. Miasto po godzinach. After HOURS by Cupra
Według Powerdot w jednym z postępowań dotyczących kradzieży kabli sąd wymierzył karę roku pozbawienia wolności, ostatecznie zamienioną na dozór elektroniczny. Kolejne trzy sprawy mają trafić przed sąd we wrześniu. Jednak rekordziści z woj. łódzkiego ukradli kable o łącznej wartości 450 tys. zł!
Po pierwszych incydentach sieć Powerdot zaczęła utrzymywać stały zapas kabli. Do tego stacje wyposażone są osłony, systemy alarmowe, monitoring, a w niektórych sytuacjach nawet nadajnik GPS.
Spać spokojnie nie powinni również właściciele skupów złomu, którzy nabywają od złodziei kradzione kable. Nie mogą liczyć na duży zarobek, za to ponoszą ryzyko bardzo wysokich kar – w Polsce za paserstwo grozi nawet do 5 lat bezwzględnego więzienia. Każdorazowa weryfikacja pochodzenia metali sprzedawanych w takich punktach to obowiązek ich właścicieli.