Takich okazji się jednak nie marnuje. Nie jeśli mówimy o Ferrari, które będzie wyprodukowane w zaledwie 799 sztukach. Osoby, którym udało się wyłożyć co najmniej 903 tys. euro na jedną z nich (z taką ceną startował on w polskich salonach marki), mogą siebie nazywać szczęśliwcami – chętnych do zasilenia włoskiej firmy taką kwotą było o wiele, wiele więcej.
Dlaczego zależało im tak akurat na tym modelu? Ferrari SF90 XX Stradale to rozwinięcie SF90 Stradale, flagowego modelu marki z napędem o mocy okrągłych 1000 KM. Co jednak jeszcze ważniejsze to zawarty w nazwie skrót XX, który wskazuje na przynależność tej konstrukcji do linii najbardziej ekstremalnych modeli Ferrari, w której przez ostatnie blisko 20 lat do tej pory pojawiły się tylko trzy pozycje: FXX, 599XX i FXX-K.
SF90 XX Stradale trochę zmienia ich koncepcję, ponieważ powstaje w stosunkowo większej liczbie i jako pierwszy jest dopuszczony do ruchu drogowego. Obecni podczas mojego testu twórcy tego modelu zapewniali mnie, że homologację drogową udało się uzyskać bez wpływu na osiągi. A te są astronomiczne: model ten do 100 km/h przyspiesza w 2,3 sekundy, a do 200 km/h w 6,3 sekundy. Prędkość modelu spadła co prawda do 318 km/h, ale to ze względu na gigantyczny docisk aerodynamiczny, który generuje to ekstremalne nadwozie – przy 250 km/h wynosi on aż 530 kg.
Co ciekawe, te wszystkie liczby nie byłyby możliwe bez wsparcia… silników elektrycznych. Najszybsze Ferrari w historii to hybryda plug-in, która potrafi pokonać bez spalenia kropli benzyny nawet około 25 kilometrów. Na jaki efekt się to wszystko składa? Porad włączyć silnik …i bezszelestnie udać się na legendarny tor Fiorano.