Gaśnica należy do obowiązkowego wyposażenia w samochodzie, ale poza wymogiem prawnym, jej obecność to kwestia rozsądku i bezpieczeństwa. W przypadku zagrożenia pożarem, jak np. zapalenie się instalacji elektrycznej, możliwość szybkiego sięgnięcia po nią może uratować sytuację. Wbrew pozorom nawet niewielka, kilogramowa gaśnica potrafi poradzić sobie z początkowym pożarem.
Dalsza część artykułu pod materiałem wideo
Kia EV4 i garść nowości. Najdziwniejszy sedan na rynku?
Dlatego umiejscowienie gaśnicy jest równie ważne, jak jej posiadanie. Raczej nie pomoże, jeśli będzie schowana na dnie bagażnika. Nowsze samochody często są wyposażone w specjalne schowki lub uchwyty na ten element wyposażenia, jednak problem pojawia się, gdy kierowca nie wie, gdzie jest przechowywana. Szczególnie dotyczy to sytuacji, gdy auto jest pożyczone – od partnera, rodzica czy innego bliskiego.
Na pytanie o gaśnicę lepiej znać odpowiedź
Podczas kontroli drogowej funkcjonariusze policji mogą poprosić o wskazanie gaśnicy. Deklaracja, że „gdzieś jest”, nie wystarczy. Jest jeszcze jedna ważna kwestia.
– Jeśli gaśnica nie jest zabezpieczona (zamocowana do pojazdu), to może stwarzać zagrożenie dla pasażerów, np. podczas kolizji – mówi Joanna Biel-Radwańska z wydziału ruchu drogowego małopolskiej policji. – W takim przypadku kierujący może dostać do 200 zł mandatu za używanie pojazdu w sposób zagrażający bezpieczeństwu osoby znajdującej się w pojeździe lub poza nim.
Mandat za brak gaśnicy lub nieznajomość miejsca jej przechowywania nie jest jednoznacznie określony w taryfikatorze. Wykroczenie to podchodzi pod art. 97 kodeksu wykroczeń, czyli podchodzi pod "inne wykroczenia". Wysokość kary jest więc zależna od policjanta i choć w praktyce mandat nie będzie przesadnie wysoki, górna granica wynosi aż 3 tys. zł.