Państwo nieskutecznie walczy z nietrzeźwymi kierowcami. Miażdżący raport NIK‑u

W 2019 r. policja przeprowadziła 16,8 mln kontroli trzeźwości. W 2020 r. ze względu na koronawirusa ich liczba spadła do 6,7 mln.
W 2019 r. policja przeprowadziła 16,8 mln kontroli trzeźwości. W 2020 r. ze względu na koronawirusa ich liczba spadła do 6,7 mln.
Źródło zdjęć: © Policja
Tomasz Budzik

12.10.2021 13:15, aktual.: 14.03.2023 14:46

Zalogowani mogą więcej

Możesz zapisać ten artykuł na później. Znajdziesz go potem na swoim koncie użytkownika

Najwyższa Izba Kontroli opublikowała krytyczny raport dotyczący walki z kierowcami jeżdżącymi pod wpływem alkoholu oraz substancji odurzającej. Najmocniej dostało się ministrowi infrastruktury i policji.

Problem wciąż duży

Polskie drogi należą do jednych z najbardziej niebezpiecznych w Unii Europejskiej, a częścią winy za taki stan rzeczy należy obarczyć tych, którzy wsiadają za kierownicę pod wpływem alkoholu bądź środków odurzających. Zdaniem NIK-u państwo nieudolnie walczy z tym problemem. Od lat utrzymuje się on na podobnym poziomie, a ostatnio nawet się nasila. W 2020 r. nietrzeźwi i odurzeni kierujący spowodowali wypadki, w których zginęło 10,7 proc. spośród wszystkich śmiertelnych ofiar wypadków drogowych w Polsce. Podobny poziom zagrożenia ze strony nietrzeźwych kierujących występował w 2015 r. Pomiędzy tymi latami było nieco lepiej, a wynik plasował się pomiędzy 8,6 proc. a 9,7 proc.

Od 2017 r. rośnie też udział nietrzeźwych kierujących w gronie tych zmotoryzowanych, którzy poddawani są policyjnemu badaniu trzeźwości. W 2017 r. nietrzeźwa była co 170 osoba. W 2020 r. jeden kierujący na 70 osób sprawdzonych alkomatem miał alkohol w wydychanym powietrzu.

Jak wskazuje NIK, państwo jest nieskuteczne w walce z kierowcami jeżdżącymi pod wpływem alkoholu i środków odurzających. "W latach 2017-2020 za prowadzenie pojazdu w stanie nietrzeźwości lub pod wpływem środka odurzającego skazano w pierwszej instancji prawie 26 tys. osób, które były wcześniej prawomocnie skazane za prowadzenie pojazdu pod wpływem tych substancji”, czytamy w raporcie. Bezsilność władz ma swoje źródło w zaniechaniach na kilku płaszczyznach.

Ministerstwo problemu nie widzi

Wiele krytycznych uwag poświęcono w raporcie ministrowi infrastruktury. NIK wskazuje, że choć dane o problemie były ogólnodostępne, Andrzej Adamczyk nie przedstawił diagnozy jego przyczyn ani nie zaproponował działań zaradczych. Dla kontrolerów izby było to tym bardziej zastanawiające, że minister infrastrukutry jest jednocześnie przewodniczącym Krajowej Rady Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego. "Minister nie określił żadnych działań w celu odwrócenia tego trendu", stwierdził NIK.

Oczywiste jest, że policja nie może sprawdzać każdego przejeżdżającego auta. Dlatego w tej kwestii tak ważne jest zapobieganie i budowanie świadomości kierowców oraz podróżnych. Tymczasem "(...) minister nie inicjował działań informacyjno-edukacyjnych ani programów profilaktycznych związanych z tematyką alkoholową, mimo że wynikały z Narodowego Programu Zdrowia oraz z ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi. Nie motywował KRBRD do propagowania zachowania trzeźwości wśród prowadzących pojazdy", krytykuje NIK.

Według kontrolerów NIK-u minister infrastruktury nie zareagował również właściwie, gdy stowarzyszenia pracodawców zwróciły się do niego o prawne umożliwienie przeprowadzania kontroli trzeźwości pracowników. Jak informuje izba, minister co prawda stwierdził, że jest zwolennikiem takiego rozwiązania, ale nie przekazał tej prośby do resortu pracy, by ten umieścił odpowiednie zapisy w Kodeksie pracy.

Walka przegrana na każdym froncie

Nie tylko resort infrastruktury, jest - zdaniem NIK-u - winien zaniedbań i błędów. Według raportu "(...) sądy przesyłały do starostw informacje o wyroku dotyczącym zakazu prowadzenia pojazdu ze znaczną zwłoką. W wypadku zakazu prowadzenia pojazdów na krótki okres taka zwłoka uniemożliwiała starostom wydanie decyzji o cofnięciu uprawnień kierującemu”. Nic więc dziwnego w tym, że przeciwdziałanie prowadzeniu po alkoholu przypomina w Polsce walkę z wiatrakami.

Samorządy też nie były bez winy. Starostwa niejednokrotnie zwlekały z wydawaniem decyzji o zatrzymaniu prawa jazdy. Nierzetelnie wydawano decyzje o skierowaniu na badania lekarskie, psychologiczne czy kurs reedukacyjny. Rekord zwłoki w kontrolowanych jednostkach wyniósł 434 dni. Słaba jest również kontrola marszałków nad pracowniami psychologicznymi. Aż jedna trzecia z nich nie była sprawdzana mimo działalności w dziedzinie psychologii transportu. Gdy już doszło do kontroli, nieprawidłowości w wydawaniu orzeczeń stwierdzono u 42 proc. pracujących w tym charakterze lekarzy.

Dostało się także policji. Zdaniem NIK-u "policjanci kontrolujący ruch drogowy nie byli dostatecznie przeszkoleni w zakresie dokonywania oceny, czy kierujący znajduje się pod wpływem innych substancji działających podobnie do alkoholu – ponieważ system szkolenia funkcjonariuszy był niedoskonały i niewydolny, a Komendant Główny Policji ustalał zbyt niską liczbę miejsc na szkolenia. W programie szkolenia zawodowego podstawowego jedynie 3 godziny lekcyjne na 809 poświęcano na metodykę badań osób odurzonych. W programie kursu specjalistycznego wyłącznie dla policjantów drogówki tematykę tę realizowano na 3 z 272 godzin lekcyjnych, przy czym w skontrolowanych komendach 40 proc. funkcjonariuszy drogówki nie ukończyło tego kursu".

W kontrolowanych jednostkach policjanci "drogówki" wykonywali tysiąc razy mniej testów na obecność w ślinie śladów substancji odurzających niż kontroli trzeźwości. To sprawia, że skala problemu używania przez kierujących narkotyków czy podobnych środków pozostaje nieznana. Problemem jest też sprzęt. "Nie zapewniono koniecznej okresowej kalibracji i wzorcowania czujników zawartości alkoholu, co skutkowało brakiem możliwości rzetelnej interpretacji wyniku. W efekcie w połowie tych komend dopuszczono do utraty gwarancji urządzeń pomiarowych".

Zaostrzanie prawa niewiele da

Ministerstwo Sprawiedliwości zapowiedziało rychłą zmianę przepisów dotyczących nietrzeźwych kierowców. Projekt przewiduje odbieranie samochodów sprawcom przestępstw na tym tle. Najwyższa Izba Kontroli wskazuje na problem.

"Z analiz przeprowadzonych przez NIK wynika, że ustanowienie obowiązku orzekania przez sądy kar finansowych oraz określenie od 2015 r. ich minimalnej, znacznie podwyższonej wysokości za przestępstwo polegające na prowadzeniu pojazdu w stanie nietrzeźwości lub pod wpływem środka odurzającego nie jest skutecznym narzędziem służącym ograniczeniu liczby osób prowadzących pojazdy w takim stanie".

Argument ekonomiczny też może nie odegrać tak dużej roli, jak chciałby resort sprawiedliwości. "Kontrole NIK wykazały niską ściągalność należności Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej. Wysokość niewpłaconych kwot na jego rzecz przekroczyła w 2019 r. 240 mln zł (tj. ponad 77 proc. kwot orzeczonych przez sądy nawiązek i świadczeń pieniężnych). Wśród przyczyn tego stanu zidentyfikowano brak sankcji za uchylanie się od zapłaty zasądzonych kwot oraz bezskuteczną egzekucję komorniczą".

Poszczególne struktury państwa nie współpracują ze sobą i nie wykonują w pełni swoich działań. Policja ma za mało sprzętu i środków na szkolenia, by przygotować funkcjonariuszy do walki z kierowcami jeżdżącymi pod wpływem alkoholu czy narkotyków. Dopracowania wymagają również przepisy, ale nie może się ono opierać wyłącznie na ciągłym zaostrzaniu sankcji. W Polsce sytuacja daleka jest od ideału. W efekcie walka z nietrzeźwymi kierowcami od lat jest nieskuteczna.

Źródło artykułu:WP Autokult
Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (8)