Opozycja oraz przedstawiciele branży transportowej naciskają na władze, by wprowadziły rozwiązania ograniczające skutki gwałtownego wzrostu cen. W mediach społecznościowych coraz więcej osób deklaruje udział w proteście pod hasłem "Nie tankuj", którego celem jest czasowe powstrzymanie się od zakupów paliwa na stacjach.
Politycy Partii Centrum (KESK) podnoszą, że przy obecnych stawkach przeciętnym pracownikom coraz trudniej finansować dojazdy samochodem do pracy. W związku z tym domagają się zwołania nadzwyczajnego posiedzenia rządu premiera Petteriego Orpo, które miałoby dotyczyć możliwych działań osłonowych.
DLA CIEBIEJedna noc. Jedno auto. Jeden prowadzący. Miasto po godzinach. After HOURS by Cupra
Minister finansów Riikki Purra wskazuje, że wysoki koszt paliw wynika z drożejącej na rynkach ropy. Jako przyczyny wymienia przedłużający się konflikt zbrojny na Bliskim Wschodzie oraz zamknięcie rynku rosyjskiego.
Szefowa resortu finansów przekonywała w parlamencie w ubiegłym tygodniu, że obniżenie podatków i opłat, które istotnie składają się na końcową cenę dla kierowców, nie jest teraz realne. Tłumaczyła to problemami fińskich finansów publicznych oraz faktem, że w tym roku Komisja Europejska objęła Finlandię procedurą nadmiernego deficytu. Kilka miesięcy temu oceniała też, że nawet ewentualna interwencja rządu nie przyniosłaby odczuwalnej ulgi.
W dyskusji powraca argument, że ostateczną cenę paliwa w większym stopniu niż sama geopolityka kształtuje poziom opodatkowania. Przy spadających notowaniach ropy wysokie, stałe elementy podatkowe sprawiają, że rachunki płacone przez gospodarstwa domowe i firmy nie maleją proporcjonalnie.
Zwraca się także uwagę na sytuację w Szwecji, gdzie dzięki działaniom rządu – w tym obniżkom podatków i opłat paliwowych – różnice cen przy granicy szwedzko-fińskiej w 2026 r. sięgały nawet 60–80 centów na litrze.