Iveco Daily 35S15 V/P - tydzień z Superbohaterem [test autokult.pl]

Ten artykuł ma 3 strony:

Iveco Daily 35S15 V/P — test

Prawdziwy superbohater powinien zawsze potrafić poradzić sobie z wyzwaniami niemożliwymi do zrealizowania dla innych. Jak zatem z wyzwaniami naszego testu poradziło sobie Iveco Daily przybrane w niecodzienne szaty Supermana?

Jedno trzeba przyznać – czegoś takiego jeszcze nie testowaliśmy! Daily 35S15 V/P to zdecydowanie największe z aut testowych. To jedna z największych odmian tego modelu, z przestrzenią bagażową 15,6 m³ i o długości przekraczającej 7 metrów. Możliwości konfiguracji jest naprawdę mnóstwo (producent podaje, że aż 7000)  i każdy znajdzie odpowiednią dla siebie długość auta, wysokość, liczbę kół tylnej osi, czy wyposażenie itp. Ważne jednak, że tą wersją, z masą całkowitą do 3,5 tony, można jeździć z prawem jazdy kategorii B.

Ze względu na wymiary, pierwsze metry pokonałem z pewną rezerwą, która dość szybko zmieniła się w poczucie dobrego kontaktu z samochodem. Wszystko dlatego, że po zajęciu miejsca za kierownicą ma się wrażenie prowadzenia naprawdę wielkiego auta, ale mimo wszystko łatwego w prowadzeniu. Wszystko inne na drodze to prawdziwe pchełki, które Iveco nie dorównują ani długością, ani szerokością, ani wysokością.

Szybko okazuje się, że Daily jest bardzo zwrotne. Producent reklamuje ten model jako najzwrotniejszy w swojej klasie i nie dziwię się dlaczego. Nie mając do czynienia wcześniej z podobnym pojazdem bez problemu manewrowałem w ciasnych, wielkomiejskich uliczkach. Za każdym razem wywołuje to drobny uśmiech na twarzy, że takiego kolosa znów udało się zmieścić w ograniczonej przestrzeni drogowej.

W precyzyjnej jeździe w ciasnych miejscach bardzo pomagają słusznych rozmiarów lusterka boczne. Zbudowane są z dwóch części, z których górna służy do tradycyjnej obserwacji, a dolna świetnie monitoruje sytuację na obrzeżach nadwozia. Dzięki temu nie skręcamy po krawężnikach i wiemy, czy na pewno miniemy inny pojazd bez zahaczenia. Bardzo podobała mi się funkcja połączenia elektrycznego sterowania obu części, co sprawia że ustawia się tylko lusterko górne, a dolne dopasowuje się automatycznie. Tak wielkie powierzchnie mają jednak swoją wadę. Niczym wielkomiejskie autobusy, Iveco musi uważać, aby lusterkiem nie zawadzić pieszego, stojącego przy krawędzi jezdni.

W manewrowaniu na pochyłościach bardzo pomaga automatyczny hamulec postojowy, który zapobiega staczaniu. Dzięki temu nawet wymagające i jakże ciasne w sezonie górskie parkingi nie są dla tego Supermana straszne. Jeśli dodam do tego czujniki parkowania, to widać że Iveco może być naprawdę dobrym wyborem dla dostawców manewrujących często w ograniczonych przestrzeniach.

Zobacz również: Wideotest Maserati Ghibli

A jak z przestrzenią wewnątrz? Zawsze jest jej pod dostatkiem. Część ładunkowa jest tak ogromna, że trudno znaleźć mi dobry przykład czegoś, co by się tam nie zmieściło. Mi udało się przewieźć największą narożną kanapę, jaką widziałem. Nie zajęła nawet połowy długości przestrzeni bagażowej. Dostęp również jest bez zarzutu. Tylne drzwi otwierają się o 180 stopni, ale w opcji można dokupić otwierane o 270. Pomocne są także boczne drzwi przesuwane, dzięki którym możliwy jest szybki dostęp i wyładunek. W testowym egzemplarzu boczne drzwi miały jednak tendencję do zacinania się w skrajnych położeniach – konieczne było używanie znacznej siły. Może to kwestia okresowego smarowania, bo w nowych samochodach problem nie występuje.

Spokojny, że wszystko się zmieści, mogłem zająć miejsce w kabinie. Ta wydaje się tradycyjnie dla aut dostawczych plastikowa, ale jest solidnie zmontowana. Podoba się także design – jest nowocześnie i co najważniejsze wszystko na swoim miejscu. Nawet w dłuższej jeździe nic nie irytuje w obsłudze, a to ważne, bo w takich samochodach spędza się zazwyczaj sporo czasu.

W kabinie można mieć zastrzeżenia w kwestii fotela. Po pewnym przebiegu problem na szczęście znika, jednak w nowym aucie fotele wydają się zbyt twarde i przez to niewygodne. Z czasem gąbka się układa i dłuższe trasy pokonywać można z mniejszym zmęczeniem. No i ten zagłówek – twarde plastikowe zagłówki to niestety czasy Fiata Uno i aut podobnego pokroju. Oprzeć o to głowy nie można, a jak ktoś się nawet uprze, to wygodnie mu nie będzie. Mam również wątpliwość, co do możliwości ustawienia fotela kierowcy. Jeśli ktoś jest słusznego wzrostu, powinien przed zakupem sprawdzić, czy na najniższym położeniu fotela nie będzie siedziało mu się za wysoko i czy będzie dobrze widział drogę. Zakres regulacji jest moim zdaniem zbyt mały.

A jak się tym jeździ? Wbrew pozorom nieźle. Głównie pod względem silnikowym. Trzeba przyznać, że najnowsza jednostka 2,3 Multijet II o mocy 146 KM w połączeniu z sześciobiegową manualną skrzynią świetnie radzi sobie z takim autem. Podoba mi się, że nie celowano w maksymalne wartości momentu obrotowego i mocy, ale postawiono na ich krzywe przebiegu. To sprawia, że w szerokim zakresie Iveco ładnie „idzie z płuca”, zawstydzając wiele aut osobowych. W trasie, przy niezaładowanym aucie do prędkości ok. 130 km/h jest naprawdę nieźle i wyprzedzanie nie stanowi żadnego problemu.

Jednak nie ma sensu jechać tak szybko. Najprzyjemniej podróżuje się do 90–100 km/h. Wtedy jest naprawdę cicho jak na auto dostawcze, a zużycie paliwa niewielkie. Z łatwością można zejść do 7,5 litra/100km. Mój rekord z odcinka 30km to średnie spalanie na poziomie 5,1 l/100km! To naprawdę świetne wyniki jak na tak duże, mało aerodynamiczne i ciężkie auto. W miejskich korkach zużycie wzrasta do niecałych 10 litrów. Ten silnik to dobry wybór, bo zapewnia moc prawie porównywalną z najsłabszą wersją większego 3,0, a dodatkowo jest jeszcze ekonomiczny.

Żwawy silnik pozwala jechać bez kompleksów. Pozwalają na to również skuteczne hamulce. Podoba mi się, że nowoczesne auto dostawcze potrafi hamować praktycznie jak osobowe. Podobnie z pewnością jazdy po zakrętach. Gdy człowiek przełamie wewnętrzny strach związany z wysokim punktem siedzenia, to okazuje się, że przed zakrętami nie trzeba mocno zwalniać. Wszystkie górskie serpentyny Iveco pokonał szybko i sprawnie. W jeździe niezaładowanym samochodem przeszkadza jedynie podskakiwanie na wybojach. Jeśli trasa jest pełna nierówności, to lepiej nie jechać szybciej niż 90 km/h – powyżej tej prędkości kierowca nie ma pełnego panowania nad podskakującym samochodem.

Niestety specyfika takich aut jest jasna, a wraz z nimi są pewne wady. Dlatego na wybojach słyszymy nieustanne stuki z przestrzeni ładunkowej i wnętrza (poza deską rozdzielczą, która ani piśnie). Jazda po częstych u nas wybojach powoduje wiele wstrząsów wewnątrz i hałas zagłuszający np. radio i powodujący zmęczenie. Dlatego zmęczenie długą trasą jest nieporównywalnie większe niż w aucie osobowym. Przy dłuższej trasie są chwile, że ma się zdecydowanie dosyć jazdy.

Co jeszcze denerwuje? Na pewno głuche stuki podczas przełączania biegu z pierwszego na drugi oraz niezrozumiałe działanie komputera pokładowego, wyliczającego zasięg z niewielkiej liczby uprzednio przejechanych kilometrów. Sprawia to, że wartość zasięgu zmienia się diametralnie i skacze np. z 300 do 150 km. Przy małej ilości paliwa wynosi po prostu 60 km i absolutnie się nie zmienia. A przecież wtedy najbardziej jest to kierowcy potrzebne.

Podobać się może w Iveco wrażenie ogólnej prostoty. Przez to Iveco Daily wygląda na trwałe i odporne na trudy codziennej pracy. Podobać się może również jego wygląd oraz nowoczesne rozwiązania techniczne, takie jak system doświetlania zakrętów, czy pneumatyczne podnoszenie i opuszczanie tyłu nadwozia oraz fabryczna, dedykowana nawigacja Tomtom. Świetnie, że takie rozwiązania trafiają do aut dostawczych. Cieszy prostota prowadzenia – z samochodem nie trzeba się siłować, wszystko chodzi lekko i przyjemnie, co ma znaczenie w wielogodzinnej pracy.

Co w Iveco z Superbohatera? Przede wszystkim to, że przewiezie wszystko i wszędzie. To taki świetny codzienny pomocnik, który mimo kilku wad naprawdę sprawdza się w swojej roli i trudno go nie polubić. Przyznam, że niewiele aut wzbudzało większą sensację niż tak oklejone Daily, a mi trochę będzie brakować dziecięcych uśmiechów z okrzykami: „Tata, patrz! Superman przyjechał!”

+Dynamiczny i oszczędny silnik
+Rewelacyjna zwrotność
+Skuteczne hamulce
+Możliwości transportowe
-Stuki na nierównościach i przy zmianie biegów
-Ograniczony komfort jazdy

Ogólna ocena samochodu: 7/10

[h3][url=https://autokult.pl/c/3,testy-samochodow,22,chevrolet]

Kontynuuj czytanie na kolejnych stronach:

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Testy samochodów:

BMW 750d xDrive M-Sport kontra Audi A8 4.2 TDI quattro - test BMW M4 Cabrio - test Nowy Opel Astra OPC GTC (2014) - test Renault Captur 1,5 dCi 90 Intens Energy - test Volkswagen California Beach 2.0 TDI BiTurbo DSG - test Audi A3 Cabriolet 1,8 TFSI S-Tronic Ambition - test Toyota Aygo X-Cite - test BMW Z4 E89 sDrive35is M-Sport - test Nowe Audi A6 3,0 TDI BiTurbo i 3,0 TFSI - pierwsza jazda Nowe MINI Cooper S - test Mercedes-Benz Klasy E 350 BlueTec AMG 9G-Tronic (W212) - test Renault Master 165 dCi L3H2 - test Nowe Audi A7 3.0 TDI BiTurbo - pierwsza jazda Audi S1 Sportback - test Volkswagen Golf Sportsvan 1,4 TSI Highline - test Citröen C4 Aircross 1.8 eHDI 150 4x4 - test Mazda 3 Sedan 2,0 SKYACTIV-G AT skyPASSION – test Nowa Škoda Fabia (2015) 1,2 TSI 90 KM - pierwsza jazda Porsche Macan S - test Renault Clio Grandtour GT 120 EDC - test Škoda Octavia 1,2 TSI DSG Ambition - test wideo Opel Astra Sedan 1,6 CDTi vs. Renault Fluence 1,6 dCi vs. Škoda Octavia 1,2 TSI vs. Toyota Corolla 1,6 Valvematic - test Nowy Opel Corsa 1,0 Turbo & 1,4 Turbo - pierwsza jazda Nowy Peugeot 508 SW 2,0 HDI A6 (AM3) Active - pierwsza jazda

Popularne w tym tygodniu:

Skoda Karoq 1.0 TSI Ambition. Spokojnie do celu Mateusz kontra Mateusz: mierzymy Volvo XC90 z Land Roverem Discovery Co ma do zaoferowania Kia Sorento w czasach Skody Kodiaq i Peugeota 5008? Wracamy za kierownicę starszego rywala Co zmienił lifting? Test odświeżonego Peugeota 308 GT Amator w rajdowej szkole jazdy. Na szczęście bandy na torze były ze śniegu Atleta w garniturze: polski test Maserati Quattroporte GranLusso