Sprawdź VIN samochodu przed zakupem. Nowe narzędzie AutoCentrum.pl
Bez napędu 4x4, za to z kilkoma innymi atutami

Bez napędu 4x4, za to z kilkoma innymi atutami (fot. Mateusz Lubczański)

Opel Grandland X: nie zaskakuje, ale oferuje wystarczająco dużo

Opel Grandland X jest drugim, po chłodno przyjętym przeze mnie Crosslandzie X, dzieckiem grupy PSA oraz Opla. To właśnie on pokazuje, dlaczego kupno niemieckiej marki przez Francuzów miało sens. Pozostaje jednak pytanie – czy Opel stał się po prostu Peugeotem ze zmienionym znaczkiem, czy może ma choć szczyptę indywidualizmu?

Ten artykuł ma 2 strony:

Opel Grandland X 1.6 CDTi — test, opinia

Francuska Grupa PSA dwoi się i troi by wspiąć się na szczyt i zgarnąć tytuł największego producenta samochodów na świecie. By tego dokonać, trzeba być obecnym na wszystkich możliwych rynkach. Stąd też decyzja o kupnie Opla. To on lepiej "trzyma się" na północy i wschodzie Europy, gdzie francuskie auta są na gorszej pozycji. Ot, zerknijmy na polską sprzedaż wśród klientów indywidualnych na początku 2018 roku. Trzecie miejsce okupuje Astra, siódme z kolei antyczna już Corsa. W pierwszej piętnastce aut francuskich brak.

Niemiecki z zewnątrz

Opel postawił na statyczny wygląd Grandlanda X, który pojawia się w segmencie kompaktowych SUV-ów dopiero 10 lat po jego zainicjowaniu przez dziwnie nazwanego Nissana. Wykorzystując leciutkie podwozie Peugeota 3008, Opel przejmuje jego długość i rozstaw osi, jednak w pragmatyczny sposób podchodzi do stylistyki. Charakterystyczne lampy przednie, grill, nawet linia boczna z podciętym słupkiem C nawiązują do mniejszej i popularnej Astry.

Wystarczy otworzyć maskę, a przy reflektorach powitają nas naklejki GM

Grandland X ma jednak ostatni hit sezonu, czyli odcinający się barwą dach. Przesadą jest jednak plastikowy zderzak z tyłu podkreślony jeszcze imitacją końcówek wydechu. No cóż. Opel trafić ma więc do statecznych klientów, których nie przekonuje fantazyjna ekspresja francuskich stylistów pracujących nad 3008. Efekt finalny nie jest porywający, lecz jak pokazują wyniki sprzedaży, wyróżniający się design nie zawsze jest strzałem w dziesiątkę.

Po części i wewnątrz też

Zwłaszcza, jeśli mówimy o kabinie. Niemiecki odpowiednik 3008 ma wyjątkowo spokojną i tradycyjną linię wnętrza. Na pochwałę zasługują szerokie możliwości regulacji fotela i kierownicy. Jak zwykle w przypadku Opli, warto dopłacić za fotele AGR, które są niezwykle wygodne podczas długich podróży. Choć linie, elementy (np. kierownica) i systemy bezpieczeństwa (łączność OnStar) przejęto z innych modeli producenta z Russelheim, tak system multimedialny (i przycisku uruchamiania silnika czy kształt drążka zmiany biegów) został przeniesiony z aut francuskich.

W tym wypadku plusem pozostaje uratowanie klimatyzacji i jej tradycyjnych przycisków. Pozostają też multimedia — w PSA doskonale zdaję sobie sprawę, że rozwijanie dwóch systemów jest nieopłacalne i bezsensowne, lecz rozwiązanie z Insignii czy Astry było znacznie logiczniej rozplanowane i prostsze w obsłudze. Tutaj mamy działający z roku na rok coraz lepiej system, który wymaga chwili przyzwyczajenia (i mocnego, dającego poznać zirytowanie, stukania w ekran). Przynajmniej jest ładny.

Zobacz również: Ford Edge 2.0 TDCI Biturbo Sport (2016) - test

Opel zdecydowanie zasługuje na wysokie noty w kwestii wygody kierowcy, lecz z tyłu przestrzeni na szerokość jest jakby mniej. Dyskusyjna jest też wysoko umieszczona i ograniczająca widok do tyłu szyba. Auto sprawdzi się dobrze w roli transportu dla rodziny 2+2. Ciekawostką jest mocowanie isofix w przednim fotelu pasażera. Nieźle prezentuje się też dwupoziomowy bagażnik mający 514 l, płaską podłogę oraz zdecydowanie (za) wysoki próg załadunku, co wymaga siłowania się z zakupami.

Grandland X oparty jest na podwoziu Peugeota, co oznacza całkowity brak napędu na cztery koła – nawet dołączanego. Punktuje za to niską wagą, niższą nawet niż w przypadku mniejszej Mokki, przez co 120-konny silnik Diesla można uznać za całkowicie wystarczający. Nie dajcie się zmylić oznaczeniu CDTI, to jednostka z francuskiej rodziny BlueHDi, wywodząca się chociażby z Peugeota 308. Ostatnio w gamie zawitał wariant 177-konny, lecz trudno mi sobie wyobrazić, kiedy naprawdę potrzebowałbym tyle mocy w Grandlandzie X.

Więcej mocy… ale po co?

Oczywiście, sprint do setki zajmuje ponad 11 s, ale to w zupełności wystarczy do codziennej jazdy. Tym bardziej, że silnik oferuje aż 300 Nm od 1750 obr./min. W przypadku skrzyni manualnej (automat wymaga dopłaty 6 tys. zł) trzeba przyzwyczaić się do charakterystycznej pracy układu napędowego. Poniżej wartości 1750 obr./min można wyczuć braki w mocy, co w połączeniu z długim skokiem sprzęgła (drążek zmiany biegów już pominę) ruszanie wymaga nieco wprawy. Grandland X odwdzięcza się za to niskim spalaniem – zużyje około 6 l oleju napędowego na 100 km na drodze krajowej.

Choć płyta podłogowa przejęta jest z Peugota, Opel Grandland X prowadzi się zdecydowanie pewniej od swojego francuskiego brata. Można zauważyć o wiele większą stabilność auta podczas jazdy w trasie (wszak zawita ono przecież na niemieckich autobahnach), przy pokonywaniu zakrętu da się również wyczuć zwartość konstrukcji. Z jednej strony rezygnacja z adaptacyjnego zawieszenia (FlexRide to niemiecki pomysł) nie prezentuje się świetnie na tle konkurencji, z drugiej przygotowanie jednego, sprawdzonego ustawienia wyszło Grandlandowi X na dobre. Braki napędu 4×4 ma redukować opcjonalny system Intelligrip, który dostosowuje ustawienia elektroniki do podłoża. Może przyda się to zimą w dojeździe na działkę, lecz nie ma co oczekiwać w tej materii cudów godnych chociażby najtańszego, dołączanego 4×4.

Jeśli nie chcesz Peugeota

Mamy więc przed sobą francuską receptę i technologię przystosowaną do rynków, gdzie Opel dalej jest silny nie tylko na drogach, ale też w świadomości klientów. Na pewno dodatkowe punkty zyskuje dzięki cenie – odmiana wysokoprężna kosztuje minimum 105 900 zł (i jeszcze rabat w wysokości 3 tys. zł otrzymujemy od razu). Peugeot 3008 z silnikiem 1,5 130 KM (który też niedługo będzie dostępny w Oplu) to koszt 114 400 zł. W żadnym przypadku Grandland X nie jest rewolucyjny, lecz jak pokazuje historia, klienci nie zawsze oczekują gwałtownych zmian. Największe auto z rodziny X było długo wyczekiwane przez Opla i może mu w najbliższym czasie uratować skórę.

Ogólna ocena7z 10

Plusy:

  • Oszczędna jednostka napędowa
  • Całkiem niezłe wykonanie wnętrza
  • Spokojny, niemal anonimowy wygląd nadwozia…

Minusy:

  • …który dla niektórych może być minusem
  • Brak (nawet opcjonalnego) 4×4
  • Ilość miejsca z tyłu nie zachwyca

Kontynuuj czytanie na kolejnych stronach:

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Testy samochodów:

Mazda 3 Skyactiv-X: jest jak auto koncepcyjne, ale już jeździ po polskich drogach Downsizing à la Ferrari: jak Maranello pogodziło się z turbo… 30 lat temu Volkswagen Caravelle 2.0 TDI Comfortline (150 KM) - test, opinia, spalanie, cena Porsche 911 targa 4S - test Nissan GT-R 10 lat po debiucie. Czy dalej robi wrażenie? Sprawdzamy na Torze Łódź Jeździłem nową Toyotą Suprą. Spełnia wszystkie oczekiwania, ale prawdziwy potencjał odkryją tunerzy Mini Clubman John Cooper Works – ekstremalnie mocny i do bólu brytyjski Opel Zafira Tourer Cosmo 1.4 EcoFlex - dwie twarze [test autokult.pl] Mini Clubman Cooper S All4 – mini dla dorosłych Test Peugeot 208 GTi – 208 KM w deskorolce Nowy Opel Insignia Grand Sport 2.0 CDTi: mógł być idealny Ile nowości znajdziemy w odświeżonym Oplu Zafirze?

Popularne w tym tygodniu:

Test VW Passata Variant R-Line Edition: klasyczny przykład przerostu formy nad treścią Test Audi A6 Allroad 50 TDI: wszechstronne auto z irytującą skazą Test Jeepa Grand Cherokee 5.9: w 1998 roku najszybszy SUV świata, dziś koi umysł i poprawia koncentrację Test Audi A5 Sportback 40 TDI: face lifting to nie zawsze postęp Pierwsza jazda nową Škodą Octavią: przeszła ewolucję, którą trudno zignorować Test Audi SQ8: tak nafaszerowane techniką, że samo auto staje się tylko nośnikiem Test BMW X4 M40d: tradycja się nie liczy Test Volvo V60 Polestar Engineered: duch szybkich kombi nie zaginął Test Mini Coopera SE: realna alternatywa dla wersji spalinowej Škoda Scala: czeska rewolucja ma swoją cenę