fot. Mariusz Zmysłowski © 2016

Mini Cooper S Cabrio - ile wyrzeczeń wymaga idealna frajda z jazdy?

Ma niedorzecznie nieustawny bagażnik. Liczba miejsc w dowodzie rejestracyjnym jest fikcją. Przy wysokich prędkościach w środku jest głośno, jakby była otwarta przynajmniej jedna szyba. I jest absolutnie rewelacyjne. Uwielbiam je. Oto Mini Cooper S Cabrio.

Ten artykuł ma 2 strony:

Mini Cooper S Cabrio (2016) - test, opinia

Jeździłem już wieloma samochodami, które stanowią pewien kompromis. Oferują niezłe osiągi i przyzwoitą ilość miejsca wewnątrz, zapewniają dobre przyspieszenie, ale nie niszczą portfela na stacji benzynowej, nie są szczególnie drogie, ale są stosunkowo dobrze wykonane. Wszystko to nuda. To auta dla osób, które nie chcą poświęcać za wiele na rzecz konkretnego oczekiwania.

Wiele hot hatchy to właśnie takie samochody. Weźmy np. Golfa GTI – całkiem przestronny, można nawet powiedzieć – w miarę rodzinny, nie jest przesadnie drogi, bardzo dobrze się prowadzi, ale właściwie nie jest stylowym samochodem sportowym z krwi i kości.

Mini Cooper S Cabrio to zupełnie inny rodzaj auta. To samochód dla osób, które wiedzą, czego chcą. Oczekują maksimum frajdy, okraszonej zupełnie niedyskretnym stylem. W końcu napęd z hot hatcha, w wydaniu cabrio, to podniesienie tej frajdy do kwadratu. Zatem jeśli chcemy samochodu dającego maksimum dobrej zabawy za kierownicą, wcale nie jest powiedziane, że to ultraszybki Focus RS będzie najlepszym rozwiązaniem.

Wygląd to oczywiście kwestia gustu, ale muszę przyznać, że mnie ta błękitna mydelniczka na białych felgach w rozmiarze niczym z dyliżansu, wyjątkowo dobrze przypasowała. Z resztą – nie tylko mnie. Już około 3 minuty po opuszczeniu parku prasowego Mini jakaś pani obfotografowała w korku to auto prawdopodobnie z każdej strony. Machała i się uśmiechała, więc zgaduję, że podzielała mój entuzjazm w kwestii konfiguracji tego malca.

To kolejna mocna strona Mini. Ludzie uwielbiają te samochody. Jeśli ktoś pokazuje ci kciuk do góry, to możesz mieć pewność, że robi to szczerze, nie dlatego, że chce usłyszeć V12 z Sant’Agata Bolognese, ale w głębi serca kipi z niego niezdrowa zazdrość, zahaczająca o niechęć. Do tego kierowcy tej marki tworzą na drodze społeczność, którą można poczuć tylko, jeśli staje się jej częścią. Machają do siebie, uśmiechają się, ustępują sobie pierwszeństwa, a jeśli mają zaparkować w jednym z 10 wolnych miejsc, wybiorą to obok „swoich”. Tego nie znajdziecie w cenniku, ale dostaniecie to na wyposażeniu każdego Mini.

Zobacz również: Przystanek Bieszczady - Skodą Karoq odkrywamy polską Alaskę


Na wyposażeniu mojego Coopera S Cabrio znalazło się również wiele innych rzeczy. Wśród nich były np. stylowe, ale mimo to dobrze trzymające skórzane fotele. Był też spory ekran multimedialny, z barwnym, rozświetlającym się w różnych kolorach obramowaniem. Znalazł się tu także tempomat, dobre audio Harman Kardon i szereg dodatków stylistycznych. Nie było za to bagażnika.

No dobrze, teoretycznie był. Jednak w praktyce przestrzeń bagażowa w wersji Cabrio jest na liście wyrzeczeń, które trzeba poczynić, by jeździć tym wozem. Sam kufer jest raczej stworzony dla niewielkich, codziennych zakupów. Jeśli liczycie się z tym, że od czasu do czasu będziecie chcieli wpaść do pewnego szwedzkiego sklepu meblowego po coś więcej niż paczka nowych widelców, nie liczcie na to, że „jakoś to będzie”. Mnie do bagażnika tego Coopera S Cabrio nie zmieścił się nawet odkurzacz w kartonie.

Na zdjęciu widoczny bagażnik z systemem Easy Load. Na górze, symetrycznie, w tym przy mojej ręce, znajdują się dźwignie, w położeniu odblokowanym. Można je również w tym ustawieniu opuścić - wtedy zablokują dach w pozycji otwartej, ułatwiając pakowanie.

Sprawę trochę ułatwia system Easy Load. Jego działanie polega na zwolnieniu długimi dźwigniami blokady dolnej części składanego dachu. Można ją podnieść i tym samym uzyskać lepszy dostęp do kufra. Problem w tym, że gdy coś już włożymy do środka, później dach trzeba znów zablokować, obracając dźwignie w dół. Będzie to możliwe, jeśli gabaryty bagażu nie zablokują ich ruchu. Zatem niestety – bagażnik Mini Cabrio jest nie tylko mały, ale i nieustawny.

Niezbyt wygodnie jest też na tylnych miejscach. Dostęp do nich przy podniesionym dachu jest wyjątkowo trudny. Należy je traktować raczej jako awaryjne rozwiązanie, gdy chcecie podrzucić gdzieś znajomych.

To wszystko to istotne wady, które ze względu na rozmiary Mini, są znacznie wyraźniejsze niż w zwykłych kabrioletach. Sęk w tym, że ten niebieski malec na około milion sposobów rekompensuje nam to wszystko na każdym, pokonywanym kilometrze, nie tylko przynależnością do społeczności, o której była mowa wyżej. W przypadku Coopera S jednym z tych sposobów jest 2-litrowy silnik o mocy 192 KM, sparowany z bardzo dobrym, szybkim automatem.

Turbodoładowane R4 pracujące pod maską tego Mini, ma wszystko, czego można chcieć od silnika w takiej maszynie. Bardzo żywo reaguje na gaz, mimo doładowania z łatwością spełnia bieżące zapotrzebowanie kierowcy na moc. Do tego absolutnie doskonale brzmi. To nie jest sztuczne buczenie z wymuszonymi pyknięciami przy zmianach biegów, które znamy np. z pewnego auta, nad którym nie chcę się już pastwić, bo wytykałem mu to w przypadku wielu innych testów, w tym między innymi Focusa RS.

Silnik Mini brzmi naturalnie. Rasowo, chętnie i głośno strzela z wydechu. Więcej można dostać jeszcze tylko w wersji John Cooper Works, ale gwarantuję – jeśli oczekujesz dużo, Cooper S i tak z łatwością spełni te wymagania. Gokartowa frajda z jazdy nie jest w przypadku Mini pustym frazesem marketingowym.

Tu płynnie przechodzimy do zawieszenia, którego opis mógłbym wkleić nie tylko z każdego swojego poprzedniego testu Mini, ale także od większości kolegów po fachu. To już oczywistość, która nikogo nie zaskakuje i pewnie większość z Was już dawno przeskoczyła ten akapit i poszła dalej. W końcu i tak wiadomo co napiszę – Mini Cooper S prowadzi się fantastycznie. Mimo teoretycznie mniej sztywnego nadwozia Cabrio, jest bardzo zwarte, z łatwością składa się w zakręty, nawet przy wysokich prędkościach. W segmencie B jest to numer jeden ex aequo z Fiestą ST i nie zapowiada się, żeby to miało się zmienić w najbliższym czasie.

Warto tu dodać, że mimo swojej sztywności, zawieszenie Mini nie wybija plomb z zębów w trakcie jazdy po nierównościach. Obawiałem się, że źle na to wpłyną 18-calowe felgi. Te jednak w ogóle nie przeszkadzały. Zawieszenie pracowało stosunkowo gładko i cicho.

O ciszę nie było jednak łatwo na zupełnie gładkiej nawierzchni – w trasie. Płócienny dach zupełnie nie separuje nas od otoczenia. Szum wiatru i wszelkie inne dźwięki wypełniają wnętrze zamkniętego auta dosyć mocno, gdy rozpędzimy się do około 100 km/h. To jednak zupełnie normalne w przypadku kabrioletu z klasyczną konstrukcją.

Zobacz inne testy Mini

Skoro tak, to może lepiej zawsze jeździć z otwartym dachem? W przypadku Mini Coopera S to bardzo dobry pomysł, bowiem każdy kilometr pokonany tą małą rakietą w wariancie otwartym, naciąga uśmiech na twarz z wyjątkowo dużą skutecznością. Wysoka przednia szyba dobrze chroni przed wiatrem, a po podniesieniu również bocznych, w kabinie jest naprawdę spokojnie.

Warto tu dodać, że dach Mini można złożyć tylko częściowo. Dzięki temu możemy jeździć jak z szyberdachem – z wiatrem we włosach, ale bez przesadnego ekshibicjonizmu.

Mini Cooper S Cabrio kosztuje w Polsce od 121 800 zł. Za tę cenę dostaniemy równie dużo frajdy, co w Focusie RS, tylko w nieco bardziej kieszonkowym wydaniu i pod gołym niebem. To wyjątkowo skuteczny antydepresant, który wymaga wyrzeczeń, ale w zamian daje od siebie nieprawdopodobnie dużo.

Ogólna ocena9z 10

Plusy:

  • Mocny, elastyczny silnik
  • Zaskakująco niskie zapotrzebowanie na paliwo
  • Doskonałe prowadzenie
  • Wyjątkowy wygląd
  • Dobra ergonomia
  • Dobre wykonanie
  • Niezły komfort resorowania, mimo sztywnego zawieszenia
  • Szybka skrzynia biegów
  • Rasowe brzmienie, mimo tylko czterech cylindrów

Minusy:

  • Mały, nieustawny bagażnik
  • Przeciętne wyciszenie wnętrza
  • Mało miejsca na tylnej kanapie

Mini Cooper S Cabrio (2016) - zdjęcia

Kontynuuj czytanie na kolejnych stronach:

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Testy samochodów:

Volkswagen up! high up! vs Peugeot 107 Active - nasza klasa [test autokult.pl] Mitsubishi Lancer EVO IV - uliczny wojownik [test autokult.pl] Škoda Octavia Laurin & Klement 1,8 TSI 180 KM - test Opel Insignia BiTurbo OPC Line - test Volkswagen Multivan i Caravelle 6.1: teraz są bardziej cyfrowe Opel Grandland X - witamy na długim dystansie Toyota RAV4 2,0 D AWD Prestige - test Opel Zafira wkroczył w nowy segment. Dalej jest propozycją dla dużych rodzin Mercedes-Benz GLE 350 d 4MATIC 9G-Tronic - test, opinia, spalanie, cena Mazda z silnikiem Skyactiv-X. Jednostka benzynowa działa jak diesel Nowy Ford Mondeo 1,5 EcoBoost & 2,0 TDCi - pierwsza jazda Jedyny taki pick-up na świecie. Škoda Mountiaq to dzieło studentów, które pozostanie unikatem

Popularne w tym tygodniu:

Toyota Corolla 1.8 Hybrid LPG: już taniej nie pojedziesz Alfa Romeo Giulia i Stelvio 2020. Włosko-niemiecki skok technologiczny Ford Focus ST 2.3 EcoBoost: najtańszy hot hatch w swojej klasie. Ale czy najlepszy? Mercedes-AMG G63: Joker trafia na drogi Seat Mii Electric: miejski elektryk, który naprawdę może zastąpić auto spalinowe Kia Stinger GT: po latach udowadnia, gdzie tak naprawdę leży jej siła Ile nowa Octavia czerpie z pierwowzoru? Sprawdziłem to, jeżdżąc jej pierwszą generacją Toyota C-HR po liftingu: Japończycy przyspieszają z technologią Porsche Cayenne Coupe: kształt 911 w wydaniu XXL Land Rover Discovery Sport: test szokująco terenowego SUV-a Test Jaguara XE po liftingu: można go kupić ze względu na sam wygląd