Dyskwalifikacja McLarena w Las Vegas. Verstappen z realną szansą na mistrzostwo
Kierowca Red Bulla nie napotkał większego oporu ze strony kierowców McLarena i Mercedesa i wygrał niedzielny wyścig. Holender po raz drugi w karierze zdołał zwyciężyć na The Strip Circuit, a trzęsienie ziemi jakie nastąpiło kilka godzin po zakończeniu zmagań sprawiło, że szanse Maxa na tytuł mistrzowski w tym roku, stały się bardzo realne.
GP Las Vegas jest wyjątkową rundą Mistrzostw Świata. Amerykanie przygotowują niesamowite show, a w padoku aż roi się od celebrytów. W kwestii czysto sportowej natomiast – wyścig rozgrywany jest w środku nocy, gdy w mieście panują bardzo niskie temperatury, a odpowiednie dogrzanie opon stanowi spore wyzwanie dla zawodników. W tym roku kierowcy mieli dodatkowo utrudnione zadanie. W sobotę na torze spadł deszcz.
To była najtrudniejsza sesja kwalifikacyjna w tym sezonie. Tor był niezwykle śliski a niska temperatura sprawiała, że bardzo powoli przesychał. W pierwszym segmencie czasówki niemal co kilkanaście sekund pokazywano żółtą flagę, a prawie każdy kierowca przynajmniej raz wypadł na pobocze toru. Trudne warunki przyniosły kilka niespodzianek, a największą z nich była ostatnia pozycja startowa wywalczona przez Lewisa Hamiltona. Niesamowite trzecie pole startowe zdobył Sainz, ale kierowca Williamsa, mimo świetnej formy, nie był w stanie zagrozić Norrisowi i Verstappenowi.
Pierwsza jazda: Volkswagen T-Roc drugiej generacji - lubimy to, co znamy
Lando wiedział, że Max będzie jechał agresywnie i zrobi wszystko aby zaatakować zaraz po starcie. Gdy więc zgasły światła i wyścig ruszył, kierowca od razu zablokował Verstappena, zjeżdżając do wewnętrznej. Norris źle ocenił jednak punkt hamowania do pierwszego zakrętu i wyjechał bardzo szeroko, otwierając drogę Maxowi, który nie zmarnował okazji i wyszedł na prowadzenie. W środku stawki doszło natomiast do sporego zamieszania, a jednym z kierowców, którzy ucierpieli, był Oscar Piastri. Australijczyk został uderzony przez Liama Lawsona i miał wiele szczęścia, ponieważ w jego bolidzie nie doszło do poważnych uszkodzeń.
W pierwszej fazie wyścigu największym zagrożeniem dla Verstappena był Russell, który także znalazł się przed Norrisem. George próbował zaatakować Maxa wykorzystując system DRS, ale Holender zdołał utrzymać prowadzenie, a tempo Russella wkrótce spadło. Gdy kierowca Mercedesa zaczął zgłaszać problem ze wspomaganiem sterowania, stało się jasne, że Verstappenowi do końca zmagań raczej nikt już nie zagrozi.
Gdy kierowcy zaliczyli swoje pit-stopy i zmienili opony, na drugiej pozycji znalazł się Norris. Brytyjczyk starał się podkręcić tempo, jednak Max spokojnie kontrolował sytuację i utrzymywał kilkusekundową przewagę. W końcówce zmagań w zespole McLaren zrobiło się nerwowo. Lando zgłosił jakiś rodzaj probelmu z samochodem a jego prędkość dramatycznie spadła. Natychmiast zaczął się do niego zbliżać Russell, jednak kierowcy Mercedesa zabrakło okrążeń aby dopaść Norrisa. Za pierwszą trójką na mecie znalazł się Antonelli, jednak kara za falstart zepchnęła go na 5. miejsce w klasyfikacji końcowej wyścigu. Na czwartym miejscu finiszował więc Piastri, dla którego był to kolejny z rzędu przeciętny weekend. Kilka godzin po zakończeniu zmagań doszło do prawdziwego trzęsienia ziemi. FIA opublikowała dokument stwierdzający, że w obydwu bolidach McLarena, deska znajdująca się pod podłogą uległa nadmiernemu zużyciu. Zgodnie z przepisami, element ten musi po zakończeniu zmagań mieć grubość nie mniejszą niż 10 milimetrów. Bolidy Norrisa i Piastriego nie przeszły kontroli technicznej, a to mogło oznaczać tylko jedno – obydwaj kierowcy zostali zdyskwalifikowani. W tej sytuacji na drugie miejsce w klasyfikacji wyścigu awansował Russell a na trzecie Antonelli.
Sytuacja w mistrzostwach odwróciła się o 180 stopni. Drugie miejsce Norrisa oznaczało, że strata Maxa wynosiła aż 42 punkty, co dawało Holendrowi tak naprawdę jedynie matematyczne szanse na mistrzostwo. Po dyskwalifikacji jednak sytuacja wygląda następująco: Max ma tyle samo punktów co Piastri i traci do Lando tylko 24. Choć Norris nadal może czuć się względnie bezpiecznie, to sytuacja z Las Vegas pokazała, jak niewiele wystarczy aby odwrócić losy mistrzostw do góry nogami. Do końca sezonu zostały 2 wyścigi w tym jeden weekend ze sprintem, więc do zdobycia jest jeszcze maksymalnie 58 punktów.
W tej sytuacji Norris powinien przestać koncentrować się na Piastrim i zwracać uwagę przede wszystkim na Maxa, który właśnie stał się jego głównym rywalem w walce o tytuł. Piastri musi w końcu odnaleźć tempo i pewność siebie za kółkiem, jeżeli chce się jeszcze liczyć w tej rywalizacji. Nie można jednak wykluczać, że w obecnym położeniu McLaren zostanie zmuszony to podjęcia trudnej decyzji i uczynienia Norrisa kierowcą numer 1 w zespole. Oznaczałoby to, że rolą Oscara w ostatnich wyścigach będzie pomaganie Norrisowi w walce z Verstappenem, oraz (jeżeli zajdzie taka konieczność) oddanie pozycji na torze zespołowemu partnerowi.
Kolejną, przedostatnią rundą mistrzostw będzie GP Kataru, które już za tydzień. W zeszłym roku McLaren był niezwykle szybki i na torze Losail zawodnicy ekipy z Woking wywalczyli dublet – zarówno w sprincie jak i w niedzielnym wyścigu głównym. Jeżeli Verstappen chce pokonać Lando w walce o tytuł, to będzie musiał finiszować przed nim, najlepiej na pierwszej pozycji. Jeżeli uda mu się w Katarze odrobić 10-15 punktów to w Abu Zabi, podczas ostatniego wyścigu, czeka nas niesamowite starcie i mam przeczucie, że bardzo wielu fanów F1, pragnie właśnie takiego scenariusza.
Źródło: O wyścigach przy wyścigach
Autor: Paweł Wasilewski
Ten materiał prezentujemy w ramach współpracy z Patronite.pl. Autorem jest Paweł Wasilewski. Możesz wspierać Autora bezpośrednio na jego profilu na Patronite https://patronite.pl/owyscigach