Za kulisami Brabusa, najbardziej niesamowitego tunera Mercedesa na świecie

Odwiedzamy dom największego, najbardziej zaawansowanego i najbardziej szalonego niezależnego specjalisty od poprawiania Mercedesów na świecie by przekonać się, że w rzeczywistości Brabus to coś dużo więcej niż tylko tuner.

Logo z literą "B" zastępuje słynną gwiazdę, aby podkreślić zmianę charakteru auta

Logo z literą "B" zastępuje słynną gwiazdę, aby podkreślić zmianę charakteru auta

Tak naprawdę, by zobaczyć skalę działań Brabusa, nie trzeba nawet przekraczać szklanych bram jego centrali. Wystarczy tylko wjechać do Bottrop – niemieckiego miasta w Zagłębiu Ruhry o wielkości i przemysłowych korzeniach podobnych do dolnośląskiego Wałbrzycha – by w mig przekonać się, że firma ta w niczym nie przypomina standardowego wyobrażenia tunera. Nawet jeśli Brabus uważany jest za największego specjalistę od tuningu mercedesów niezwiązanego z tym gigantem segmentu premium, jego zakłady z powodzeniem mogłyby zostać wzięte za kolejną z fabryk marki. Co więcej, stwierdzenie, że Brabus jest całkowicie niezależny od koncernu Daimler-Benz też nie jest do końca prawdziwe. Przez ostatnie cztery dekady istnienia marka z Bottrop zdążyła wypracować z Mercedesem specyficzny związek. Jej kompetencje w poprawianiu samochodów z trójramienną gwiazdą na masce były zbyt duże, by mogły być dalej pomijane przez ich producenta.

W niektórych przypadkach fakt współpracy pomiędzy Brabusem a Mercedesem jest powszechnie znany. Na dużym terenie w Bottrop dosłownie każdy wolny metr przestrzeni wypełniony jest przez sportowe Smarty opatrzone czarnym B, które trafiają stąd do dealerów tej marki na całym świecie. Są też jednak podzespoły albo całe Mercedesy, których rzeczywiste miejsce powstawania jest skrzętnie ukrywane. Oficjalnie nic nie jest potwierdzone, ale dość powiedzieć, że w okolicach Bottrop widywano przedpremierowo zamaskowane muły testowe między innymi Klasy S w wersji Pullman i różnych innych jej specjalnych edycji.

Brabus - fabryka (fot. Konrad Skura)

Profil działalności Brabusa najlepiej ilustruje wizyta na jego dużym parkingu, poprzedzającym wejście do centrali połączonej z salonem firmowym. Wśród kolejnych mijanych rzędów ekskluzywnych zmodyfikowanych mercedesów zaskakująco duży udział mają samochody pokroju terenowych G63 6×6, przedłużonych klas S czy też opancerzonych klas V. Szybko okazuje się, że spośród tych około siedmiu tysięcy samochodów opuszczających to miejsce co roku (mniejsze modyfikacje i instalacje pojedynczych części przeprowadzane są u lokalnych przedstawicieli), podkręcone wozy sportowe stanowią tak naprawdę tylko niewielką część wyniku. Główną specjalizacją firmy stały się sedany, kombi i SUV-y.

Tuning Mercedesa – robisz to dobrze

Brabus - fabryka (fot. Konrad Skura)

Historia Brabusa rozpoczęła się w roku 1977, gdy młody Bodo Buschmann zdenerwował swojego ojca zjawiając się pod jego salonem Mercedesa w nowym Porsche. Parę żołnierskich słów wystarczyło, by Bodo przesiadł się do luksusowej klasy S W116, ale ta nie zastąpiła mu jego wcześniejszej zabawki. Mercedesy z tamtych czasów były cenione za wyrafinowanie techniczne i komfort, ale na pewno nie za dynamikę i precyzję prowadzenia. Buschmann pracował więc nad swoją wielką limuzyną tak długo, aż ta osiągami dorównała Porsche.

Młody Niemiec okazał się wyjątkowo dobry w modyfikacjach tego typu i zyskał uwagę klientów swojego ojca, którzy szybko stali się także jego klientami. Hobby przeistoczyło się w profesjonalny warsztat, który założył w 1977 roku wraz ze swoim kolegą ze studiów Klausem Brackmannem. Swoją nazwę nowa firma wzięła od pierwszych trzech liter nazwisk obydwu wspólników.

Brabus - fabryka (fot. Konrad Skura)

Tak powstały Brabus swoje pierwsze kroki skierował w stronę modelu, który Buschmann już najlepiej znał – klasy S W116. Zapotrzebowanie na części podnoszące osiągi i komfort tej limuzyny okazało się tak duże, że już siedem lat po rozpoczęciu działalności w Bottrop pojawiła się nowa siedziba firmy z dużym centrum badawczo-rozwojowym, gdzie kilkudziesięciu pracowników mogło projektować nowe podzespoły i pomagać rozwijać całe samochody. Brabus zresztą do dzisiaj oferuje producentom swoje usługi konstrukcyjne, z czego korzystają różni klienci – efektem jego prac były takie projekty jak na przykład Bugatti EB110 SS czy ekstremalne Infiniti FX70 S Sebastian Vettel Edition sprzed paru lat.

Zobacz również: Mercedes-Benz Klasy S - odc. 2 "Sanktuarium"

Z czasem mercedesy od Brabusa stawały się coraz bardziej zaawansowane i niesamowite. W 1984 roku firma pokazała małego 190 z 280-konnym V8, rok później – Klasę E W124 z godnym podziwu nawet dziś współczynnikiem oporu aerodynamicznego Cx 0,26. Prawdziwy przełom nastąpił w roku 1992, gdy inżynierowie Buschmanna rozpoczęli swoją przygodę z silnikiem V12. Pierwszym owocem tego związku była majestatyczna jednostka o pojemności 6,9 litra i mocy 508 KM, która znalazła się pod maską W124 500E, ale niemiecki warsztat się dopiero rozkręcał. W 1996 roku silnik ten ewoluował w niesamowite V12 o pojemności 7,3 litra i mocy 582 KM, które stało się podstawą do stworzenia Brabusa E V12 7.3 S. 22 lata temu popularny "Okularnik" rozpędzał się do prędkości aż 330 km/h, czym zyskał sobie tytuł najszybszej limuzyny świata, utrzymywany aż do roku 2003.

Brabus - fabryka (fot. Konrad Skura)

E V12 7.3 S był modelem, który zdefiniował Brabusa. Kolosalne V12 zyskało jeszcze bardziej abstrakcyjny wymiar odnajdując się pod maskami Klasy E kombi czy SUV-a ML, czyniąc je najszybszymi samochodami na świecie w swoich kategoriach. Gdzie silnik ten się nie mieścił, tam Brabus posyłał drugi ze swoich imponujących projektów, 6,5-litrowe V8. Modyfikacje firmy nie kończyły się na samym wrzucaniu silników w rozmiarze XXL gdzie popadnie. Już w 1995 roku włączyła ona do swojej oferty hamulce z tarczami ceramicznymi i zbudowała swoje własne ultra-luksusowe wydanie Klasy S zanim pojawił się Maybach. Gdy Mercedes przejął jego odwiecznego rywala – dobrze znaną firmę AMG – Brabus został jedynym tunerem na polu walki, który mógł realizować wszystkie, nawet najbardziej szalone i niepoprawne życzenia właścicieli mercedesów.

Brabus - fabryka (fot. Konrad Skura)

Warsztat dwóch wspólników w niecałe ćwierćwiecze rozwinął się znaną markę posiadającą swoje przedstawicielstwa w ponad stu krajach na całym świecie. Gdy w roku 1999 jego zakłady rozbudowały się do powierzchni 112 000 m², Brabus stał się nie tylko największym tunerem Mercedesa, ale w ogóle największą firmą tuningową na świecie. W kolejnych latach konstruktorzy z Bottrop zabrali się także za modele koncernu Chrysler i luksusowych brytyjskich marek działając pod nazwą Startech, nie wspominając już o dosłownie wszystkich modelach Mercedesa – od Klasy A po terenową ciężarówkę Unimog i superauto SLR McLaren. Dziś oferta Brabusa sięga modeli docierających do nawet 900 KM i 1200 Nm – generowanych przez podwójnie doładowany silnik V12, naturalnie.

Cały motoryzacyjny świat w jednym miejscu

Gdy sam odwiedzam Brabus-Allee w Bottrop, na ulicy tej znajduje się już pięć hal produkcyjnych. To już wielki konglomerat, ale nie dotarła tu jeszcze rewolucja Henry'ego Forda – nie ma tu linii produkcyjnych, a cała praca nadal wykonywana jest ręcznie. W hali głównej kilkadziesiąt mechaników krząta się wokół niesamowicie eklektycznego miszmaszu mercedesów, wykonując wszelkie prace od prostej wymiany jednostki sterującej po instalację nowych silników, zindywidualizowanych wnętrz czy nowych projektów nadwozia – takich jak ten, którym pewien klient za kilka miesięcy będzie chciał zwrócić na siebie uwagę w Gumballu. Są tu i niepozorne czarne limuzyny, które na autostradzie nie dadzą żadnych szans jakiemukolwiek Lamborghini czy Porsche, jak i egzemplarze dobrze znane ze zdjęć prasowych czy występów na targach i innych wydarzeniach na całym świecie. Trafia tu także bardzo duża część produkcji wszelkich luksusowych odmian klasy G, o czym możemy przekonać się także na polskich ulicach.

Brabus - fabryka (fot. Konrad Skura)

Choć to ta hala jest najbardziej wyeksponowanym miejscem pokazywanym gościom i klientom, najważniejsza jest ta kolejna, z dużo bardziej restrykcyjnym dostępem, gdzie swoje nowe życie rozpoczynają silniki. Podobnie jak w najnowocześniejszych ośrodkach producentów superaut i bolidów Formuły 1, to klinicznie czyste miejsce z białymi podłogami i mocnym oświetleniem. Tak naprawdę, poziom wyrafinowania technologicznego tego warsztatu także nie odbiega znowu tak daleko od teamów F1.

To rzeczywiście prawda, że za każdy silnik odpowiada tu pojedyncza osoba, która po jego złożeniu nanosi plakietkę ze swoim nazwiskiem, osobiście ręcząc za jakość swojej pracy. Nawet jeśli punktem wyjściowym są najdroższe jednostki AMG, wyciąga się z nich co najmniej połowę wnętrzności i wymienia na podzespoły zaprojektowane i wykonane w Bottrop. Prowadzona jest tutaj także cała praca inżynieryjna, a do sprawdzania jej efektów wykorzystuje się dwie hamownie. Są to specjalne konstrukcje zbudowane na zamówienie Brabusa, tak aby mogły wytrzymać generowane tutaj gigantyczne prędkości i momenty obrotowe.

Brabus - fabryka (fot. Konrad Skura)

Brabus dobrze wie jak uczynić mercedesy szybszymi, ale przez lata siłą rzeczy wypracował także swoje kompetencje w zakresie jeszcze bardziej bezpośredniego – żeby nie powiedzieć wulgarnego – wyrażania luksusu. Gdy przyjeżdżają tu warte często siedmiocyfrowe sumy najdroższe modele Mercedesa, pracownicy Brabusa nie mają żadnych oporów przed zdzieraniem z nich dopiero co położonych tapicerek, zastępując je materiałami i wzorami wymyślonymi w czasem mocno wybujałej wyobraźni klienta. Nowoczesne systemy multimedialne i minibarki to już chleb powszedni tego przemysłu, ale przez cały czas znajdują się nowe rozwiązania, którymi można zaskoczyć nawet tych najbardziej zepsutych. Co powiecie na tapicerkę z dżinsu, dywaniki pokryte skórą albo deskę rozdzielczą wykończoną kamieniem? Na froncie luksusowego rzemiosła Brabus zna parę trików, które uniosłyby brwi z zaskoczenia nawet w murach manufaktur w Crewe czy Goodwood. Nie jest to coś, co można powiedzieć o zbyt wielu tunerach.

Brabus - fabryka (fot. Konrad Skura)

Różne oblicza mocy

By przekonać się jak praca tutejszych magików przekłada się na rzeczywistość, zasmakujemy kolejno trzech modeli ukazujących różne aspekty oferty Brabusa. Na pierwszy ogień idzie model 850 6.0 Biturbo Coupe, bazujący na Mercedesie-AMG GLE63. Wszystko, co trzeba o nim wiedzieć, zawarte jest już w nazwie. Pod nadwoziem z opadającym dachem kryje się autorski silnik o mocy całych 850 KM. Podczas gdy arystokratycznym V12 z coraz większym trudem przychodzi spełnianie nieustannie śrubowanych norm emisji spalin, Brabus znalazł sobie nowego faworyta w postaci świetnego motoru AMG M157 o pojemności 5,5 litra. Dzięki podwójnemu doładowaniu i tonie charakteru to jednostka świetnie nadająca się do takich prac, jednocześnie zachowująca komfort i (względną) ekonomikę w codziennej eksploatacji.

Brabus 850 6.0 Biturbo Coupe (fot. Konrad Skura)

W Bottrop z bloku M157 wyciągane są praktycznie wszystkie kluczowe podzespoły i rozwierca się pojemność skokową do równych sześciu litrów, po czym instaluje nowe turbosprężarki, tłoki, głowice cylindrów, wał korbowy, doloty i kolektory wydechowe. Końcowy efekt przypomina produkt AMG, ale wszystkiego jest po prostu jeszcze więcej: dominującego charakteru, luksusu, mocy, prędkości. Jak widać Brabus nie zatracił swojej umiejętności do przemieniania pozornie zwykłych, dużych samochodów potrafiących przewieźć w komforcie całą rodzinę w bezlitosne hot-rody gotowe stanąć do walki z elitą supersamochodów. Ważący około 2,3 tony czarny czołg rozpędzi się do 100 km/h w 3,8 sekundy i osiągnie aż 320 km/h. Zapomnij o Bentleyu Bentayga, TO jest najszybszy SUV świata.

Następnym krokiem wtajemniczenia jest Brabus 600 bazujący na egzotycznym AMG GT S. To model, który ma nam pokazać zdolność tej marki do pracy nawet z najbardziej skomplikowanymi technicznie wozami sportowymi. Intencją nie było tu wcale bezmyślne pompowanie mocy do jak największych wartości i obniżanie zawieszenia – tę pierwszą podniesiono tylko z 510 do 600 KM z pomocą prostego przeprogramowania jednostki sterującej, to drugie obniżono o półtora centymetra – ale bardziej wyszukane sposoby poprawienia konstrukcji. Z nowym przebiegiem linii wykresu mocy czterolitrowe V8 rzeczywiście dysponuje jeszcze większym zapasem potencjału, a zawieszenie nie jest bezlitośnie twarde.

Brabus GT 600 (fot. Konrad Skura)

Największą atrakcją tego egzemplarza pozostaje chyba jednak wytapicerowane od nowa wnętrze, pokryte uderzającą po oczach niebieską skórą. Zapewne nie będzie odpowiadała wszystkim gustom, a i mi najbardziej kojarzy się z szalonym tuningiem lat 80., ale jakby nie patrzeć, dodaje ona temu wnętrzu masę charakteru, o który zwykle ciężko w niemieckich projektach. W przeciwieństwie do wielu tunerów, Brabus wie w którym miejscu powiedzieć stop i nie zaburzać harmonii modeli nad którymi pracuje. Nie jest to zdolność, która skradnie nagłówki gazet, ale z pewnością będzie doceniona przez klientów.

Brabus GT 600 (fot. Konrad Skura)

W ramach nieustannego rozwoju niedawno Brabus poszerzył swoją działalność także o pracę nad autami zabytkowymi. Tym razem nie chodzi o ich tuning, a wręcz przeciwnie – o jak najwierniejsze odtworzenie fabrycznego stanu. A to akurat wcale nie takie proste zadanie w przypadku modeli z niezwykle bogatej historii Mercedesa, nad którymi akurat trwały prace w czasie naszej wizyty. Po wejściu do dedykowanej działowi hali wzrok przykuwa fantastyczny widok rozebranego do prawie gołej ramy 300 SL Gullwinga, czekającego na nowe okablowanie i lakier nadwozia, tak by mógł wyglądać jeszcze lepiej niż gdy opuścił fabrykę w 1955 roku.

Mijając wszystkie inne Gullwingi, Adenauery, W100 i Pagody docieramy w końcu do czekającego na nas kabrioletu W111 280 SE 3.5 z firmowej kolekcji. Jako największy, najbardziej luksusowy i najszybszy (w tej wersji silnikowej) otwarty mercedes z tamtych czasów, w 1970 roku był odpowiednikiem dzisiejszego S63 AMG Cabriolet. Dzięki pracy Brabusa ten 48-letni egzemplarz nie wydaje się wiele starszy od swojego dalekiego potomka. Każdy, kto choćby zajrzał pod maskę W111 wie, jak wymagający i zaawansowany na swoje czasy był to projekt, więc przy prezentowanym w tym egzemplarzu poziomie dbałości o szczegóły praca Brabusa wydaje się jeszcze bardziej godna uznania. Sama firma też jest pewna jakości swojej pracy, dając każdemu odrestaurowanemu przez nią klasykowi dwuletnią gwarancję.

Mercedes-Benz W111 280 SE 3.5 Cabriolet (1970) (fot. Konrad Skura)

Opuszczając Bottrop nie sposób nie odnieść wrażenia, że nawet jeśli Brabus jest firmą niezależną od Mercedesa, to jednak nie ustępuje jej na żadnym kroku – ani nowoczesnych technologii, ani kunsztu inżynieryjnego, ani wiedzy o dosłownie każdym modelu z jej ponad stuletniej historii. Szczęśliwie, mimo tego rozrostu do wprost ogromnych rozmiarów, Brabus zachowuje w sobie ten pierwiastek szaleństwa, dzięki któremu przyspieszone bicie serca u każdego fana motoryzacji potrafi wywołać widok pozornie niewyróżniającego się niczym sedana czy kombi. Gdy następnym razem spotkasz na ulicy Mercedesa z czarnym B w miejscu trójramiennej gwiazdy bądź przygotowany na to, że może się wyróżniać czymś więcej niż tylko stuningowanymi felgami i zderzakami…

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Historia:

Toyota przypomina o swoim prawdziwym rajdowym debiucie Porsche 919 Hybrid (2014) [wyścigi] Samochody przyszłości z przeszłości [cz.1] Ferdinand Piëch: inżynier, dyktator, geniusz. Historia człowieka, który zmienił Volkswagena SŁUCHAJ! Skomplikowana historia, dzięki której dziś możemy jeździć Audi A6 Peugeot 307 WRC - wieloryb [część 1] | historia motorsportu Troutman-Barnes Porsche 911 - historia dziadka Panamery Miały mieścić się w windzie i ułatwić jazdę w mieście. Genialny polski inżynier i jego kieszonkowe motocykle 45 lat Syreny 105 McLaren F1 GTR/GTR Longtail (1992) (część 2) [historia motorsportu] Toyota 222D – rajdówka, która nigdy nie stanęła na starcie Chrysler Viper GTS-R (1996) (część 2) [historia motorsportu]