To nie był przypadek, że podczas pierwszych jazd nowym Mercedesem GLE postawiono obok egzemplarz modelu ML z 2003 r. Choć zmieniła się nazwa, to najnowsze wcielenie niemieckiego SUV-a spełnia dokładnie te same potrzeby i ma taki sam cel jak ten słynny model sprzed lat, który wyznaczył kierunek dla luksusowych SUV-ów.
W 1997 r. Mercedes był pionierem. Wprowadził SUV-y premium na europejskie salony, ale zarazem wiedział, że w USA potencjał na takie auta zaczął się rozwijać wcześniej. I tak pierwszy ML kojarzył się z Ameryką, ale budował popularność takich samochodów też u nas. Gdy dziś popatrzymy na motoryzacyjny krajobraz, to wydaje się to oczywiste, ale te 30 lat temu tak nie było. Co jednak ważniejsze – przepis ten był tak udany i przyszłościowy, że dziś (już pod nazwą GLE) mamy drugi lifting czwartej generacji niemieckiego SUV-a i jest to model, który korzysta z tego samego przepisu. Nawet stylistycznie widać wyraźnie nawiązanie do oryginału.
Nowa odsłona
Mercedes jest na etapie ogromnego odnawiania swojej gamy. Dotyczy to zarówno zupełnie nowych modeli (jak ostatnio GLB czy elektryczna Klasa C), ale też bardzo głębokich liftingów (Klasa S czy elektryczny EQS). Nowa odsłona GLE zalicza się do tej drugiej grupy, ale o tym, jak głęboka jest to aktualizacja, niech świadczy fakt, że samochód ten składa się w aż 40 proc. z nowych części.
Dotyczy to zarówno tego, co od razu rzuca się w oczy, jak przeprojektowane zderzaki, zmieniony przód czy światła z przodu i z tyłu w kształcie gwiazd, ale też wielu detali czysto technicznych. Oznacza to mocno zmienione silniki, które mimo podobnych parametrów zapewniają lepsze przyspieszenie. I tu od razu ważna wiadomość – po różnych eksperymentach Mercedes stawia na duże jednostki. Wśród opcji dla GLE są jedynie rzędowe szóstki i V8 w różnych wydaniach. Co ciekawe, Europejczycy tak pokochali większe silniki, że opcja czterocylindrowa nie będzie u nas dostępna.
Nowocześnie, ale z rozsądkiem
Oczywiście zmiany objęły też wnętrze. To z jednej strony jest wyraźnie inne, a z drugiej ma sporo znanych elementów. Kabina wygląda jak podzielona na dwie części – ta niższa jest stara, a wyższa nowa. Zatem tunel środkowy i znajdujący się nad nim panel klimatyzacji pozostały takie jak dawniej. To dobra wiadomość, bo oznacza pozostawienie fizycznych przycisków. Można nimi obsłużyć właśnie klimatyzację, ale też (tymi poniżej) m.in. przełączać się między trybami jazdy, włączyć kamery parkowania czy szybko przełączyć się na nawigację. Co ważne, również w GLE Mercedes przywrócił dwa fizyczne przełączniki na kierownicy – między innymi do sterowania głośnością.
Również typowo dla współczesnych Mercedesów, powyżej przycisków mamy pionową ścianę z ekranami. W GLE standardowo są trzy – za kierownicą, centralny i przed pasażerem. Ten trzeci cały czas przydaje się głównie do zmieniania piosenek i ew. oglądania filmów, ale fakt, że nie trzeba za niego dopłacać, oznacza, że nie ryzykujemy zaślepką o wątpliwej estetyce. Najważniejsze jest to, że w GLE mamy już najnowszą wersję systemu operacyjnego, która działa i wygląda naprawdę dobrze, a do tego ma rozbudowanego asystenta głosowego, który rozumie naturalną mowę.
Skoro mowa o wnętrzu, to podczas pierwszych jazd Mercedes GLE pokazał mi swoje dwa oblicza. I mówiąc krótko – trzeba dopłacić. Standardowe wykończenie oznacza tunel środkowy wykonany z plastiku "piano black", który wygląda mało premium, a do tego szybko się brudzi i rysuje. Jednak można go zastąpić drewnem – i to zarówno w przypadku bardziej ekskluzywnego indywidualnego wykończenia Manufaktur, jak i standardowego pakietu. A w sumie to nie "można", a trzeba to zrobić, bo całkowicie odmienia to odbiór samochodu. Wersja z drewnem i dobrze dobraną do niego skórą wygląda tak, jak na Mercedesa przystało. Wnętrze przemienia się w przyjemny salon, w którym po prostu chce się przebywać. Po liftingu standardowym wyposażeniem jest też otwierany szklany dach.
Jeździ jak Mercedes
A może powinienem napisać, że jeździ po amerykańsku? Jeśli szukacie w GLE sportowych wrażeń, to nie tędy droga. No chyba że mowa o odmianie AMG, ale o różnicach między nią a standardowym modelem na razie nie mogę pisać. O tym już niedługo, a tymczasem wróćmy do "zwykłego" SUV-a. Mercedes po pierwsze wie, jak tego typu samochody są wykorzystywane, a po drugie z jaką charakterystyką ta marka jest kojarzona.
Ja miałem okazję jeździć wersją z pneumatycznym zawieszeniem, ale niezależnie, czy mowa o nastawach komfortowych, czy "sportowych", to jest miękko. Nawet bardzo. Zatem Mercedes GLE świetnie pochłania wszelkie nierówności – zarówno ubytki w asfalcie, jak i niedoskonałości szutrowych szlaków. Oznacza to komfortową podróż do pracy czy z dziećmi do szkoły, ale też wtedy, gdy zdecydujecie się na dojazd do domku w lesie.
Mercedes w ostatnim czasie przyznaje, że skupia się właśnie na takiej charakterystyce swoich samochodów, a w przypadku SUV-a o mocnych amerykańskich powiązaniach i mającego budować swoją popularność również za oceanem jest to tym bardziej oczywiste.
Silniki? Tylko duże i mocne
Skoro o amerykańskiej charakterystyce mowa, to można ją znaleźć również pod maską. Ja miałem okazję jeździć przede wszystkim najmocniejszą (nie licząc wersji AMG) odmianą o oznaczeniu 580. Pod tą niezwiązaną z niczym konkretnym wartością kryje się 4-litrowe V8 o mocy 537 KM i maksymalnym momencie obrotowym aż 750 Nm. Te parametry przekładają się na sprint do 100 km/h w 4,5 s i ograniczoną elektronicznie prędkość maksymalną równą 250 km/h. Wartości godne topowego SUV-a premium, ale tak naprawdę tym, co daje poczucie ekskluzywności, jest dźwięk. Jasne, w dzisiejszych czasach musiał zostać wytłumiony, a później wzmocniony w kabinie z głośników, ale tutaj nie chodzi o brutalne brzmienie rodem z torów wyścigowych. To stateczny i luksusowy SUV, więc taki stonowany, przytłumiony, ale słyszalny bulgot V8 pozwala poczuć się wyjątkowo.
Piszę o tym, gdyż wszystkie wersje silnikowe nowego Mercedesa GLE są więcej niż wystarczające. Już podstawowy diesel (350 d) to 286 KM i 650 Nm, co oznacza pierwsze 100 km/h po zaledwie 6,2 s. Mocniejsza jednostka wysokoprężna (450 d) dostarcza blisko 80 KM więcej i ścina przyspieszenie do setki do 5,3 s. Dokładnie tyle samo zajmuje to w bazowym benzyniaku (450), a w hybrydzie plug-in (450 e), która jest nieco słabsza i cięższa, 100 km/h jest osiągane w 5,6 s. Tu nie ma wolnych opcji.
Wszystkie odmiany mają w standardzie napęd na cztery koła, co ma zapewnić, że moc ta zostanie skutecznie przeniesiona na drogę. Tak jak dotychczas Mercedes GLE dostępny jest jako klasyczny SUV, ale też w odmianie Coupé. Ta jednak ma ograniczoną ofertę napędową. Co ciekawe, choć może kojarzyć się z bardziej sportowym charakterem, to pod maską jest odwrotnie – tu dostępne są dwie wersje wysokoprężne i benzynowy plug-in.
Dopracowany przepis
Na pierwszy rzut oka nowe GLE stojące obok modelu ML wygląda zupełnie inaczej. Widać, że samochody te dzieli nawet nie epoka, a kilka epok. Jednak po bliższym przyjrzeniu się widać wiele podobieństw. Tym mającym wymiar stylistyczny jest dobrze znany słupek C, ale ważniejsze jest to, że samochody te mają podobny charakter. To luksusowe, wygodne, przestronne SUV-y, które sprawdzą się jako rodzinne, a nawet reprezentacyjne auta. Oczywiście nowa odsłona pod każdym względem jest "bardziej" – jest szybsza, wygodniejsza, większa i bardziej zaawansowana technicznie – ale nie da się nie odnieść wrażenia, że największą rewolucją w historii tego modelu była zmiana jego nazwy.
Zresztą rozwój GLE trwa nadal. Mercedes ma jedne z najbardziej zaawansowanych systemów asystujących kierowcy, a zapowiada już kolejne funkcje. Gdy tylko przepisy na to pozwolą, GLE będzie w stanie pokonywać ronda i skrzyżowania.
SUV Mercedesa pokazuje, że marce ze Stuttgartu zależy na tym, aby jej oferta była maksymalnie aktualna. Rozwój samochodów jest dziś bardzo szybki i widać to właśnie w przypadku tego producenta, u którego nierzadko to mniejsze modele, które ostatnio doczekały się nowych generacji, stają się pod niektórymi względami bardziej zaawansowane niż ich drożsi bracia. Aby zminimalizować ten efekt i zaoferować najnowsze rozwiązania w całej gamie, przygotowywane są gruntowne liftingi.
Aktualny Mercedes GLE jest dostępny na rynku zaledwie od 2018 r., a poprzednia aktualizacja miała miejsce tylko trzy lata temu. Mimo to Niemcy zmienili blisko połowę części, aby ich słynny SUV nie pozostał w tyle.