Budżetowo, ale zastępując premium. Citroën po raz pierwszy w Formule E
Koncern Stellantis podjął ciekawą decyzję. W topowych wyścigach aut elektrycznych zastąpił markę premium o sportowych korzeniach tą budżetową, która z wyścigami nie kojarzy się tak bardzo. Tu jednak chodzi o Formułę E, a więc i pokazanie, że dana marka ma elektryczną przyszłość. Oto Citroën, który walczy na światowych torach, w tym w Monako.
Po latach niezdecydowania wygląda na to, że Francuzi wreszcie podjęli decyzję i zaczyna przynosić to efekty. Citroën przez ostatnie dekady raz miał być marką przystępną, raz tą bardziej premium. Takie ciągłe zmiany wprowadzały zamieszanie i nie pozwoliły wykreować wizerunku marki. Teraz postawiono na to, że Citroëny będą tymi tańszymi, ale oczywiście atrakcyjnymi (nieco szalonymi) stylistycznie modelami. I przynosi to efekty - sprzedaż aut tej francuskiej marki rośnie, a kolejne modele są dobrze przyjmowane przez klientów.
Drugą nogą planu jest elektryfikacja. Citroën (podobnie jak inne popularne marki koncernu) wiele modeli oferuje również w wersji na prąd. Ale niedługo można spodziewać się kolejnych kroków. Najciekawszym będzie współczesna interpretacja kultowego modelu 2CV - oczywiście elektryczna. Ma to być w miarę przystępne cenowo miejskie auto w stylu retro, czyli niejako odpowiedź na bardzo ciepło przyjęte trojaczki konkurenta znad Sekwany, czyli Renault 5, 4 i Twingo w nowych wydaniach.
Skoro auta na prąd, to warto je wypromować - tak pewnie pomyślał ktoś w Stellantisie i od razu zwrócił się w kierunku Formuły E. Koncern ten już wcześniej miał tam dwa zespoły - DS i Maserati. Pierwszy reklamuje markę, która cały czas stara się przebić do świadomości klientów jako alternatywa na rynku premium, a drugi powiązany z producentem o sportowych korzeniach. Maserati zresztą też miało mocno stawiać na elektryfikację, ale fakt, że auta na prąd jednak nie cieszą się w droższym premium taką popularnością, jak zakładano, każe zweryfikować plany. Jak widać łącznie z tymi dotyczącymi promocji przez elektryczny motosport.
I tak od sezonu 2025-2026 w Formule E nie mamy już Maserati, a w jego miejsce pojawił się Citroën. Zresztą obok zniknięcia McLarena (który obok Formuły 1 i IndyCar stawia teraz na długi dystans) to jedyna zmiana wśród zespołów na ten sezon. O tym, jak to jest ważny i znaczący krok dla francuskiej marki, niech świadczy fakt, że po raz pierwszy pojawiła się w tak wysokiej serii wyścigowej.
Zresztą od razu pojawiły się pierwsze sukcesy. Nick Cassidy w pierwszym wyścigu sezonu w Sao Paulo zajął 3 miejsce, a w kolejnym, w Mexico City wygrał. Do tego dorzucił drugą lokatę w pierwszym wyścigu w Berlinie. Nieco mniej szczęścia na razie ma Jean-Éric Vergne, ale ten doświadczony kierowca znany ze startów w Formule 1 również jest mocnym członkiem zespołu.
Oczywiście budowanie ekipy na barkach dawnego Maserati ma kluczowe znaczenie, jednak wyniki pokazują, że Citroën podchodzi do tematu na poważnie. Mocne zaznaczenie swojej pozycji w Formule E ma podbić elektryczny image marki, która z jednej strony będzie stawiać na budżetowe modele spalinowe, ale z drugiej na tańsze auta na prąd, czyli segment, który w ostatnim czasie (po latach obietnic ze strony wielu koncernów) wreszcie nabiera w Europie rozpędu.