Toyota RAV4 piątej generacji: sprawdzam, co zmieniło się w najpopularniejszym SUV-ie świata

Choć ten kompaktowy SUV posiada dla Toyoty strategiczne znaczenie, Japończycy nie zawahali się uczynić z niego samochodu emocjonującego, czy wręcz nawet kontrowersyjnego. O tym, co im z tego wyszło, miałem okazję przekonać się na krętych drogach w hiszpańskich górach.

Toyota RAV4 I-AWD Hybrid (2019) (fot. Mateusz Żuchowski)

Toyota RAV4 I-AWD Hybrid (2019) (fot. Mateusz Żuchowski)

Toyota RAV4 AWD-I Hybrid (2019) - pierwsza jazda, recencja

RAV4 to produkt o szalenie wielkim znaczeniu dla Toyoty. Obecna już od 25 lat na rynku nazwa pojawiła się na przeszło ośmiu milionach sprzedanych samochodów. W 2017 roku był to najlepiej sprzedający się SUV na świecie (i szósty najpopularniejszy samochód na globie w ogóle).

Nie żeby było to widać po projekcie nowej odsłony tego modelu. Po dekadach spokojnego, niewadzącemu nikomu wyglądu, RAV4 nagle stało się agresywne i wyraziste. Zabudowane nadwozie z większym niż dotychczas wlotem powietrza poprzecinane jest ostrymi liniami niczym rzeźba origami.

Nie jest to na pewno styl, który przypadnie do gustu wszystkim, ale po latach narzekania na porywający jak obiad w szpitalu design Toyot, głupio byłoby się do tego przyczepić. Powiedzmy więc, że nowe RAV4 w końcu wzbudza emocje swoim wyglądem i niektórzy mogą go kupić kierując się sercem. Sądząc po liczbie podobnie awangardowej Toyoty C-HR na naszych drogach, wielu Polakom ta orientalna estetyka się podoba.

Toyota RAV4 (2019) (fot. Toyota)

Nowa Toyota RAV4: co zmieniło się we wnętrzu

RAV4 dalej jest jednak samochodem, który będzie się wybierało ze względów jak najbardziej racjonalnych. To model-instytucja jednego z największych producentów samochodów na świecie, więc możecie być pewni, że nic nie zostało tu pozostawione przypadkowi.

Wystarczy zajrzeć do środka. Znajdzie się tu nadal trochę ostrych krawędzi, intrygujących krzywizn i zabawy różnymi materiałami, ale na pewno jest tu spokojniej, niż można sądzić po karoserii. W wielu częściach świata RAV4 widziany jest jako bezpretensjonalny SUV ceniony za funkcjonalność i nowa generacja nic pod tym względem nie zmienia.

Toyota RAV4 (2019) (fot. Mateusz Żuchowski)

Zobacz również: SsangYong XLC 1.6 Diesel AWD AT - test

Nie ma tu żadnych śladów segmentu premium, z którym chce być kojarzonych tak wielu konkurentów. Są za to solidne, doprowadzone do perfekcji pod względem obsługi duże przyciski i pokrętła, pojemne schowki oraz czytelne wskaźniki. Jest też duży zakres regulacji kolumny kierownicy i fotela, który pozwala znaleźć kierowcy optymalną pozycję. Na uchwytach i półkach pojawiła się za to przyczepna guma, która jest praktyczna i wzmaga bojowy nastrój, dla którego kupuje się SUV-a.

Toyota RAV4 (2019) (fot. Mateusz Żuchowski)

Jak przystało na Toyotę, materiały nie chwytają za serce, ale są spasowane w rzetelny, solidny sposób. Choć jeździłem zupełnie nowym egzemplarzem, łatwo wyobraziłem sobie, że za pięć czy siedem lat dalej będzie to dobrze wyglądające, trzymające się w jednym kawałku miejsce.

Czego pewnie będzie dotkliwie brakowało tu już niedługo, to nowocześniej wyglądającego i potrafiącego więcej ekranu centralnego. Choć w debiutujących obecnie modelach Toyota i tak już poprawiła interfejs swojego zestawu multimedialnego, to konkurencyjne propozycje europejskich producentów potrafią wyglądać przyjemniej dla oka i działać szybciej.

Sporym niedopatrzeniem jest brak możliwości sparowania swojego smartfona przez Apple CarPlay bądź Android Auto. Obecni na miejscu prezentacji modelu przedstawiciele marki zapewnili, że są świadomi problemu i pracują nad jego rozwiązaniem. Koncerny takie jak Toyota powinny mieć takie niedoróbki rozgryzione jednak wcześniej. Wyświetlacz zaliczamy więc do elementów, nad którymi producent musi jeszcze popracować.

Toyota RAV4 (2019) (fot. Mateusz Żuchowski)

Poza tym trudno jednak kabinie nowej RAV4 cokolwiek zarzucić. Cenić można ją za to za dużą przestronność. Nowa generacja SUV-a Toyoty bazuje na równie świeżej platformie TNGA-K, którą dzieli z także wchodzącymi obecnie do sprzedaży Camry i Lexusem ES. To zaawansowana, opracowana potężnym nakładem środków konstrukcja.

Dzięki niej, nawet jeśli nowe RAV4 praktycznie nie różni się wymiarami od poprzednika (jest 5 mm krótsze, ale po centymetrze wyższe i szersze), jest od niego zauważalnie przestronniejsze w środku. Rozstaw osi jest teraz o trzy centymetry dłuższy, dzięki czemu osoby siedzące z tyłu mają odpowiednio więcej miejsca na nogi — przy odrobinie dobrej woli da się już tutaj założyć jedną na drugą. Kabina zwiększyła się także na szerokość, co pozytywnie wpływa na możliwości wykorzystania tylnej kanapy (tak przez dorosłych, jak i dzieci jeżdżące w fotelikach).

Toyota RAV4 (2019) (fot. Mateusz Żuchowski)

Dodając do tego jeszcze pojemność bagażnika na poziomie 580 litrów (1690 po złożeniu siedzeń), RAV4 jawi się jako auto pojemne, choć jeszcze nie tak duże, jak największe, siedmioosobowe modele dostępne na rynku. Taki Volkswagen Tiguan Allspace ma o 12 cm większy rozstaw osi i o 120 litrów większy bagażnik, ale najbliższy w naszych warunkach konkurent, czyli nowa, hybrydowa Honda CR-V, jest o parę centymetrów i parę litrów mniejsza.

Tak naprawdę jednak dla zwykłej rodziny przestrzeń dawana przez RAV4 jest więcej niż wystarczająca. Toyota twierdzi, że po złożeniu fotela bagażnik pomieści teraz cały rower górski bez zdejmowania przedniego koła. Choć nie miałem możliwości zweryfikować tej informacji, to patrząc na tę przestrzeń, jestem w stanie w to zapewnienie uwierzyć.

Toyota RAV4 (2019) (fot. Toyota)

Jak nowe RAV4 sprawdza się na drodze

Platforma TNGA przyniosła także RAV4 znacznie większą sztywność. Mimo że producent doszukuje się teraz przez to w swoim kompaktowym SUV-ie sportowego charakteru, zza kierownicy go nie dostrzegłem. Teoretycznie, składniki są obiecujące. Podczas jazdy na nierównościach czy nawet na dynamicznie pokonywanych zakrętach, wysoką sztywność nadwozia rzeczywiście czuć (wbrew pozorom, dzięki temu reakcje auta są gładsze i dojrzalsze).

Jak na SUV-a spoza Europy przechyły są stosunkowo małe, a prowadzenie – bezpośrednie. Apetyt na bardziej dynamiczną jazdę po krętych, górskich drogach (przez które w większości przechodziła trasa naszego pierwszego testu) gasi jednak układ przeniesienia napędu.

Toyota RAV4 (2019) (fot. Mateusz Żuchowski)

Nim do Europy dotrą pierwsze egzemplarze modelu z dwulitrowym, 173-konnym silnikiem benzynowym, w moje ręce wpadł egzemplarz z domyślnym (i na wielu rynkach jedynym) układem hybrydowym. Tak jak w poprzedniku, łączy on 2,5-litrowy, czterocylindrowy motor pracujący w cyklu Atkinsona (większa wydajność, ale mniejszy moment obrotowy) z silnikiem elektrycznym nadrabiającym niedobory elastyczności przy niższych obrotach i skrzynią e-CVT.

Wszystkie składniki tej układanki zostały zmienione wobec tego, co znajdowało się pod maską poprzedniej RAV4. Teraz łącznie generują 222 KM w wariancie AWD lub 218 KM, jeśli moc trafia tylko na przednią oś. RAV4 nie stał się przez to jednak samochodem zauważalnie szybszym ani wiedzącym lepiej, co z tą mocą zrobić.

Toyota RAV4 (2019) (fot. Toyota)

Choć bezstopniowa skrzynia biegów Toyoty z biegiem lat notuje imponujący postęp i konsekwentnie eliminuje swoje słabe strony, to dalej obecne jest tutaj nieodłączne przekładni CVT uczucie, gdy prędkość obrotowa silnika nie ma do końca związku z prędkością samochodu na drodze. Przy dynamiczniejszej jeździe silnik będzie wył, choćby w krótkich zastrzykach wysokich obrotów.

To ciągnie za sobą kolejny problem. Egzemplarz z napędem na przednią oś, którym jeździłem, na krętej i wilgotnej drodze nie radzi sobie w pełni możliwości z przeniesieniem tego napędu. Przednie koła mogą buksować i prowadzić do znacznej podsterowności. Także podczas jazdy na krętych fragmentach autostrady zestaw ten wydawał mi się na tyle niespokojny, że nie wzbudzał mojego zaufania przy wysokich prędkościach, tak jak na przykład konkurenci z Grupy Volkswagena.

Egzemplarz z napędem na cztery koła, z którym spędziłem drugą część dnia, eliminuje ten problem, choć nadal nie jest to samochód o bardziej sportowym usposobieniu. Nie miałbym z tym takiego problemu, gdyby nie takie przedstawianie obrazu przez samą Toyotę.

Toyota RAV4 (2019) (fot. Toyota)

To o tyle dziwny ruch, że nowa RAV4 okazuje się bardzo kompetentna pod innymi względami. Egzemplarzem z napędem AWD miałem okazję pokonać liczącą kilkanaście kilometrów próbę terenową. Nie był to naturalnie odcinek rajdu Camel Trophy, ale z drugiej strony były na niej na tyle strome podjazdy, grząskie przejazdy i głębokie rowy, że RAV4 autentycznie zrobiło na mnie wrażenie. Było ono jednak zbudowane bardziej przez stosunkowo duży prześwit i kąty natarcia czy zejścia niż dostępny w wersji AWD tryb jazdy terenowej. Przekaz tej próby był prosty: RAV4 potrafi w terenie więcej, niż którykolwiek właściciel odważy się kiedykolwiek sprawdzić.

Ceny: spore, ale dużo w zamian

Właściciel takiego samochodu będzie w końcu jeździł nim głównie w mieście i w spokojne trasy z całą rodziną. To właśnie w takich warunkach wszystkie elementy zaczynają się w końcu układać w sensowną całość. Układ napędowy pracuje wtedy cicho, gładko i oszczędnie. Podczas przebijania się przez poranne godziny szczytu w Barcelonie, 222-konny SUV notował zużycie na poziomie 7 l/100 km. W trasie pięło się ono w kierunku 10 l/100 km i w górach nawet je przekroczyło, ale nie były to wymierne warunki. Te będziemy w stanie zagwarantować dopiero podczas testu na polskich drogach.

Toyota RAV4 (2019) (fot. Mateusz Żuchowski)

Jak być może zauważyliście, w tekście tym nie pojawiło się jeszcze ani jedno słowo dotyczące diesli. To dlatego, że w RAV4 diesli nie będzie w ogóle. W obliczu trwającej od paru miesięcy marketingowej ofensywy przeciwko silnikom wysokoprężnym, trudno zresztą oczekiwać, żeby się pojawiły. Fakt ten wymusza dość oryginalną jak na nasze warunki drabinkę cennikową modelu, przez co trudniej o jego bezpośrednie porównania z konkurencją.

Nowe RAV4 rozpoczyna się od ceny 109 900 zł. Topowa odmiana z napędem na cztery koła kosztuje 179 900 zł. Z jednej strony to dużo, ale z drugiej teraz już w standardzie japoński producent zapewnia temu modelowi naprawdę solidną porcję wyposażenia. Wyróżnić tu należy szczególnie standardowy we wszystkich wersjach system Safety Sense 2 z aktywnym tempomatem, asystentem utrzymywania pasa ruchu, systemem przeciwkolizyjnym i funkcją rozpoznawania znaków.

Toyota RAV4 Hybrid (2019) (fot. Mateusz Żuchowski

Topowa wersja posiada z kolei napęd hybrydowy o mocy, która jest nieosiągalna dla większości konkurentów, tak tych z jednym sercem, jak i dwoma. Konkurencyjna, hybrydowa Honda CR-V dysponuje mocą 184 KM.

Czy tak skonstruowana gama napędowa RAV4 ograniczy jej rynkowy potencjał w Polsce? Sądząc po wynikach sprzedaży schodzącej generacji Aurisa czy C-HR – ani trochę. Piąta generacja popularnego SUV-a Toyoty jawi się jako model jeszcze bardziej doszlifowany i kompetentny niż do tej pory, dla którego napęd hybrydowy jest po prostu jedną z kolejnych zalet nad europejską konkurencją. Biorąc pod uwagę bieżące trendy, atut ten z każdym rokiem będzie coraz bardziej rósł na znaczeniu.

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Testy samochodów:

Jaguar F-Type P300 to wszystko, czego możesz chcieć od sportowego samochodu, jeśli nie zgrywasz herosa Mercedes Panamera - czyli o tym, jak raz przywłaszczona nazwa powinna wrócić do prawowitego właściciela Hyundai i30 Fastback N: świetny hothatch w nowym wydaniu BMW X5 z pakietem xOffroad: rzucamy nowego SUV-a w teren Skoda Kodiaq kontra Hyundai Santa Fe i Peugeot 5008: porównujemy siedmioosobowe SUV-y z różnych stron świata Citroën SpaceTourer 2.0 BlueHDi: rywal Multivana z mocnym napędem Opel Grandland X - witamy na długim dystansie Seat Leon ST Cupra 370 Carbon: najmocniejsze hiszpańskie auto, jakie kupisz. Jeśli zdążysz Kia Stinger GT 3.3 V6: otwieramy oczy niedowiarkom! Volkswagen Amarok V6: kiedy chcesz SUV-a, ale potrzebujesz pick-upa Dacia Duster 1,5 dCi: ja tu jestem, żeby pracować Kia Picanto 1.2 X-line: kosztowny indywidualizm Citroën Berlingo M 1.5 BlueHDI: francuski kombivan na nowo. Teraz jeszcze bardziej osobowy O surowej wyspie i technologicznym gigancie: Volkswagen Touareg na Islandii Rolls-Royce Cullinan: pierwszy polski test najdroższego SUV-a świata Renault Twizy: samochód, którym można wjechać do magazynu Skoda Arctic Circle Expedition 2018. 4x4 w Laponii Pierwsza jazda Porsche 911 992 (jako pasażer). Poznajemy nową generację ikony Suzuki Swift Hybrid 1.0: liczy się lekkość Hyundai i20 w wersji Launch: skrojony pod polski rynek Pierwsza jazda Škodą Kodiaq RS: więcej wszystkiego... poza sportem BMW i3S: aktualizacja pomiędzy generacjami Nowy Renault Kadjar: cichy gracz w popularnym segmencie nie ma się czego wstydzić Porsche Macan po liftingu - to tylko mała kosmetyka

Popularne w tym tygodniu:

Volvo V60 Cross Country i V60 T8: pierwsza jazda nowymi wersjami szwedzkiego kombi BMW M850i xDrive: test gran turismo przyszłości Nissan Qashqai z bazowym silnikiem 1.3 l. To jednostka z Dustera i Klasy A Ford Fiesta Active 1.0 EcoBoost: udaje crossovera, ale to udawanie bardzo dobrze wychodzi Kia Ceed SW 1,4 T-GDi: kompetentna, lecz pozbawiona charakteru Mini Cooper SD po liftingu. Z dieslem pod maską spełni bardzo specyficzne potrzeby Lexus ES300h: sprawdzamy, czy limuzyna stworzona z myślą o USA ma sens w Europie Seat Ateca FR 2.0 TSI: najmocniejsza i najlepsza Nissan Micra N-Sport: usportowiony hatchback dla tych, którzy nie lubią szybko jeździć Hyundai Tucson z systemem 48V Mild Hybrid: czy to w ogóle ma sens? Lexus RC 300h po faceliftingu: tylko koni żal…